Szymańscy na statku - Duch maszynowni

Szymańscy na statku - Duch maszynowni

Tego popołudnia statek miał swój zwykły, spokojny rytm. Nie taki całkiem cichy — bo przecież na statku zawsze coś szumi, brzęczy albo skrzypi — ale taki, do którego rodzeństwo Szymańskich zaczynało się już przyzwyczajać. Z góry dobiegał śmiech dzieci, w korytarzu ktoś zamykał drzwi, a z daleka pachniało obiadem z mesy.

Jakub szedł z Julką i Antkiem schodami na niższy pokład, kiedy nagle zatrzymał się jak wryty.

— Słyszeliście? — zapytał cicho.

Julka od razu wyjęła swój notes, bo „słyszeliście?” na statku prawie zawsze oznaczało coś ciekawego. Antek natomiast od razu zrobił minę człowieka, który już wie wszystko, zanim usłyszy szczegóły.

— Jeśli to był duch, to ja go widziałem pierwszy — szepnął.

— To nie był duch — powiedział Jakub, ale w jego głosie brzmiała niepewność. — To było… stukanie. Takie metaliczne.

I rzeczywiście: po chwili znów to usłyszeli. Regularne „tik… tik… tik”, jakby ktoś lekko pukał w stal.

Antek aż się przygarbił, jak w filmie przygodowym.

— Statkowy duch! — wykrzyczał. — Duch maszynowni!

— Duch maszynowni brzmi jak ktoś, kto lubi olej i narzędzia — mruknęła Julka. — Dobra. Zapisuję: „Sprawa numer jeden: tajemniczy dźwięk z dolnego pokładu”.

Jakub poprawił pasek swojego identyfikatora i rozejrzał się uważnie.

— Maszynownia jest na dole. Dźwięki mogą pochodzić z wielu rzeczy. Rury, wentylacji, luźnej blachy… albo czegoś zostawionego, co się przesuwa.

Antek zrobił krok bliżej schodów.

— Albo duch, który nie może znaleźć drogi do mesy.

Julka zamknęła notes jak prawdziwy detektyw.

— Organizujemy śledztwo. Ale z zasadami. Nie wchodzimy tam, gdzie nie wolno. Niczego nie dotykamy. I jeśli spotkamy dorosłego z załogi, to zapytamy o ten dźwięk.

— Dobra, ale ja trzymam latarkę! — Antek aż podskoczył.

— Nie świecimy ludziom w oczy, nie robimy „pokazu laserów”, nie udajemy burzy. — ucięła Julka. 

— Tylko odrobinkę dramatu? — Antek spojrzał błagalnie.

— Odrobinkę — zgodziła się Julka. — W granicach bezpieczeństwa.

Wzięli małą latarkę z ich kajuty i ruszyli korytarzem w stronę dolnego pokładu. Schodząc niżej, czuli, że powietrze robi się chłodniejsze i bardziej metalowe. Dźwięki statku były tu wyraźniejsze: buczenie, szum, czasem jęknięcie, jakby statek rozciągał plecy po długim dniu.

I znów: „tik… tik… tik”.

— Jest bliżej — powiedział Jakub. — Słyszycie? Jakby z tamtej strony.

Antek ściszył głos do szeptu, ale oczy mu błyszczały.

— Kapitanie Julko, melduję: duch jest aktywny.

— Kronikarka Julka — poprawiła brata, ale już notowała: „Dźwięk powtarzalny. Lokalizacja: dolny korytarz. Podejrzany: duch lub przedmiot metalowy.”

Antek nagle się zatrzymał i wypalił:

— Potrzebujemy tajnego hasła!

Jakub westchnął.

— Hasło do czego?

— Do ucieczki! Jakby duch nas… no wiecie… przestraszył.

Julka spojrzała na Antka z miną kapitana od rozsądku.

— Na statku nie uciekamy na oślep. Na statku wracamy spokojnie.

— To hasło nie będzie do ucieczki — szybko zmienił Antek. — Tylko do… alarmu przed… ucieczką.

— Na pewno masz już jakiś pomysł — zapytała Julka, już z ciekawością.

Antek wypiął pierś.

— „ŚRUBA!”

Jakub parsknął.

— Najstraszniejsze słowo mechanika.

— Właśnie! — ucieszył się Antek. — Duch się przestraszy i ucieknie.

— Albo przyjdzie, bo pomyśli, że go wołasz — mruknął Jakub.

Pierwszy trop znaleźli po minucie. Przy ścianie wisiała mała metalowa tabliczka na łańcuszku. Statek kołysał się delikatnie, a tabliczka raz na jakiś czas dotykała ściany.

„tik”.

Antek aż podniósł latarkę triumfalnie.

— Mam cię! Duchu tabliczki!

Jakub przyjrzał się uważnie i stuknął tabliczkę palcem.

— To nie duch. To luźny łańcuszek.

Julka zanotowała: „Podejrzany nr 1: tabliczka. Uniewinniona.”

Antek prychnął.

— Duch jest sprytny. Zostawia fałszywe tropy.

Gdy poszli dalej, dźwięk znowu się pojawił, tym razem jakby z góry.

„tik… tik… tik”.

Antek świecił w kratki wentylacyjne, jakby spodziewał się, że wyskoczy stamtąd pluszowy potwór.

— Uwaga! — wyszeptał. — Tu może mieszkać duch powietrza.

Jakub pochylił się nad kratką.

— To może być luźna blaszka. Wentylator dmucha i coś drga.

Rzeczywiście — jedna z blaszek lekko drżała przy mocniejszym podmuchu.

