Niedźwiedź Bruno - Wypad nad jezioro

Niedźwiedź Bruno - Wypad nad jezioro

Poranek nad lasem pachniał wilgotną trawą i tą szczególną świeżością, która unosi się tylko wtedy, gdy w pobliżu jest woda. Słońce dopiero wspinało się nad korony drzew, a od strony jeziora dobiegał cichy plusk, jakby coś obudziło się tam wcześniej niż wszyscy inni.

W chatce Bruna panował ruch. Weronika kręciła się przy progu, zawiązując sobie na przedramieniu pasek z liścia, który miał służyć jako licznik okrążeń. Karol grzebał w plecaku i w końcu wyciągnął patyk z przywiązanym do niego sznurkiem i muszelką na końcu.

– To jest wykrywacz – oznajmił z powagą, jakby przedstawiał komuś ważny wynalazek.

Zdzisław siedział przy stole i coś pisał, marszcząc nos w skupieniu. Miał już gotową kartkę z planem dnia, podzieloną na godziny. Julian zaś, patrzył przez okno trzymając pod pachą swój szkicownik. Nie mówił nic, ale uśmiechał się do siebie, jakby już wiedział, jak spędzi ten dzień.

W końcu wszyscy byli gotowi na wyprawę nad jezioro.

Kiedy jednak tam dotarli, okazało się, że każde z nich miało zupełnie inny plan.

– Robimy wyścig! – zawołała Weronika i już rozgrzewała nogi. – Kto pierwszy dopłynie do tamtej kłody, ten wygrywa!

– Najpierw musimy poszukać skarbu – przerwał jej Karol, brodząc już po kolana w wodzie z wykrywaczem uniesionym w górę. – Ten patyk czuje metal, mówię wam!

– Piknik jest zaplanowany na dwunastą – powiedział Zdzisław, unosząc kartkę. – Jeśli teraz zaczniemy pływać, wszystko się przesunie.

Julian nie powiedział nic. Usiadł po prostu na kamieniu, otworzył szkicownik i patrzył na wodę.

Nikt by go nawet nie usłyszał, bo w tym samym momencie Weronika i Karol już się przekrzykiwali, a Zdzisław próbował wcisnąć się między nich z kartką w łapie.

Spróbowali najpierw zrobić to po kolei, tak jak chciał Zdzisław. Wyścig o dziesiątej, poszukiwanie skarbu o wpół do jedenastej, piknik punktualnie w południe. Ale Weronika co chwilę patrzyła na zegar słoneczny wyrysowany przez Zdzisława na piasku i ponaglała wszystkich, żeby się pospieszyli, bo traci się czas. Karol grzebał w mule tak długo, że nikt już nie pamiętał, po co właściwie mieli płynąć do kłody. Zdzisław chodził wzdłuż brzegu i sprawdzał, czy nikt nie wybija ich z harmonogramu.

W końcu Weronika machnęła ręką i zaczęła liczyć na głos, ustawiając wszystkich do startu wyścigu, nawet Karola, który stał po pas w wodzie z wykrywaczem w łapie.

– Ja jeszcze nie skończyłem szukać – warknął, wyraźnie urażony, że nikt się tym nie przejmuje. – Zawsze musi być po waszemu.

Wyszedł z wody, usiadł osobno na piasku i zaczął czyścić swój patyk.

Julian, który obserwował to wszystko z kamienia, postanowił jakoś pomóc. Wstał, chcąc podać Zdzisławowi coś z koszyka, żeby chociaż piknik ruszył zgodnie z planem, ale poruszył się niezdarnie i zaczepił rogami o brzeg kosza. Koszyk poleciał prosto do jeziora, a razem z nim placek, który Zdzisław piekł poprzedniego wieczoru.

Przez chwilę wszyscy patrzyli, jak placek unosi się na wodzie niczym mała, smutna tratwa. Nikt nie był w stanie wytrzymać i parsknęli głośno śmiechem. Nawet Zdzisław, choć zaraz spoważniał, bo to jednak był jego zaplanowany deser.

Kiedy śmiech ucichł problemy szybko powróciły. Weronika kopała kamyczki. Karol wciąż czyścił swój patyk. Zdzisław wpatrywał się w mokrą kartkę z planem. Julian milczał, tym razem z zawstydzeniem, a nie ze spokoju.

Bruno, który do tej pory nie odzywał się wcale, usiadł pośrodku, tak żeby widzieć wszystkich przyjaciół.

– Nikt was o to nie zapytał – powiedział łagodnie. – Więc ja zapytam. Czego tak naprawdę chciałaś dzisiaj, Weroniko? Nie jakiej zabawy. Tylko co chciałaś dziś przeżyć?

Weronika zamyśliła się, zanim odpowiedziała.

– Chciałam poczuć, że coś się dzieje. Że serce mi bije z wysiłku.

Bruno skinął głową i spojrzał na Karola.

– A ty?

– Ja chciałam poczuć tajemnicę – mruknął Karol, wciąż trochę nadąsany. – Że może uda się coś znaleźć, jak w prawdziwej przygodzie.

– A ja – odezwał się Zdzisław, zanim Bruno zdążył zapytać – chciałem mieć pewność, że nic się nie posypie. Że dzień będzie miał jakiś porządek.

Julian podniósł wzrok znad szkicownika.

– Ja chciałem tylko chwili ciszy. Żeby popatrzeć na wodę i nic więcej.

Bruno uśmiechnął się, jakby usłyszał dokładnie to, na co czekał.

– Widzicie? Żadne z was nie chciało innej zabawy. Każde z was chciało poczuć coś innego. To zupełnie różne rzeczy, ale wcale nie muszą się wykluczać.

Przez chwilę nikt się nie odzywał, ale to milczenie było już inne niż wcześniej. Weronika pierwsza uniosła głowę.

– A gdyby tak zrobić sztafetę – powiedziała powoli, jakby dopiero układała to sobie w głowie. – Płyniemy po kolei do kłody i z powrotem, żeby było szybko i żeby serce biło z emocji.

– I po drodze mogłybyśmy ukryć w wodzie kilka rzeczy do znalezienia – dodał Karol, ożywiając się. – Mój wykrywacz w końcu się przyda.

Zdzisław popatrzył na swoją mokrą kartkę, po czym schował ją do kieszeni.

– Ustalmy tylko jasne zasady, ile rund i kto po kim płynie. Wtedy nic się nie rozsypie.

Julian uśmiechnął się cicho.

– A ja usiądę na brzegu i będę rysował, jak znajdujecie te skarby. A kiedy słońce zacznie zachodzić, usiądziemy razem i popatrzymy na wodę.

Tak też zrobili. Zbudowali sztafetę z prostymi zasadami, ukryli po drodze kilka błyszczących kamyków i starą klamkę, którą Karol z dumą wyciągnął z mułu, wołając, że to prawdziwy skarb. Płynęli po kolei, śmiejąc się głośno, a Julian siedział na brzegu i rysował każdą chwilę, jakby chciał ją zatrzymać na dłużej niż jeden dzień.

Kiedy słońce zaczęło się chować za drzewami, wszyscy usiedli razem na piasku, zmęczeni i mokrzy, patrząc na jezioro w milczeniu, którego nikt już nie musiał wypełniać słowami.

Bruno patrzył na nich i pomyślał, że tego wieczoru jezioro nie odbijało jednej fali, tylko pięć różnych rytmów naraz, i że dopiero razem tworzyły najładniejszą z nich.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze