Kosmiczne Dzieciaki - Zajączkowa planeta

Kosmiczne Dzieciaki - Zajączkowa planeta

Na pokładzie statku Błysk 7 panował radosny harmider, który był już niemal tradycją po udanej misji. Filip, z szerokim uśmiechem na twarzy, trenował właśnie z Fosterem nową sztuczkę. Używał do tego swojej ulubionej, magnetycznej piłki, która dzięki specjalnemu napędowi potrafiła unosić się w powietrzu, wykonując nieprzewidywalne uniki.

— No dalej, Foster! Gwiezdny aport! — zawołał chłopiec, wyrzucając piłkę w stronę kokpitu.

Foster, kosmiczny pies o niezwykle czułym nosie i klapiących uszach, szczeknął entuzjastycznie. Odbił się od metalowej podłogi, zgrabnie ominął fotel kapitana i chwycił zdobycz w locie, machając ogonem tak mocno, że niemal wprawił statek w dodatkową rotację. Lena, siedząca przy głównym terminalu, uśmiechnęła się pod nosem, nie odrywając wzroku od skomplikowanych wykresów, które wyświetlał Blip.

— Widzę, że wasza energia jest dziś na poziomie supernowej — zauważyła dziewczynka, poprawiając swoje gwiezdne gogle. — Ale obawiam się, że będziemy musieli przełożyć trening na później. Blip właśnie odebrał sygnał, który mnie niepokoi.

Głos Blipa, miękki i lekko metaliczny, wypełnił pomieszczenie: — Analiza sektora 7-C zakończona. Planeta Owalion, znana w rejestrach jako „Najjaśniejsza Latarnia Wiosny”, przestała emitować światło widzialne. Poziom jasności spadł o 98 procent.

Filip i Foster natychmiast podbiegli do Leny. Na ekranie głównym zamiast tętniącej życiem, kolorowej kuli, którą pamiętali z map, widniała teraz niemal czarna plama, przypominająca dziurę w środku kosmosu.

— Jak to możliwe? — zapytał Filip, marszcząc brwi. — Przecież Owalion to planeta, która świeci najpiękniej w całej galaktyce. Mój tata mówił, że widać ją nawet zza mgławicy Oriona!

— To właśnie musimy sprawdzić — odparła Lena, pewnie chwytając za stery. — Blip, wyznacz kurs. Czas na wizytę u Kic-Kicjan.

Lądowanie na Owalionie było inne niż wszystkie dotychczasowe misje. Zazwyczaj Błysk 7 osiadał na powierzchni, która mieniła się milionem barw, tym razem statek osiadł na szarym, matowym gruncie. Gdy rampa się opuściła, bohaterów uderzyła przejmująca cisza.

Planeta wyglądała jak zapomniany, zakurzony ogród. Wielkie skały, które normalnie przypominały gigantyczne, lśniące pisanki, teraz były jedynie bezkształtnymi, kamiennymi bryłami. Rośliny-uszatki, o liściach miękkich jak zamsz, zwisały bezwładnie ku ziemi. A sami mieszkańcy... Kic-Kicjanie siedzieli nieruchomo. Setki puszystych istot o długich uszach trwało w całkowitym bezruchu na swoich gankach i polanach. Ich uszy, zwykle skierowane ku niebu, teraz smętnie zamiatały pył.

— To wygląda jak kraina sennych cieni — szepnął Filip, a Foster przytulił się do jego nogi, cicho popiskując. Nos psa, zwykle niestrudzenie poszukujący zapachów przygody, teraz wyczuwał jedynie ciężką, senną apatię.

Wkrótce podszedł do nich Burmistrz Kic-Kic. Był to starszy zajączek w srebrzystym kubraczku, który teraz wydawał się o trzy rozmiary za duży. Jego wąsy ledwie drgały.

— Witajcie, podróżnicy — wychrypiał. — Przykro mi, że trafiliście do nas w tak ciemnej godzinie. Światło po prostu z nas uszło. Nie mamy siły, by się ruszyć, a bez ruchu nasze serca i nasza planeta stają się coraz cięższe.

— Ale co się stało? Czy to jakaś kosmiczna mgła? — dopytywała Lena, wyciągając swój multiskaner.

— Nie wiemy — westchnął Burmistrz. — Po prostu pewnego dnia obudziliśmy się i poczuliśmy, że skakanie nie ma sensu. Że wszystko jest zbyt trudne. I tak, godzina po godzinie, Owalion gasł, aż stał się tym, co widzicie.

Lena nie dawała za wygraną. Podczas gdy Filip rozmawiał z Burmistrzem, ona zaczęła kalibrować urządzenia. Skanowała skały, glebę, a nawet powietrze. Foster w tym czasie próbował rozweselić małego zajączka o imieniu Puszek, który siedział samotnie pod zwiędniętym krzakiem kosmicznej jagody.

Foster rzucił swoją magnetyczną piłkę przed Puszka, ale zajączek tylko mrugnął powiekami i schował pyszczek w łapkach. Piłka potoczyła się dalej i niefortunnie utknęła w szczelinie wysokiej, szarej skały, która kształtem przypominała ogromne jajo.

— Hau! — zawołał Foster i nie czekając na pomoc, odbił się od ziemi. Pies uderzył łapami o powierzchnię skały, by się od niej odepchnąć i chwycić piłkę.

W tym samym ułamku sekundy wydarzyło się coś niesamowitego. Miejsce, w którym łapy Fostera dotknęły kamienia, rozbłysło gwałtownym, neonowym blaskiem w kolorze soczystej marchewki! Światło rozeszło się po skale jak pajęczyna, rozświetlając ją na kilka sekund, po czym powoli zgasło, wracając do matowej szarości.

— Widzieliście to?! — krzyknął Filip.

Lena podbiegła do skały, niemal wpadając na Fostera. Jej oczy lśniły za goglami. — Blip, zanalizuj ten impuls! — zawołała.

— Analiza zakończona — odpowiedział komputer przez komunikator w jej uchu. — Skały na Owalionie to piezo-kryształy o wysokiej czułości kinetycznej. Generują energię świetlną w odpowiedzi na nacisk i wibracje. Im silniejsze uderzenie i radośniejszy rytm, tym wyższa częstotliwość światła.

Lena odwróciła się do Filipa i Burmistrza. — Już rozumiem! Ta planeta to jeden wielki, żywy mechanizm. Ona nie świeci sama z siebie. Ona świeci dzięki wam! Wasze skoki, wasza energia i ruch są paliwem dla Owalionu. Gdy przestaliście skakać ze smutku, planeta straciła zasilanie. A im było ciemniej, tym bardziej czuliście się smutni. To zamknięte koło!

Burmistrz Kic-Kic spojrzał na swoje łapki. — Ale my... my nie mamy już siły skakać. Nogi są ciężkie jak z ołowiu, a serca puste. Jak mamy zacząć, skoro wokół jest tylko mrok?

Filip podrapał się po głowie. Wiedział, że muzyka tutaj nie pomoże – zajączki potrzebowały czegoś, co rozpali ich ciekawość, co sprawi, że zapomną o ciężkich łapkach. Spojrzał na Fostera, który wciąż bawił się swoją piłką, i nagle doznał olśnienia.

— Lena! Pamiętasz system emiterów cząsteczek na naszym statku? Ten, którego używamy do tworzenia osłon przeciwpyłowych? — zapytał podekscytowany.

— Tak, a co masz na myśli?

— Możemy go przeprogramować! Stworzymy coś, czego te zajączki nigdy nie widziały. Coś, po co będą chciały sięgnąć nawet do samych gwiazd!

Przez następną godzinę na pokładzie statku trwała gorączkowa praca. Lena modyfikowała oprogramowanie Blipa, a Filip przygotowywał mieszankę gwiezdnego pyłu i nektaru z kwiatów lunarnych, który znaleźli w zapasach. W końcu wszystko było gotowe.

— Operacja „Gwiezdne Hop” rozpoczęta! — ogłosił Filip.

Z dysz Błyska 7 zaczął wydobywać się nie dym, lecz tysiące, miliony opalizujących baniek mydlanych. Ale nie były to zwykłe bańki. Dzięki technologii Leny, każda z nich świeciła własnym, miękkim światłem, a w ich wnętrzu Blip wyświetlał maleńkie, trójwymiarowe hologramy: soczyste, pomarańczowe marchewki, lśniące liście kosmicznej sałaty i wirujące gwiezdne motyle.

Bańki nie opadały na ziemię. Przeciwnie – unosiły się leniwie na wysokości metra, dwóch, trzech nad głowami mieszkańców, wirując w delikatnym podmuchu wiatru. Co więcej, każda z nich wydzielała najwspanialszy zapach, jaki można sobie wyobrazić: mieszankę świeżo skoszonej trawy, wanilii i słońca.

Zajączki powoli zaczęły podnosić głowy. Mały Puszek, który wciąż siedział obok Fostera, zobaczył tuż nad sobą bańkę, w której wirował hologram błękitnego kwiatka. Puszek poczuł, jak jego nosek zaczyna drgać. To było silniejsze od niego. Wyciągnął łapkę, ale bańka uciekła nieco wyżej.

Puszek spróbował się wyprostować. Bańka znów drgnęła. Wtedy mały zajączek, po raz pierwszy od wielu tygodni, napiął mięśnie nóg i... kicnął!

Gdy tylko jego łapki dotknęły gruntu po skoku, szara skała pod nim rozbłysła na niebiesko. Puszek przebił bańkę, a z jej środka wysypał się gwiezdny pył, który łaskotał go w uszy. Zajączek zaśmiał się – a był to dźwięk, który na Owalionie uchodził za prawdziwy skarb.

— Patrzcie! — zawołał Filip do reszty mieszkańców. — W każdej bańce jest marzenie! Ale możecie je złapać tylko wtedy, gdy się odważycie skoczyć!

Foster, widząc entuzjazm Puszka, dołączył do zabawy. Zaczął podskakiwać pod największymi bańkami, pokazując zajączkom, że to najwspanialsza gra w galaktyce. Burmistrz Kic-Kic spojrzał na bańkę w kształcie Złotego Korzenia, która dryfowała tuż nad jego nosem. Stary zajączek sapnął, ugiął kolana i... HOP!

Pod jego ciężarem cała polana rozbłysła złotem.

To był impuls, którego potrzebowała planeta. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, apatia zaczęła znikać. Zajączki, początkowo nieśmiało, a potem z coraz większą pasją, zaczęły skakać do kolorowych baniek. Każdy skok sprawiał, że kolejna skała budziła się do życia.

Widowisko było nie do opisania. Tysiące puszystych kulek skakało w górę i w dół, tworząc niesamowitą symfonię ruchu. Planeta Owalion zaczęła pulsować. Najpierw delikatnie, a potem coraz mocniej, aż w końcu potężna fala kolorowego światła wystrzeliła z jej wnętrza, rozrywając resztki szarości.

Skały świeciły teraz intensywniej niż kiedykolwiek: szmaragdowe zielenie, głębokie fiolety, słoneczne żółcie i soczyste pomarańcze. Rośliny-uszatki natychmiast wyprostowały swoje liście, chłonąc tę nową, czystą energię. Nawet niebo nad Owalionem przestało być czarne, przybierając barwę pięknego, wiosennego zmierzchu.

— Zrobiliśmy to! — krzyknęła Lena, przybijając piątkę z Filipem. — Poziom energii kinetycznej jest poza skalą!

Gdy ostatnie bańki zniknęły, planeta nie zgasła. Mieszkańcy, choć zmęczeni, mieli teraz oczy pełne blasku. Nie potrzebowali już baniek, by chcieć się ruszać – przypomnieli sobie, jak wspaniale jest czuć własną siłę.

Przed odlotem, cała załoga Błyska 7 spotkała się z Burmistrzem i Puszkiem na głównej polanie. Planeta wyglądała teraz jak najpiękniejszy wielkanocny koszyk, zagubiony wśród gwiazd.

— Nie wiemy, jak wam dziękować — powiedział Burmistrz, a jego uszy dumnie sterczały ku górze. — Przypomnieliście nam, że światło nie przychodzi z zewnątrz. Ono jest w nas, w naszych mięśniach i w naszej radości. Musimy tylko pamiętać, by nigdy nie przestać skakać.

Puszek podszedł do Fostera i nieśmiało położył przed nim mały, gładki kamyk. Kamyk pulsował delikatnym, ciepłym światłem. — To „Kamyk Skoku” — szepnął mały zajączek. — Kiedy go dotkniesz, przypomnisz sobie, że zawsze dasz radę skoczyć tak wysoko, jak tylko zechcesz.

Foster polizał Puszka po uchu, co wywołało kolejną salwę śmiechu.

Gdy Błysk 7 wzbił się w powietrze, bohaterowie długo jeszcze patrzyli przez iluminatory na Owalion. Planeta lśniła w oddali jak najcudowniejszy klejnot. Filip usiadł w fotelu, bawiąc się prezentem od Puszka.

— Wiesz, Lena — powiedział cicho. — To niesamowite, że czasem, żeby uratować cały świat, wystarczy po prostu zachęcić kogoś do jednej, małej zabawy.

Lena uśmiechnęła się, patrząc na mapę galaktyki, na której Owalion znów pulsował jasnym światłem. — To prawda, Filipie. Radość to najpotężniejszy napęd, jaki kiedykolwiek odkryto w kosmosie.

A Foster? Foster zwinął się w kłębek przy ich nogach, śniąc o planecie pełnej baniek i o tym, że w kolejnej przygodzie na pewno on pierwszy wytropi najpyszniejsze, kosmiczne smaczki. Błysk 7 ruszył przed siebie, gotowy na kolejne wyzwania, zostawiając za sobą rozświetloną i radosną Planetę Zajączków.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze