Szymańscy na statku - Sygnał z radia

Szymańscy na statku - Sygnał z radia

Na statku były dźwięki, do których dało się przyzwyczaić. Ciche buczenie wentylacji, szelest kroków w korytarzu, czasem skrzypnięcie, jakby statek przeciągał się po drzemce. Ale tego popołudnia Jakub usłyszał dźwięk, który brzmiał zupełnie inaczej niż wszystkie inne: krótki, suchy trzask, a potem szum, jak morze zamknięte w muszli.

— Słyszycie? — zapytał, kiedy weszli z Julką i Antkiem do sali edukacyjnej.

Julka trzymała w ręku swoją kronikę, bo odkąd została kronikarką załogi, miała wrażenie, że każde ciekawe zdarzenie należy złapać w słowa, zanim ucieknie. Antek natomiast był w tej fazie dnia, w której każdy szum wydawał mu się początkiem wielkiej przygody.

— Jeśli to jest sygnał piratów, to ja chcę mówić pierwszy — oznajmił.

Jakub podszedł do szafki ze sprzętem, którą załoga czasem otwierała podczas warsztatów. Miał zgodę, żeby przygotować stanowisko do następnego dnia — poukładać mapky, sprawdzić, czy są kredki i czy latarka działa. Tylko że dziś, między pudełkiem z karteczkami a zwiniętym plakatem, stało coś, co wyglądało jak sprzęt z filmu: niewielki radiotelefon z pokrętłami i przyciskiem do nadawania.

— O… — powiedział Jakub ostrożnie. — Radiotelefon. Ten, o którym opowiadali wczoraj na zajęciach.

Julka pochyliła się nad urządzeniem.
— To takie radio jak na morzu?

— Do testów i pokazów — Jakub przeczytał nalepkę. — Jest napisane: „Używać pod nadzorem”. Czyli… nie naciskać wszystkiego na raz.

Antek już wyciągał rękę.
— Zobacz ten czerwony przycisk!

Julka złapała go za rękaw jak prawdziwy oficer bezpieczeństwa.
— Najpierw myślenie, potem przyciski.

Jakub przekręcił pokrętło włącznika. Radio zamruczało. Najpierw cisza, potem szum. A potem… krótkie „pik”.

— Ojej — szepnęła Julka gotowa zanotować każdy sygnał.

Antek wstrzymał oddech.

— To jest ten moment, kiedy mówią: „Tu Kapitan…” — wyszeptał. — Czuję to.

Jakub jeszcze nic nie mówił. Stał tak, jakby słuchał nie tylko uszami, ale całym sobą. I nagle z szumu wyłonił się głos. Prawdziwy, dorosły, trochę zachrypnięty, jakby ktoś mówił przez wiatr:

— Halo, halo… czy to Dar Szymańskich? Odbiór.

Zapanowała cisza tak gęsta, że nawet statek zdawał się na chwilę przestać mruczeć.

Julka zamrugała kilka razy.
— Dar… Szymańskich?

Jakub spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami.
— To brzmi jak nazwa statku.

Antek powoli, bardzo powoli, uniósł palec wskazujący, jakby właśnie odkrył największą tajemnicę świata.

— To do nas — wyszeptał. — Ktoś nas wzywa. Tajna wiadomość! Z innego statku!

Julka już pisała: „Godzina: popołudnie. Komunikat: ‘Halo, halo, czy to Dar Szymańskich?’”.

— Nie odpowiadaj bez zastanowienia — powiedział Jakub szybko, choć sam był podekscytowany. — W radiu są procedury. Trzeba mówić krótko i jasno.

— Ok! — potwierdził Antek. — Tu kapitan Antek. Skarb znaleziony. Koniec.

— To było… średnio zrozumiałe — stwierdziła Julka.

Głos w radiu odezwał się znowu, tym razem nieco głośniej:

— Dar Szymańskich, Dar Szymańskich… jak mnie słychać? Odbiór.

Antek aż podskoczył.
— Oni powtarzają! To ważne!

Julka zamknęła kronikę i otworzyła ją na czystej stronie, jakby prowadziła prawdziwy protokół.

Jakub wziął głęboki oddech, tak jak widział u dorosłych, kiedy robili coś odpowiedzialnego. Spojrzał na przycisk nadawania.

— Odpowiemy spokojnie. Bez nazwisk. Bez żartów. Tak, żeby było bezpiecznie i sensownie.

Antek aż się skrzywił.
— Bez żartów to jak bez fal.

Jakub nacisnął przycisk i powiedział, wyraźnie, trochę za poważnie jak na swój wiek, ale starannie:

— Halo… tu stanowisko edukacyjne na statku rejsowym. Proszę powtórzyć komunikat. Odbiór.

Julka aż przestała oddychać, żeby mu nie przeszkodzić. Antek stał na palcach, jakby lepiej słyszał, kiedy jest wyższy.

W radiu zaszumiało, coś zatrzeszczało, a potem ten sam głos odezwał się z lekkim śmiechem:

— O, słychać was. Dobrze, dobrze. To test łączności. Dar Szymańskich… hehe… tak was sobie nazwałem. Jak odbiór teraz? Odbiór.

Julka i Jakub spojrzeli po sobie.

— Test łączności? — powtórzyła Julka szeptem. — Czyli… to nie tajna misja?

Antek zmarszczył brwi.

— A skąd on wie o nas?! To na pewno pirat, który udaje!

Jakub znów nacisnął przycisk nadawania, tym razem pewniej:

— Odbiór dobry. Kto nadaje?

Głos odpowiedział szybko:

— Bosman z portu. Sprawdzam, czy wasza radiostacja działa. Bez obaw. Zwykły test.

W tym momencie do sali edukacyjnej wszedł bosman Marek z ich statku. Trzymał w ręku rulon plakatów, ale gdy usłyszał szum i urywki rozmowy, zatrzymał się w drzwiach.

— Oho… — powiedział z uśmiechem. — Co tu się dzieje?

Antek odwrócił się na pięcie i od razu powiedział:

— Na pewno nie rozmawiamy z piratami!

Bosman Marek parsknął śmiechem.

— Piratami? Haha, dobre. Co najwyżej piratami od podjadania ciastek.

Julka szybko wyjaśniła:

— Włączyliśmy radiotelefon… ktoś nas wołał „Dar Szymańskich”. My myśleliśmy, że to tajna wiadomość.

Bosman Marek kiwnął głową, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.

— A, to pewnie Jurek z portu. On lubi żartować. Słyszał wczoraj, jak Antek nazywa statek „Dar Szymańskich” i mu zostało. Ale dobrze, że nie zaczęliście odpowiadać głupotami. Radio na morzu to poważna sprawa.

Jakub aż rozpromienił się z ciekawości.

— To naprawdę tak działa? Że się robi testy?

— Tak — potwierdził bosman. — Łączność to bezpieczeństwo. Dlatego mówi się krótko, jasno, bez krzyków i bez opowieści o krokodylach ani piratach. Są kanały, są zasady, jest kultura radiowa. I nie używa się radia do zamawiania pizzy.

Antek podniósł rękę, jakby był na lekcji.

— A jeśli ktoś bardzo grzecznie zamówi pizzę?

— To dalej nie — roześmiał się bosman. — Ale możecie zrobić sobie zabawę w „pogodowe komunikaty” w waszej sali. Tylko bez prawdziwego nadawania.

Jakub spojrzał na radiotelefon z nowym szacunkiem, jak na narzędzie, które nie jest zabawką, choć wygląda jak z przygody.

— Czyli… kiedy ktoś mówi „odbiór”, to naprawdę czeka na potwierdzenie?

— Dokładnie — bosman przytaknął. — I dlatego ważne są nazwy, kto nadaje, co chce przekazać. W razie potrzeby to może ratować ludzi. A wy dziś zrobiliście małą lekcję na żywo.

Julka dopisała w swojej kronice: „Wniosek: tajemniczy głos był testem. Łączność morska to bezpieczeństwo. Nie można tak zamawiać pizzy.”

Bosman Marek popatrzył na nich z rozbawieniem, a potem spoważniał na sekundę:

— Dobra robota. A teraz wyłączcie radio i odłóżcie na miejsce. I pamiętajcie: na morzu każdy sygnał ma znaczenie.

Kiedy bosman wyszedł, dzieci jeszcze przez chwilę stały w ciszy, jak po wielkiej scenie filmowej. Tajemnica okazała się zwykłym testem, ale wcale nie była rozczarowaniem. Była jak drzwi do nowej wiedzy: nagle statek stał się jeszcze bardziej prawdziwy.

Wieczorem rodzice zapytali ich jak minął im dzień i czy robili coś ciekawego. Julka od razu odpowiedziała:

— Dziś odebraliśmy komunikat: ‘Halo, halo, czy to Dar Szymańskich?’. Okazało się, że to test łączności z portu. Dowiedzieliśmy się, że radio na morzu to bezpieczeństwo, a słowa ‘odbiór’ znaczą więcej niż brzmią. Załoga trzyma się zasad.

Antek dodał po chwili:
— No i trzeba mówić jasno i krótko. Ponoć nie można też zamawiać pizzy, ale to jeszcze do sprawdzenia.

Rodzice uśmiechnęli się szeroko na wieść o takiej przygodzie. A potem, kiedy statek znów mruczał swoim nocnym rytmem, dzieci zasypiały z poczuciem, że są częścią prawdziwej załogi. Takiej, która potrafi zrobić z jednego „halo” małą przygodę - i wynieść z niej coś, co zostaje na dłużej niż żart o piratach z bufetu.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze