Na statku Julka miała swój poranny rytuał, który traktowała prawie jak obowiązek prawdziwej załogi. Zanim jeszcze na korytarzu zrobiło się głośno i zanim ktokolwiek zaczął biec po kakao albo pytał „gdzie są moje skarpety?”, Julka siadała przy stoliku w sali edukacyjnej, otwierała gruby zeszyt i wpisywała kilka zdań.
To była jej kronika statku – prawdziwa, ciężka, z grubą okładką i stronami, które pachniały papierem jak w starych książkach. Załoga czasem dopisywała do niej ważne informacje: pogodę, trasę, wydarzenia dnia, a uczestnicy programu edukacyjnego – ciekawostki i zabawne momenty. Julka czuła, że to ich opowieść o rejsie.
Tego dnia przyszła jak zwykle. Usłyszała tylko cichy szum wentylacji i dalekie „klap” zamykanych drzwi. Usiadła, sięgnęła na półkę pod mapą pokładów i…
Zamarła.
Półka była pusta.
Julka spojrzała jeszcze raz, tak jakby kronika mogła się nagle pojawić, jeśli spojrzy się odpowiednio stanowczo. Przesunęła dłonią po miejscu, gdzie zawsze leżała. Potem podniosła mapkę, zajrzała za nią, sprawdziła nawet pod stosem kartek.
Nic.
– Niemożliwe… – szepnęła.
Pierwsza myśl była prosta: przestawiłam ją wczoraj. Ale Julka pamiętała, jak odkładała kronikę równo na półkę, niemal jak w bibliotece. Druga myśl była mniej prosta: ktoś ją wziął. A trzecia… była już całkiem poważna: kronika statku zniknęła.
Julka poczuła, jak robi jej się gorąco w policzki. Nie dlatego, że się bała – tylko dlatego, że czuła odpowiedzialność. To w końcu ona była kronikarką. Jeśli zgubiła dziennik kapitana, to byłaby to wielka wpadka.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła korytarzem.
– Kuba! Antek! Odprawa! – zawołała, wpadając do kajuty.
Jakub podniósł głowę znad swoich notatek o statku, a Antek akurat próbował założyć papierową czapkę, która jakimś cudem ciągle mu się gniotła.
– Co się stało? – zapytał Jakub od razu, rzeczowo.
Antek zrobił wielkie oczy.
– Czy to… piraci?
– Gorzej – powiedziała Julka dramatycznie, ale w kontrolowany sposób. – Zniknęła kronika statku.
Nastała cisza. Taka cisza, w której nawet Antek nie wiedział jeszcze, co powiedzieć.
– Kronika? Ta gruba? – upewnił się Jakub.
Julka skinęła głową.
– Nie ma jej na półce. Sprawdzałam wszystko.
Antek po sekundzie odzyskał głos.
– To porwanie! Dziennik kapitana został uprowadzony przez… piratów z bufetu!
– Na statku nie ma piratów z bufetu – odparł Jakub.
– Skąd wiesz? Może udają naleśniki! – Antek był już w swoim żywiole.
Julka uniosła dłoń.
– Dobra. Musimy przeprowadzić śledztwo. Zasady: nie przeszkadzamy załodze, nie wchodzimy tam, gdzie nie wolno, niczego nie dotykamy bez pytania. Szukamy metodycznie.
Jakub od razu przejął tryb planowania.
– Ustalmy ostatnie miejsce, gdzie była kronika. Wczoraj wieczorem leżała na półce, prawda?
– Tak – potwierdziła Julka.
– Czyli zniknęła od wczoraj wieczorem do dziś rano. To znaczy, że ktoś ją wziął. Albo przeniósł.
Antek uniósł palec.
– Albo kronika uciekła, bo chciała przygody.
Julka jedynie głośno westchnęła na ten pomysł.
– Dzielimy statek na strefy – ciągnął Jakub. – Najpierw sala edukacyjna i korytarz. Potem mesa i kuchnia. Na końcu magazyn rekwizytów.
– I kabiny! – dodała Julka. – Bo może ktoś ją odłożył do kajuty.
Antek zrobił minę śledczego.
– Ja będę przesłuchiwał świadków.
– Możesz zadawać pytania, ale nie dramatyzuj. – poprawiła Julka. \
– Tylko odrobinkę – mruknął Antek.
Zaczęli od sali edukacyjnej. Julka przeszukiwała półki bardzo ostrożnie, przesuwając kartki i zaglądając pod segregatory, jakby kronika mogła schować się pod cieńszą teczką. Jakub sprawdzał miejsca logiczne: obok mapy, przy tablicy, na stoliku, gdzie czasem zostawia się notatki.
Antek natomiast otworzył pudełko z rekwizytami i wyciągnął mały notatnik.
– Mam! – zawołał triumfalnie.
Julka podbiegła… i natychmiast opadły jej ramiona.
– Antku, to zeszyt z ćwiczeniami o węzłach. To nie kronika.
Antek popatrzył na okładkę i wzruszył ramionami.
– Też brzmi poważnie.
Kolejna była mesa. Gdy tylko weszli, Antek nagle zaczął poruszać się wolniej, jakby jego ciało wykryło zapach naleśników na bardzo dalekim radarze.
– Skupienie – syknęła Julka.
– Jestem skupiony na… tropach – odparł Antek. – Te tropy pachną dżemem.
Jakub podszedł do miejsca z ogłoszeniami i spojrzał, czy nie leży tam jakiś zeszyt. Julka dyskretnie zapytała jedną z osób z obsługi, czy nie widziała grubego notesu.
