Kosmiczne Dzieciaki

Kosmiczne Dzieciaki
Kosmiczna Sawanna

Adam Brykowicz
Adam Brykowicz
Autor Mikolito
3 sierpnia 2026
Data publikacji
4 minut
Czas czytania
#29/ 29
Odcinek serii
Kosmiczne Dzieciaki - Kosmiczna Sawanna

Na pokładzie Błysku 7 pachniało dziś prażoną kukurydzą – Foster odkrył poprzedniego dnia, że jeśli podgrzeje popcorn wystarczająco blisko silnika, sam zaczyna strzelać. Filip łapał podskakujące kawałki w locie, licząc trafienia, a Lena siedziała przy oknie, patrząc na przesuwające się gwiazdy i coś zapisując w notatniku.

Nagle konsola zamigotała na czerwono.

– Sygnał SOS – odezwał się Blip. – Współrzędne: Kosmiczna Sawanna. Uprzedzam: to nie jest planeta z lwami. Choć, uczciwie mówiąc, byłoby to spójne z nazwą.

– LECIMY! – Filip złapał ostatnie ziarno kukurydzy w locie i już pędził do fotela.

Lena zamknęła notatnik.

– Ciekawe, dlaczego akurat sawanna wzywa pomocy. Trawa raczej nie potrzebuje ratunku.

– Chyba że to trawa, która robi popcorn – mruknął Foster, otrzepując się z resztek. – Wtedy chętnie się zgłaszam na ochotnika.

Błysk 7 wystrzelił w gwiazdy.

Kosmiczna Sawanna powinna być morzem złotej, świecącej trawy, ciągnącym się po horyzont. Zamiast tego drużyna wylądowała na szarej i przygaszonej równinie, jakby ktoś ukradł jej kolor. Wiatr niósł suchy szelest, a w oddali stało ogromne stado – setki rogatych, świetlistych zwierząt zwanych Iskrogonami – nieruchome, stłoczone, jakby na coś czekały.

Na spotkanie wyszła Zorra, przewodniczka stada – smukła, o sierści migoczącej jak niebo pełne gwiazd.

– Dobrze, że jesteście – powiedziała cicho. – Sawanna gaśnie z każdym dniem, w którym stoimy w miejscu. A my nie ruszymy, dopóki... dopóki to nie zniknie.

– To znaczy co? – zapytał Filip, już gotowy do działania.

– Cień – szepnęła Zorra. – Cień, który połyka gwiazdy.

Lena uniosła brew.

– Cień, który połyka gwiazdy? A co to takiego? Ktoś go widział?

To pytanie krążyło po stadzie jak echo, gdzie każdy patrzył po sobie i szeptał coś pod nosem.

Drużyna zaczęła rozmawiać z członkami stada i szybko odkryła coś dziwnego – każdy opisywał cień inaczej.

– Miał oczy jak dwa księżyce! – twierdziła jedna z Iskrogonek.

– Nie, nie, słyszałem, że miał sto skrzydeł! – poprawił ją sąsiad.

– A ja słyszałem, że wył jak burza! – dodał trzeci, choć sam nigdy go nie widział.

Foster, który do tej pory głównie węszył w poszukiwaniu czegoś jadalnego, nagle się zatrzymał.

– Chwila, chwila. Jeśli policzyć wszystkie te historie, to ten cień ma teraz więcej oczu i skrzydeł niż cała nasza flota statków razem wzięta. Coś mi tu nie pasuje. To nie brzmi jak jeden potwór. To brzmi jak jedna opowieść, która przeszła przez zbyt wiele par rogów.

Lena spojrzała na niego z uznaniem.

– Foster ma rację. Historia rośnie z każdym powtórzeniem. Musimy dotrzeć do tego, kto opowiedział ją pierwszy – zanim urosła.

Filip już ruszał w stronę wzgórza.

– To ja pójdę zbadać, skąd bierze się ten cień. Teraz, w nocy, zanim znowu się pojawi!

– Filip, poczekaj – powiedziała Lena. – Jeśli pobiegniesz sam, w ciemności, sam się przestraszysz i przyniesiesz nam osiemnastą wersję tej samej historii. Najpierw porozmawiajmy ze zwiadowcami. Według tych plotek to ktoś z nich widział ich pierwszy.

Tym razem Filip się zatrzymał – pamiętał poprzednie sytuacje i to, jak bardzo się mylił, chcąc działać, zanim zrozumiał sytuację.

– Dobra. Sprawdźmy to.

Drużyna podeszła do grupki zwiadowców wśród których stał Tarn, chudy Iskrogon, o wielkich, niespokojnych oczach. Podczas ich rozmowy Tarn długo milczał, zanim odezwał się cicho, nie podnosząc wzroku.

– To ja pierwszy go zobaczyłem. Trzy noce temu. Wielki cień przesuwał się po gwiazdach i... przestraszyłem się. Powiedziałem innym zwiadowcom, że wyglądał jak potwór, bo tak to wtedy czułem. A oni powiedzieli innym. A ci jeszcze innym. I zanim się obejrzałem, mój strach należał już do całego stada, a ja bałem się przyznać, że może... przesadziłem.

– To bardzo odważne, że nam to teraz mówisz – powiedziała Lena.

– Ale wciąż nie wiemy, co to naprawdę było. Tak naprawdę, możesz mieć rację – dodał Filip.

Zorra podeszła bliżej, jej głos był łagodny.

– To znaczy, że jest tylko jeden sposób, żeby się dowiedzieć. Musimy zobaczyć to razem. 

Nocą, na skraju sawanny, drużyna usiadła obok Tarna i Zorry, patrząc w niebo usiane gwiazdami. Cisza była gęsta – nawet Foster przestał żartować.

I wtedy się pojawił – ogromny cień, zasłaniający pół nieba, sunący powoli i bezszelestnie.

Filip poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła. Ale Lena, mimo że też zesztywniała, wyszeptała:

– Patrzcie na kontur. To nie ma stu skrzydeł. To ma dwa. Bardzo duże, ale dwa.

Cień opadł niżej, aż w świetle gwiazd wyłonił się jego właściciel – ogromny, łagodny stwór o miękkich, przezroczystych skrzydłach, unoszący się cicho jak chmura. Chmurosiad.

Popatrzył na nich wielkimi, spokojnymi oczami, zamrugał i... zagruchał, cicho, prawie przepraszająco, jakby sam był zaskoczony, że kogoś przestraszył.

Foster wybuchnął śmiechem, który echem poniósł się po sawannie.

– To nie potwór, który połyka gwiazdy! To latający puchaty naleśnik!

Nawet Tarn się roześmiał, choć ze łzami ulgi w oczach.

Rankiem całe stado zebrało się wokół Chmurosiada, który – jak się okazało – od lat migrował tą samą trasą co Iskrogony, tylko wysoko nad ziemią.

Tarn stanął przed stadem.

– Przepraszam. Bałem się i przekazałem wam mój strach, zanim go sprawdziłem. 

Zorra pokiwała głową.

– Strach przed czymś nowym jest naturalny. Ale zanim uwierzymy w historię do końca, warto ją sprawdzić.

Od tego dnia stado przyjęło nową zasadę: żaden zwiadowca nie opowiada o czymś niepokojącym całemu stadu, dopóki nie potwierdzi tego z dwoma innymi zwiadowcami. „Zasada dwóch świadków", jak to nazwał Tarn.

A gdy Iskrogony w końcu ruszyły przed siebie, złota trawa zapłonęła pod ich kopytami jak fala światła – a wysoko nad nimi, w tym samym rytmie, płynął Chmurosiad, którego skrzydła wzbijały łagodny wiatr, niosący stado jeszcze szybciej naprzód.

Zorra, biegnąc na czele, spojrzała w górę i pomyślała, że nawet najdłuższy cień jest tylko dowodem na to, że gdzieś blisko świeci wielkie światło.

– Gotowi na kolejny sygnał? – zapytał Blip, gdy Błysk 7 unosił się nad rozświetloną sawanną.

– Zawsze!

← Poprzednia bajka Kosmiczne Dzieciaki - Planeta dwóch prędkości
Ładowanie komentarzy…
Może spodobają Ci się też

Kolejne bajki do przeczytania

U Szymańskich – Laboratorium
U Szymańskich

U Szymańskich – Laboratorium

10 października 2025 Czytaj →
Cheddaria w opałach – 4. Szczurzy lord
Cheddaria w opałach

Cheddaria w opałach – 4. Szczurzy lord

6 października 2025 Czytaj →
Błysk i Klakson – 5: Zakręt prawdy
Błysk i Klakson

Błysk i Klakson – 5: Zakręt prawdy

4 października 2025 Czytaj →
U Szymańskich – Zagadkowy klucz
U Szymańskich

U Szymańskich – Zagadkowy klucz

2 października 2025 Czytaj →