Na statku poranki zaczynały się inaczej niż w domu. Zamiast budzika było stukanie kroków na korytarzu, ciche brzęknięcie metalowych drzwi i krzyk mewy, która najwyraźniej uważała, że każdy powinien wstać razem z nią. Z mesy pachniało ciepłym pieczywem, a w powietrzu unosiło się coś słonego i świeżego, jakby samo morze zaglądało przez okna.
Julka siedziała na łóżku w kajucie i dopisywała do swojej kroniki:
„Dzień trzeci. Statek nie odpłynął przez Antka (uff). Dziś zwiedzamy część wystawową. Uwaga: na statku wszystko ma swoją nazwę i swoje miejsce, a ja będę pilnować, żebyśmy się nie zgubili.”
– To brzmi jak rozkaz – zauważył Jakub, zawiązując buty. – Czyli dzisiaj ty jesteś kapitanem?
Julka uniosła długopis jak mikrofon.
– Ogłaszam: dziś dowodzi Kapitan Julka. Kapitan odpowiedzialny, spokojny i… znający drogę do mesy.
– A ja jestem mechanikiem pokładowym – przypomniał Jakub z dumą. – Mechanik zawsze wie, gdzie jest wszystko. Nawet jeśli nie wie, to udaje.
Antek już stał przy drzwiach w papierowej czapce, którą własnoręcznie wyciął z kartonu po płatkach. Na czapce dorysował kotwicę i napisał „KPT”.
– A ja jestem kapitanem od… – zawahał się – …od ogłaszania ważnych rzeczy!
Mama westchnęła, ale uśmiechnęła się pod nosem.
– To ogłaszaj tylko ważne rzeczy i nie dotykaj lin.
– Liny są święte, wiem! – Antek uniósł ręce. – Dzisiaj dotykam tylko… historii.
Część wystawowa statku mieściła się na niższym pokładzie i wyglądała jak mieszanka muzeum, warsztatu i tajemniczej piwnicy z opowieści. Były tam gabloty, tabliczki, stare mapy, lornetki, koło sterowe i ogromny model statku, który Jakub oglądał tak dokładnie, jakby szukał śrubek.
Bosman Marek prowadził ich i grupkę innych dzieci.
– Tu macie przykładowe wyposażenie dawnych marynarzy. Tu mapa. Tu sygnały. A tu… – pokazał na skrzynkę z przedmiotami – rekwizyty do zajęć.
– Rekwizyty? – Antek nachylił się tak, że prawie wpadł do skrzynki. – Czyli legalne skarby?
– Edukacyjne skarby – poprawił bosman. – Można oglądać, ale ostrożnie.
Julka notowała wszystko: „Koło sterowe: ciężkie. Lornetka: wyglądała na równie ciężką. Skrzynka z rekwizytami: podejrzana.”
I wtedy to zobaczyła.
W rogu skrzynki, między pożółkłą mapą a starym notesem, leżał kompas. Wyglądał jak prawdziwy przedmiot z dawnych czasów: metalowa obudowa była miejscami zardzewiała, szybka porysowana, a wskazówka… stała jak zaczarowana.
Julka podniosła go ostrożnie, jakby trzymała coś ważniejszego niż zwykły przedmiot.
– Patrzcie – szepnęła. – Kompas.
Jakub od razu się zbliżył.
– O! Prawdziwy. Ciężki. I… chyba nie działa.
Antek zrobił minę człowieka, który właśnie usłyszał w głowie fanfarę.
– To jest znak! Kompas zawsze prowadzi do skarbu!
– Kompas prowadzi na północ – mruknął Jakub.
– Północ też może mieć skarb – upierał się Antek. – Na przykład… północny deser.
Julka przycisnęła kompas do dłoni. W jej oczach pojawił się ten błysk, który oznaczał rozpoczęcie nowej przygody.
– Kapitan Julka ogłasza misję: naprawiamy kompas i sprawdzamy, co wskazuje.
– Tylko nie rozkręcamy go śrubokrętem. Bo nie mamy śrubokręta. – dodał Jakub, już myślami przy mechanice.
– Mam paznokieć – oznajmił Antek. – To śrubokręt w wersji kieszonkowej.
Wrócili na korytarz i schowali się w miejscu, gdzie nikt nie przeszkadzał: obok mapy pokładów, przy tabliczce z napisem „Pokład B”.
Julka przetarła kompas rękawem bluzy.
– Może jest brudny.
Jakub przyłożył go do mapy i obserwował wskazówkę. Ta drgnęła… i zamiast spokojnie wskazać północ, zaczęła kręcić się jak karuzela w wesołym miasteczku.
– Hm. To wygląda, jakby kompas miał zawroty głowy – ocenił Jakub.
– Może się boi morza – szepnął Antek.
Julka spojrzała na nich surowo, choć sama ledwo powstrzymywała śmiech.
– Kapitan mówi: kompas się nie boi. Kompas jest poważny.
Przeszli kilka kroków dalej. Wskazówka znów zmieniła kierunek, jakby nagle uznała, że północ jest tam, gdzie akurat stoi Antek.
– On prowadzi do… Antka – stwierdził Jakub.
Antek wyprostował się dumnie.
– Widzicie? Skarb idzie za mną.
– To raczej znaczy, że coś go zakłóca – Jakub zmrużył oczy. – Na statku jest dużo metalu. Metal może wpływać na jego działanie.
– Czyli statek oszukuje kompas? – zdziwiła się Julka.
– Nie oszukuje. Po prostu… kompas w takich warunkach może wariować.
Antek zbliżył kompas do klamki drzwi. Wskazówka zatańczyła jeszcze szybciej.
– Oho! – zawołał. – Drzwi są magiczne!
– Drzwi są metalowe – poprawił go Jakub.
– Magicznie metalowe – nie poddał się Antek.
Julka westchnęła, ale w kronice już zapisała: „Kompas jest nieco podejrzany. Zachowanie: zaskakująco taneczne.”
W pewnym momencie, pochłonięci misją, skręcili w korytarz, który wyglądał prawie tak samo jak poprzedni. Potem jeszcze raz. I jeszcze.
– Dobra, sprawdźmy, gdzie ten skarb jest – powiedział Antek, ale w jego głosie zabrzmiało coś nowego. – Bo ja już czuję… że jesteśmy w tajnym miejscu.
Julka rozejrzała się. Korytarz był długi, drzwi miały inne oznaczenia, a za jednym z zakrętów nie było już mapy pokładów, tylko tabliczka „Magazyn”.
– Kuba… – Julka ściszyła głos. – Gdzie my jesteśmy?
Jakub wyjął mapkę, którą dostali pierwszego dnia. Obracał ją, marszczył brwi, porównywał z numerami na drzwiach.
– Według tego… powinniśmy być bliżej schodów. Tylko że tych schodów tutaj nie ma.
Antek podniósł kompas jak latarnię.
– Kompas nas poprowadzi!
Wskazówka zakręciła się i stanęła… w stronę drzwi do magazynu.
– Super – mruknął Jakub. – Kompas prowadzi do… wiader.
Julka poczuła lekki ścisk w brzuchu. Było to połączenie głodu i strachu przed tym, że nie zdążą na obiad.
– Dobra – powiedziała spokojnie, bo kapitan powinien być spokojny. – Przypomnijcie sobie, co mówił bosman: orientacja na statku to znaki i punkty charakterystyczne. Nie panika.
– Ja nie panikuję – oznajmił Antek. – Ja tylko intensywnie się martwię.
Jakub spojrzał na niego i aż parsknął.
– Dobra, Kapitanie od Martwienia, twoje zadanie: wypatruj strzałek i numerów pokładu. Tylko nie dotykaj niczego.
Antek od razu ruszył przodem jak zwiadowca.
– Widzę znak! – zawołał po chwili. – Strzałka! „Mesa”!
Julka aż poczuła ulgę.
– Gdzie?!
– Tam! – Antek wskazał na małą tabliczkę przy suficie.
Jakub odczytał numer pokładu i porównał z mapką.
– Dobrze. Jesteśmy o jeden korytarz dalej, niż myślałem. Musimy wrócić do głównego przejścia i skręcić przy drzwiach z kotwicą.
– Drzwi z kotwicą? – Julka zmrużyła oczy.
– Tak. Widziałem je wcześniej. To nasz punkt odniesienia.
Ruszyli. Julka prowadziła, Jakub sprawdzał mapkę, a Antek wypatrywał znaków z takim skupieniem, jakby od tego zależało życie wszystkich pluszaków na świecie.
Po kilku zakrętach zobaczyli drzwi z namalowaną kotwicą.
– Są! – ucieszył się Jakub. – Teraz w lewo, potem schody i prosto do mesy.
Antek nagle powąchał powietrze.
– Ja też to czułem – powiedział z dumą. – Kapitan zawsze wie, gdzie jest jedzenie.
Kiedy w końcu weszli do mesy, zapach obiadu uderzył ich jak nagroda. Julka aż usiadła na ławce, jakby dopiero teraz jej nogi przypomniały sobie, że istnieją.
– Udało się – powiedziała z ulgą. – Kapitan Julka doprowadził załogę do jedzenia.
– Dzięki znakom, mapie i kotwicy – poprawił Jakub.
– I dzięki nosowi kapitana Antka – dodał Antek i ukłonił się, jakby właśnie wrócił z wielkiej wyprawy.
Bosman Marek podszedł do nich, niosąc tacę. Zobaczył kompas w rękach Julki i uśmiechnął się szeroko.
– O! Mój kompas-rekwizyt! Już myślałem, że uciekł.
Julka zamrugała.
– Rekwizyt?
– Tak. Z wystawy. Specjalnie jest „wadliwy”, żeby pokazać, że na stalowym statku kompas potrafi oszukiwać. To świetny punkt do rozmowy o nawigacji.
Jakub pokiwał głową, jakby właśnie dostał potwierdzenie swojej teorii.
– Czyli metal zakłóca wskazówkę.
– Dokładnie – bosman przytaknął. – A wy, widzę, zrobiliście praktyczne ćwiczenie z orientacji.
– To był dobry trening – przyznała. – Wróciliśmy dzięki znakom, mapie i współpracy.
Bosman uśmiechnął się jeszcze szerzej.
– Za takie dowodzenie należy się nagroda. Dziś po obiedzie macie prawo wybrać deser dla całej waszej trójki. Kapitan Julka wybiera, ale kapitan Antek może doradzać.
– Doradzę „dwa desery” – oświadczył Antek natychmiast.
– Doradzać możesz, ale decyduje kapitan odpowiedzialny – przypomniała Julka, a potem nie wytrzymała i się roześmiała.
Wieczorem w kajucie Julka dopisała do kroniki:
„Kompas nie zaprowadził nas do skarbu. Ale nauczył nas, jak nie zgubić się na statku. Skarbem okazała się droga powrotna… i fakt, że nawet jeśli się pomylimy, to razem potrafimy wrócić.”
Julka zamknęła zeszyt i uśmiechnęła się do ciemności.
Bo kapitanem nie zostaje ten, kto ma kompas. Kapitanem zostaje ten, kto potrafi znaleźć drogę — nawet wtedy, gdy wskazówka tańczy jak szalona.
Komentarze: 0