Julka zanotowała: „Podejrzany nr 2: blaszka. Trochę podejrzana, ale raczej niewinna.”

Antek sapnął teatralnie.

— Duch jest coraz bliżej.

— Albo my jesteśmy coraz bliżej źródła dźwięku — poprawił Jakub.

Wtedy stukot zabrzmiał wyraźniej. Nie jak delikatna tabliczka. Bardziej jak coś cięższego, metalowego, przesuwającego się i uderzającego o stal.

Jakub stanął jak zamarznięty.

— To… nie jest blaszka.

Julka poczuła łaskotanie w brzuchu. Nie strach, tylko ciekawość, jak przy zagadce, której rozwiązanie jest tuż za rogiem.

Antek natomiast… przysunął się do Julki i szepnął:

— Jeśli teraz coś wyskoczy, to ja krzyknę „ŚRUBA”.

— Jeśli teraz coś wyskoczy, to ja chowam się za tobą — odpowiedziała Julka bez wahania.

— To sprawiedliwe — przyznał Antek.

Na zakręcie korytarza spotkali dorosłego członka załogi. Mężczyzna niósł jakieś dokumenty i miał na kurtce naszywkę techniczną. Jakub od razu rozpoznał, że to ktoś „od maszyn”.

— Przepraszam… słyszymy dziwne stukanie z okolicy maszynowni. Myślałem, że to może być coś luźnego.

Mężczyzna zatrzymał się i nasłuchiwał przez chwilę. Stukot znów się odezwał, jakby specjalnie chciał się przyznać.

„tik… tik… tik”.

Mechanik zmarszczył brwi.

— A, to ciekawe. To może być nic, ale sprawdzę. Wy tylko zostańcie tutaj. Za tą linią. I niczego nie dotykajcie.

Julka skinęła głową jak bardzo poważna kronikarka.

— Oczywiście. My jesteśmy… komisją obserwacyjną.

— A ja jestem łowcą duchów — wyszeptał Antek.

Jakub kopnął go lekko w but.

Mechanik otworzył drzwi do strefy technicznej. Dzieci zostały na korytarzu, dokładnie tam, gdzie kazał. W środku było słychać więcej dźwięków: głębsze buczenie, jakby statek mruczał, i ten ich tajemniczy stukot, który teraz był bardzo wyraźny.

Mechanik zrobił kilka kroków, pochylił się i po chwili powiedział:

— No proszę.

Wrócił do drzwi, trzymając w ręku… klucz. Duży, metalowy, narzędziowy. Taki, jakim odkręca się coś poważnego.

— To wasz duch — oznajmił, unosząc klucz do góry.

Jakub aż rozjaśnił się na twarzy.

— Luźny klucz?

Mechanik przytaknął.

— Został na metalowej półce. Statek się kołysze, a klucz się przesuwa i stuka o blachę. Czasem takie drobiazgi robią największy hałas.

Antek zrobił minę zawiedzioną i zachwyconą jednocześnie.

— Czyli to był… kluczowy duch?

Mechanik parsknął śmiechem.

— Jeśli już, to duch porządku. Narzędzia mają swoje miejsce, bo jak się je zostawi byle gdzie, to potrafią narobić zamieszania albo udawać duchy, jak ten tutaj.

Julka natychmiast otworzyła notes.

— Mogę to zapisać jako oficjalny wniosek?

— Proszę bardzo — uśmiechnął się mechanik. — I dopiszcie jeszcze: hałas nie zawsze znaczy niebezpieczeństwo. Ale zawsze warto sprawdzić.

Jakub kiwnął głową z satysfakcją.

— Wiedziałem. To musiało być coś mechanicznego.

Antek odchrząknął i wyszeptał do Julki:

— A ja wiedziałem, że to duch. 

W drodze powrotnej korytarz wydawał się jaśniejszy, chociaż światła były takie same. Stukot ucichł, a statek znów „brzmiał normalnie”: szumiał, mruczał i skrzypiał po swojemu.

— No i co? — zapytała Julka, kiedy dotarli w okolice kajuty. — Jak podsumujemy śledztwo?

Jakub od razu odpowiedział:

— Wniosek techniczny: luźne przedmioty na metalowych powierzchniach + kołysanie statku = dźwięk.

Antek podniósł palec.

— Wniosek kapitański: jeśli słyszysz ducha, to najpierw sprawdź, czy to nie klucz. A jeśli to klucz, to i tak możesz mówić, że to duch, bo brzmi fajniej.

Wieczorem, kiedy rodzice zajrzeli do dzieci, Julka już pisała raport w swojej kronice. Opisała wszystko: pierwsze „tik”, tropy tabliczki i kratki, tajne hasło „ŚRUBA”, oraz wielką prawdę o kluczu, który okazał się najgłośniejszym „duchem” na całym statku.

Jakub, zadowolony, że zagadka miała logiczne rozwiązanie, zasypiał już prawie na siedząco. Antek natomiast jeszcze chwilę patrzył w sufit.

— Julka? — mruknął sennie. — Jak jutro usłyszę coś dziwnego, to też robimy śledztwo?

Julka odłożyła długopis.

— Jeśli będzie bezpieczne i jeśli najpierw sprawdzimy czy to nie coś z twojego plecaka stuka o podłogę.

Antek westchnął.

— Z mojego plecaka wszystko co mogło hałasować już dawno wypadło.

Julka roześmiała się cicho, zgasiła lampkę i pomyślała, że statek ma mnóstwo dźwięków, ale teraz jeden z nich przestał być tajemnicą. Wciąż jednak czeka na nich mnóstwo kolejnych tajemnic do odkrycia.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze