Szymańscy na statku - Pierwszy rejs

Szymańscy na statku - Pierwszy rejs

W porcie zawsze było trochę jak w wielkim, hałaśliwym mrowisku. Co chwila ktoś gdzieś biegł, ktoś coś niósł, a mewy krzyczały tak, jakby komentowały każde zdarzenie na żywo. Powietrze pachniało wodą, metalem i… czymś słonym, co Antek nazwał od razu „zapachem przygody”.

– To naprawdę jest statek? – Julka przyspieszyła krok i prawie przykleiła nos do barierki. – Taki, że się na niego wchodzi i potem jest się… na morzu?

– W teorii – mruknął Jakub, ale w jego oczach błyszczała ciekawość. – W praktyce interesuje mnie, czy ma maszynownię i jaki ma układ pokładów.

Antek, niosąc plecak większy niż trzeba, stanął dumnie na samym przodzie rodziny, jakby to on prowadził wyprawę.

– Proszę państwa – oznajmił niskim głosem. – Kapitan Antek melduje: widzę statek.

Tata parsknął śmiechem.

– Kapitanie Antku, przypominam, że jedziemy tu w ramach programu edukacyjnego. Pomagamy załodze prowadzić zajęcia dla dzieci. To nie jest przejęcie statku.

– To będzie przejęcie… wiedzy! – szybko poprawił się Antek. – I może też… dowodzenia.

Mama wskazała na trap prowadzący na pokład.

– Najpierw wchodzimy na statek. A potem: zasady bezpieczeństwa i żadnego biegania.

– A jeśli to bieganie będzie bardzo kapitańskie? – zapytał Antek.

– Wtedy będzie bardzo zabronione – odpowiedziała mama z uśmiechem.

Statek był ogromny. Z dołu wyglądał jak pływający budynek, a z góry pewnie wyglądałby jak całe miasto. Na burcie połyskiwała nazwa, a pod trapem kołysała się ciemna woda, która wydawała z siebie ciche „chlup, chlup”, jakby mówiła: witajcie, tylko nie gubcie tu niczego.

Na końcu trapu czekał mężczyzna w granatowej czapce i kurtce, która szeleszcząc, brzmiała jak wiatr.

– Dzień dobry! Witamy na pokładzie – powiedział pogodnie. – Jestem bosman Marek. Wasz program edukacyjny zaczyna się dziś od… poznania statku. Ale najpierw: zasady.

Julka wyjęła z kieszeni mały notes, jakby był gotowy od tygodni.

– Mogę notować? – zapytała.

– Oczywiście – uśmiechnął się bosman. – Tylko nie notuj na linach.

Jakub od razu spojrzał na liny z zainteresowaniem. Były wszędzie: grube, cienkie, zwinięte w krążki, przechodzące przez metalowe kółka, zawiązane w węzły tak sprytne, że wyglądały jak dzieła sztuki.

Bosman wręczył każdemu prostą mapkę pokładów i identyfikator.

– Tu macie miejsca, gdzie można chodzić. Tu są strefy tylko dla załogi. A to – wskazał na czerwone kółko – to miejsce, gdzie nie wolno dotykać niczego bez pozwolenia. Szczególnie lin.

Antek skinął głową z miną człowieka, który właśnie dostał bardzo ważną misję.

– Rozumiem. Liny są… święte.

– Bez przesady – zaśmiał się bosman. – Ale są ważne.

Rodzice przytaknęli, a tata dodał:

– A my tu jesteśmy na dwa tygodnie, żeby pomagać w zajęciach dla dzieci. Prowadzą je członkowie załogi, a my będziemy wspierać: opowieści, warsztaty, porządek, organizacja.

Julka od razu podniosła rękę, jak w szkole.

– Ja chcę być kronikarką! Mogę spisywać wszystko, co się wydarzy. Taką… kronikę rejsu.

– Idealnie – mama uśmiechnęła się ciepło. – Zrobisz z tego pamiętnik załogi.

Jakub zerknął na bosmana.

– A czy można zobaczyć, jak działa statek? Od strony mechanicznej. Silniki, wskaźniki, systemy?

Bosman pokiwał głową.

– Można, ale w bezpieczny sposób. Pogadasz z mechanikiem. Będziesz „pomocnikiem mechanika” – oczywiście tylko w zakresie patrzenia, słuchania i zadawania pytań.

Jakub wyglądał, jakby właśnie dostał bilet do ulubionego muzeum.

– Przyjmuję.

Antek tymczasem poprawił pasek plecaka i odchrząknął.

– A ja… będę kapitanem.

Zapadła chwila ciszy.

Bosman spojrzał na Antka z rozbawieniem.

– Kapitan jest jeden, młody człowieku.

– To ja będę… samozwańczym kapitanem wyobraźni! – poprawił się błyskawicznie Antek. – I będę wydawał rozkazy… pluszakom. Albo krzesłom. Zobaczymy.

– To brzmi bezpiecznie – mruknęła mama.

Zwiedzanie statku było jak odkrywanie labiryntu. Metalowe schody, wąskie korytarze, drzwi z tabliczkami, których nikt z dzieci wcześniej nie widział. Julka notowała wszystko: „Pokład: wiatr. Schody: skrzypiące. Zapach: farba i morze”.

Jakub zatrzymywał się przy każdym znaku i dopytywał:

– A to co? A to do czego służy? A czemu tu jest taka kratka?

Bosman odpowiadał cierpliwie, czasem śmiejąc się pod nosem, bo Jakub potrafił zapytać o rzeczy, o które dorośli zwykle nie pytali nigdy.

Antek natomiast znalazł miejsce, które uznał za swoje: rejon z linami i metalowymi uchwytami, gdzie wszystko wyglądało jak sterowanie tajnym urządzeniem.

– To jest centrum dowodzenia linami! – szepnął do rodzeństwa. – Jak się tu pociągnie, to statek słucha.

– Nie – powiedzieli jednocześnie Julka i Jakub.

– Tak – odpowiedział Antek, jakby to była kwestia wiary. – Tylko jeszcze nie wiem, co dokładnie słucha.

Julka wzięła głęboki oddech.

– Antku, proszę cię. Liny są ważne. Nie dotykamy.

– Ja tylko… sprawdzę, czy są miękkie – mruknął Antek, robiąc krok w stronę cum.

I wtedy stało się to, co na statkach – i w ogóle w życiu – zdarza się najczęściej: człowiek robi coś „tylko na chwilę”, a potem okazuje się, że ta chwila ma własne plany.

Jedna z lin, zwinięta w elegancki krążek, zahaczyła o nogę Antka. Druga, jakby zazdrosna, owinęła mu się wokół ręki. Antek próbował się cofnąć, ale cofnął się prosto w kolejną pętlę.

– O! – powiedział, bo na początku to było nawet ciekawe. – Jestem… w węźle.

– Stój! – syknął Jakub. – Nie szarp się, bo będzie gorzej.

Antek oczywiście szarpnął się odruchowo. Węzeł zrobił się jeszcze bardziej… węzłowy.

– Ja… ja się tylko testuję! – zawołał, ale w jego głosie pojawiła się nuta paniki.

Julka rzuciła się do notesu, jakby mógł pomóc, i jednocześnie próbowała zachować spokój.

– Dobra, akcja ratunkowa! Kuba, obserwuj, która lina gdzie idzie! Antek, oddychaj i nie rób z siebie makaronu!

– Ja nie robię z siebie makaronu! To liny go ze mnie robią!

Bosman Marek podszedł szybkim krokiem.

– Spokojnie, kapitanie – powiedział z uśmiechem, ale już sięgał do lin. – To nie jest najlepszy moment na poznawanie węzłów własnym ciałem.

Antek, chcąc udowodnić, że nadal panuje nad sytuacją, przypomniał sobie jedyną komendę, którą słyszał dziś kilka razy.

– ODCUMOWAĆ! – krzyknął donośnie. – GOTOWI DO ODPŁYNIĘCIA!

Na pokładzie kilka głów odwróciło się w ich stronę. Ktoś z załogi, niosący coś ciężkiego, parsknął śmiechem.

