Tego dnia morze od rana było jak wielka, błyszcząca tafla. Słońce odbijało się w falach tak mocno, że Jakub mrużył oczy, jakby ktoś świecił mu latarką prosto w twarz, a Antek co chwilę wystawiał rękę za burtę i oznajmiał:
— Czuję wiatr! To wiatr przygody!
— To zwykły wiatr — poprawiała go Julka.
Dopiero po kilkunastu minutach Julka zauważyła, że niebo z jednej strony zrobiło się ciemniejsze. Nie takie groźne jak w filmach, tylko jakby ktoś powoli zasłaniał lampę szarym kocem. Wiatr też przestał być „miły”, a zaczął robić się bardziej uparty. Fale, dotąd niewielkie, zaczęły unosić statek trochę wyżej, a potem trochę niżej.
— Statek pracuje — mruknął Jakub, jakby mówił o jakiejś wielkiej maszynie. — Czujesz? Taki rytm.
Antek natomiast poczuł to po swojemu: rozłożył ręce jak kapitan i zawołał do wody:
— Morze! Proszę o spokój! Kapitan jest na pokładzie!
W tej samej chwili po statku rozszedł się spokojny komunikat załogi.
„Uwaga, prosimy o pozostanie pod pokładem. Ze względu na pogarszające się warunki pogodowe pokład zostaje czasowo zamknięty.”
Julka natychmiast przestała pisać i spojrzała na rodziców.
— To znaczy, że burza?
Tata pokiwał głową.
— Może trochę popada, może powieje mocniej. Nic nadzwyczajnego. Po prostu na pokładzie byłoby ślisko i nieprzyjemnie. Pod pokładem jest bezpiecznie i ciepło.
Antek wciągnął powietrze nosem, jakby przygotowywał się do wielkiego przemówienia.
— Kapitanie! — zwrócił się do taty, choć tata kapitanem nie był. — Załoga powinna zająć pozycje!
Mama uniosła brew.
— Pozycje mogą być przy stole i z kubkiem kakao.
— Świetnie! — uznał Antek bardzo poważnie.
Szybko zeszli pod pokład. Korytarze były spokojne, tylko gdzieniegdzie słychać było, jak statek lekko skrzypi. Julka wcale się nie bała — bardziej czuła ciekawość, jakby statek opowiadał im jakąś historię w obcym języku, a oni próbowali ją zrozumieć.
Po chwili zatrzymała się i rozejrzała. W sali edukacyjnej stały stoły, tablica, mapka statku na ścianie i kilka krzeseł. A przede wszystkim: było tu okno, przez które dało się podejrzeć morze.
— Dobra — powiedziała nagle. — Skoro mamy siedzieć pod pokładem, to zrobimy z tego… misję.
Jakub spojrzał na nią z zainteresowaniem.
— Jaką?
Julka wzięła swój notes i długopis, a potem powiedziała tonem, który brzmiał jak zapowiedź w radiu:
— Ogłaszam powstanie Burzowego Biura Dowodzenia.
Antek aż podskoczył.
— Tak! Tak! Ja będę… dramatycznym generałem burzy!
— Nie — ucięła Julka. — Ty będziesz specjalistą od komunikatów. Ale bez paniki.
— Ja nie panikuję — zapewnił Antek. — Ja tylko nadaję emocje.
Jakub od razu przeszedł do działania, bo biuro dowodzenia bez działania było, według niego, „nieefektywne”.
— Potrzebujemy tablicy — stwierdził i podsunął Julce kartkę. — I skali kołysania.
— Skali kołysania? — powtórzyła Julka.
Jakub kiwnął głową.
— Na przykład: jeden to „kołyska”, dwa to „galaretka”, trzy to „zupa”, cztery to „pralka”, pięć to „Antek po cukrze przed obiadem”.
— Hej! — oburzył się Antek. — Ja nie jestem skalą!
— Jesteś najwyższą jednostką miary — powiedziała Julka z uśmiechem i już rysowała tabelkę.
Rozdzielili role, jak w prawdziwej załodze.
Julka: dowodzenie i kronika.
Jakub: pomiary i logika.
Antek: komunikaty i… efekty specjalne.
— Dobrze — oznajmiła Julka. — Najpierw obserwacja. Jakub, patrzysz przez iluminator i mówisz, co widać. Ja zapisuję. Antek… ty masz zadanie: nie krzyczeć.
Antek zrobił minę człowieka, któremu każą nie oddychać.
— To najtrudniejsze zadanie na świecie.
Nagle za oknem błysnęło. Tak, jakby ktoś na sekundę zrobił zdjęcie całemu morzu.
— Błysk! — powiedział Jakub.
— Widziałam! — Julka już notowała.
Po chwili, po trzech, może czterech sekundach, dotarł do nich niski pomruk.
— Grzmot — dopowiedział Jakub. — Jeśli liczymy sekundy między błyskiem a grzmotem, to możemy mniej więcej ocenić odległość burzy.
— Ile to jest? — zainteresowała się Julka.
Jakub policzył na palcach.
— Cztery sekundy to mniej więcej… trochę daleko. Nie tuż nad nami. To znaczy, że jesteśmy bezpieczni, tylko pogoda robi przedstawienie.
Antek przyłożył dłoń do piersi.
— Kapitanie Julko… pogoda robi przedstawienie, a my mamy bilety.
— To bardzo ładnie powiedziane — przyznała Julka.
Statek zakołysał się nieco mocniej. Tylko trochę — jakby ktoś delikatnie popchnął łódkę na basenie.
Antek od razu wstał i zasalutował.
— Kapitanie! Statek kiwa się… z emocji!
Jakub parsknął śmiechem.
— Z emocji to się kiwasz ty Anteku, jak zobaczy naleśniki.
— Naleśniki też mają emocje — stwierdził Antek. — Szczególnie z dżemem.
Julka klasnęła w dłonie.
— Skupienie, załogo! Teraz część druga naszej operacji: uspokajanie morza.
— Uspokajanie? — Jakub uniósł brwi. — Morza nie da uspokoić.
— Ale siebie można — odpowiedziała Julka. — A jak my będziemy spokojni, to wszystko będzie wyglądało mniej burzowo.
Antek natomiast od razu podchwycił pomysł dosłownie.
— Może zagramy dla morza jakąś melodię? Mnie zawsze uspokaja ta płyta, którą mama puszcza wieczorami.
— To świetny pomysł! Tu jest mnóstwo rzeczy, na których możemy coś zagrać. — odpowiedział Jakub.
Zrobili instrumenty z tego, co mieli pod ręką. Jakub nasypał kilka ziaren ryżu do małego pudełka po herbacie i zrobił grzechotkę. Julka wzięła dwa ołówki i stukała nimi o krawędź stołu jak pałeczkami. Antek dostał plastikowy kubek, który momentalnie zmienił się w bęben.
— Gramy kołysankę dla fal — ogłosiła Julka.
I zaczęli. Cicho, rytmicznie, spokojnie. Dźwięki nie były perfekcyjne, ale układały się w coś, co naprawdę przypominało kołysanie. Jakub nawet zamknął oczy na chwilę, jakby sprawdzał, czy rytm pasuje do ruchu statku.
— Działa — szepnął.
— Co działa? — Antek też ściszył głos, jakby nagle bał się spłoszyć morze.
— Działa na głowę. Mniej się skupiamy na tym, że statek się buja, a bardziej na tym, że my sterujemy czymś w środku — wyjaśnił Jakub.
Julka uśmiechnęła się.
— Dokładnie. Biuro dowodzenia nie panikuje. Biuro dowodzenia działa.
Wtedy do sali weszła mama z tatą i tacą. Na tacy parowały kubki z ciepłymi napojami.
— Zaopatrzenie dla centrum dowodzenia — powiedziała mama.
Antek aż się wyprostował.
— Dziękujemy! Prosimy o dostawę do stanowiska komunikatów!
— Stanowisko komunikatów jest tam, gdzie Antek siedzi spokojnie — stwierdził tata.
— To trudne stanowisko — westchnął Antek, ale usiadł.
Po chwili Julka ogłosiła:
— Czas na pogodowy komunikat dla rodziny.
Antek aż się zapalił do tej roli. Stanął przy tablicy, wziął długopis jak mikrofon i powiedział najpoważniejszym głosem, jaki potrafił:
— Uwaga, uwaga! Tu Burzowe Biuro Dowodzenia! Meldunek: wiatr wieje, fale tańczą, a statek kiwa się… z emocji! Prosimy o zachowanie spokoju i jedzenie ciastek według uznania.
— Czas między błyskiem a grzmotem: cztery sekundy. Burza jest w odległości „nie strasznej”. — dopowiedział Jakub. — Julko, jakie są zalecenia?
Julka wyprostowała się dumnie:
— Zalecenia: ciepły napój, muzyka, notatki i brak dotykania czegokolwiek, co wygląda na linę. Nawet w wyobraźni.
— Nawet w wyobraźni?! — jęknął Antek. — To jak ja mam być kapitanem?
W pewnym momencie Jakub spojrzał na kubek z wodą, który stał na stole. Kołysanie statku sprawiało, że woda w środku robiła małe fale, raz podnosząc się do brzegu, raz cofając. Wyglądało to jak miniaturowe morze w szklance.
Jakub wskazał na to palcem.
— Patrzcie. To jest nasza burza.
Julka nachyliła się.
— W szklance?
— W kubku — poprawił Jakub. — Ale sens jest ten sam. Kiedy coś się porusza, woda robi fale. I wcale nie znaczy to katastrofy. To tylko ruch.
Burza za oknem jeszcze chwilę pobłyskiwała, potem zaczęła cichnąć. Deszcz stukał w burtę coraz rzadziej, a kołysanie stało się spokojniejsze, jakby statek wracał do swojego zwykłego rytmu. Po jakimś czasie pojawił się kolejny komunikat mówiący, że warunki się poprawiają.
Dzieci spojrzały po sobie, jak załoga po udanej misji.
— Misja zakończona. Morza nie uspokoiliśmy… ale siebie tak.
Jakub dopisał na tablicy: „Wnioski: burza bywa głośna, ale procedury są mądre”.
Antek zasalutował.
— A wnioski kapitańskie: statek kiwa się z emocji tylko wtedy, gdy ma bardzo ciekawy dzień.
Rodzice roześmiali się, a mama pogłaskała Antka po głowie.
— Dzisiaj mieliście ciekawy dzień. I bardzo dobrze sobie z nim poradziliście.
Wieczorem, kiedy Julka dopisywała w kronice ostatnie zdania w swojej kronice, przez okna było widać jaśniejsze niebo. Jakub ziewał, już prawie śpiąc, a Antek jeszcze przez chwilę patrzył na spokojniejsze fale.
— Wiesz co? — mruknął cicho. — Burza była fajna.
Julka uniosła brew.
— Fajna?
— No… taka, że czujesz się jak w przygodzie. Tylko bez strachu. Bo my mieliśmy biuro dowodzenia.
Bo na statku nawet burza mogła być zabawą — jeśli miało się plan, ekipę i kogoś, kto potrafił ogłosić najważniejszy fakt dnia: że statek kiwa się z emocji.
Komentarze: 0