– Gruby zeszyt? – powtórzyła kobieta i zastanowiła się chwilę. – Nie, kochanie. Ale jeśli gdzieś leżał, to ktoś mógł go odłożyć do sali edukacyjnej… albo do magazynku.
– Dziękujemy! – powiedziała Julka.
Antek w tym czasie zajrzał pod serwetki, jakby dziennik kapitana miał ochotę zostać naleśnikiem.
– Nie ma – ogłosił z powagą. – Piraci z bufetu muszą go trzymać w tajemnicy.
Jakub spojrzał na niego spod oka.
– Piraci z bufetu nie istnieją.
– To dokładnie mówią piraci z bufetu – szepnął Antek konspiracyjnie.
Na końcu poszli do magazynku rekwizytów. Były tam pudła, kartony, tekturowe rekwizyty do zajęć i różne przedmioty, które Antek uznałby za skarby nawet wtedy, gdyby to była zwykła miotła.
Julka zaczęła się naprawdę martwić. Kronika była ważna. Nie dlatego, że ktoś by krzyczał – nikt na statku nie krzyczał o zeszyty – tylko dlatego, że to była historia rejsu. A Julka nie lubiła, gdy historia nagle znikała. Jakub też spoważniał.
– Jeśli to oficjalna kronika, to lepiej ją znaleźć szybko. Może ktoś z grupy ją wziął?
Antek, który dotąd żartował, nagle zrobił krok w tył.
– A jak… jak jej nie znajdziemy? – zapytał ciszej.
Julka już miała odpowiedzieć, kiedy Jakub zmrużył oczy.
– Chwila. Antek… a ty wczoraj wieczorem nie pytałeś, czy mamy dużo papieru? – zapytał spokojnie.
Antek zamarł jakby wyłączony przełącznikiem.
– Ja? Eee… to było pytanie… ogólne. Filozoficzne takie.
Jakub zrobił krok bliżej i wskazał na kieszeń bluzy Antka. Wystawał z niej róg kartki z narysowaną wielką strzałką i… czymś, co wyglądało jak czaszka (albo krzywo narysowany uśmiech).
– Co to jest? – zapytała Julka powoli.
Antek odwrócił się i zaczął iść w stronę wyjścia z magazynu.
– Nic! To nie jest nic! To jest… tajemnica!
Julka i Jakub spojrzeli po sobie.
– Antku – powiedziała Julka najspokojniejszym głosem kapitana. – Czy ty wziąłeś kronikę statku?
Antek zatrzymał się. Wzruszył ramionami. A potem, jakby pękła w nim bańka sekretu, wyszeptał:
– Tylko na chwilę…
– Antku! – Julka poczuła jednocześnie ulgę i złość. – Gdzie ona jest?!
– W kajucie – przyznał. – Pod łóżkiem. Bo tam jest najlepsze miejsce na tajne mapy.
Wrócili szybko. Julka uklękła i zajrzała pod łóżko. I rzeczywiście: leżała tam kronika. Otwarta. A na jednej z czystych stron widniał ogromny rysunek: wyspa, fale, wielkie „X” i podpis: „SKARB KAPITANA ANTKA”.
Julka przez moment patrzyła w milczeniu. Potem wzięła głęboki oddech.
– Antku… to jest oficjalna kronika statku. Nie zeszyt do map.
Antek aż się skulił.
– Ja wiem… ale ona była taka gruba. Taka… kapitańska. I potrzebowałem czegoś, co wygląda jak prawdziwy dziennik, żeby mapa była prawdziwa. Bo jak się rysuje mapę na kartce, to ona jest… mniej przygodowa.
Antek kiwnął głową, już bardziej zawstydzony niż dumny.
– Przepraszam. Myślałem, że oddam zanim ktokolwiek zauważy. Ale potem… poprawiałem fale. I X. I dodałem pułapkę z krokodylami.
Julka nie wytrzymała i parsknęła śmiechem, choć jeszcze przed chwilą miała ochotę zrobić bratu wykład.
– Dobra – powiedziała w końcu. – Kronika wraca na półkę. Mapy robimy na osobnych kartkach.
Antek rozjaśnił się.
– Mogę wkleić tu jedną stronę? Żeby było, że „mapa istniała”? Tak… historycznie?
– Oczywiście – odpowiedziała Julka. – To będzie nasza pamiątka po tym dniu. Ale resztę mapy możesz narysować już w swojej kronice.
Antek przytaknął szybko.
– Zrobię najpiękniejszą mapę. I już nigdy nie porwę kroniki. Chyba że… dla bezpieczeństwa. – odpowiedział ponownie rozbawiony.
Wieczorem Julka zaniosła kronikę na jej miejsce. Potem usiedli wszyscy razem w sali edukacyjnej, jakby mieli zakończyć ważną misję.
Rodzice, którzy zajrzeli do sali, uśmiechnęli się, widząc ich pochylonych nad kroniką.
– Znaleźliście? – zapytała mama.
– Tak — odpowiedziała Julka i spojrzała na Antka. – I rozwiązaliśmy sprawę.
Antek odchrząknął.
– To był… błąd kapitański. Ale naprawiony.
Jakub dodał:
– Wnioski: ważne rzeczy się zgłasza. I mapy robi się na mapach.
Julka zamknęła kronikę i poczuła przyjemne ciepło w środku. Mimo zamieszania ich załoga naprawdę działała razem.
A statek? Statek płynął dalej, jakby wcale nie przejmował się tym, że nawet dzienniki kapitanów czasem idą na tajne misje — byle tylko wracały na swoje miejsce.
Komentarze: 2
Dziękuję! :)
Ale super!!!