– Aye, kapitanie! – zawołał żartobliwie.

Antek zbladł.

– Nie… ja tylko… to była komenda ratunkowa…

Bosman Marek uniósł palec.

– Komendy są ważne. Nie rzuca się ich tak sobie, bo ktoś może pomyśleć, że to prawdziwe polecenie.

Jakub dodał szeptem:

– A poza tym statek nie odpłynie od twojej nogi.

– Jeszcze nie wiesz – wysapał Antek, próbując zachować honor.

Bosman sprawnie rozplątał liny, tłumacząc przy okazji, jak działają pętle i czemu nie wolno ich traktować jak zabawki. Julka notowała jak szalona: „Dzień 1: kapitan zaplątał się w cumy. Wydany rozkaz: odcumować. Skutek: śmiech załogi.”

Kiedy Antek w końcu stanął na własnych nogach, był czerwony jak latarnia portowa.

– Przepraszam – mruknął. – Ja… chciałem tylko pomóc.

Bosman klepnął go lekko w ramię.

– Pomagać można. Ale najpierw trzeba wiedzieć, co się robi. Dziś dostałeś pierwszą lekcję: statek jest jak wielki organizm. Każda lina ma swoje miejsce i sens.

Antek spuścił głowę, po czym podniósł ją i powiedział:

– To ja będę kapitanem… bezpieczeństwa pluszaków. Żaden pluszak nie zaplącze się w linę. Obiecuję.

– To funkcja bardzo odpowiedzialna – stwierdziła Julka poważnie.

– I bezpieczna – dodała mama z ulgą.

Po południu nadszedł czas na pierwsze zadanie w programie edukacyjnym. W sali warsztatowej przygotowywano mini spotkanie dla dzieci, które miały wkrótce wejść na pokład na krótkie zajęcia.

Julka dostała tabliczkę z hasłem „Słowniczek morski” i miała opowiadać ciekawostki: co to jest dziób, rufa, burta. Jakub pomagał przy modelu statku – tłumaczył, czemu statek pływa i co robi śruba. Antek stanął przy wejściu, w swojej papierowej czapce, i witał wszystkich bardzo poważnie.

– Witamy na pokładzie. Proszę uważać na… wszystko. Kapitan mówi: bezpieczeństwo! – oznajmiał, a potem szeptem dodawał: – I nie dotykać lin, bo one mają charakter.

Dzieci chichotały, ale słuchały. Rodzice patrzyli z boku: trochę zmęczeni porannym zamieszaniem, ale dumni, że rodzeństwo po wpadce potrafiło się zebrać i działać razem.

Wieczorem, gdy statek stał jeszcze spokojnie w porcie, w kajucie zrobiło się cicho. Julka pisała pierwszy wpis do kroniki, Jakub rysował w zeszycie schemat pokładów, a Antek leżał na łóżku, udając, że jest bardzo doświadczonym kapitanem, który… przypadkiem zasypia.

Julka przeczytała na głos:

– „Dzień pierwszy. Załoga: gotowa. Kronikarka: obecna. Mechanik: ciekawski. Kapitan: zaplątany, ale dzielny.”

– Dopisz, że kapitan był też bardzo odważny – mruknął Antek spod koca.

Jakub uśmiechnął się.

– Dopisz, że kapitan od dziś trzyma się z dala od cum.

– Dopiszę – zgodziła się Julka. – I że jutro będzie lepiej. Bo jutro zaczyna się prawdziwy rejs.

Mama zgasiła górne światło, zostawiając tylko małą lampkę.

– To dopiero początek – szepnęła. – Przed nami dwa tygodnie na statku. Nauka, zabawa… i dużo nowych historii.

Za oknem woda poruszyła się cicho, jakby statek oddychał. Julka zamknęła zeszyt, Jakub odłożył ołówek, a Antek mruknął jeszcze półprzytomnie:

– Kapitan śni o morzu. I o linach, które są… mniej przytulaśne.

I tak, w sercu portu, na wielkim statku pełnym zakamarków, zaczęła się nowa mini seria przygód Szymańskich.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze