Niedźwiedź Bruno - Nieoczekiwany konkurs

Niedźwiedź Bruno - Nieoczekiwany konkurs

W lesie wszystko działo się jak zwykle. Słońce świeciło przez liście, strumyk szeptał cicho, a na polanie pod wielkim dębem unosił się zapach mchu i żywicy. Weronika nosiła orzechy do spiżarni, Julian spokojnie rozciągał szyję w cieniu, Zdzisław ćwiczył skoki tak ciche, że prawie nie było go słychać, a Bruno układał równo patyki przy swojej chatce.

I właśnie wtedy rozległo się:

– Dzień dobryyy! Czy to jest las Bruna i przyjaciół?

Z krzaków wyszła smukła łasica w eleganckiej pelerynce z liści. Na szyi miała wstążkę, a w łapce notatnik i ołówek.

– Nazywam się Łucja – przedstawiła się z uśmiechem. – Jestem arbitrem z sąsiedniego boru. I mam dla was niespodziankę!

Zwierzęta podeszły bliżej.

– Niespodziankę? – pisnęła Weronika.

– Konkurs! – oznajmiła Łucja i uniosła notatnik. – Najładniejszy Zakątek Lasu! Zwycięzca dostanie piękny, drewniany puchar w kształcie listka i pochwałę w całym borze!

Zdzisław aż podskoczył.

– A są punkty za skakanie? – zapytał.

Łucja zachichotała.

– To konkurs na piękno miejsca. Ale skakanie może pomagać w sprzątaniu!

Sabina przyleciała na gałąź i poprawiła piórka.

– Piękno? O, to ja już mam pomysł! – zawołała.

Karol wysunął pyszczek do przodu.

– Pochwała w całym borze… brzmi bardzo… poważnie – mruknął.

Julian skinął łagodnie głową.

– Nasz las jest piękny – powiedział. – Tylko… czy trzeba go oceniać?

Bruno spojrzał na Łucję i uśmiechnął się spokojnie.

– Zobaczymy, co z tego wyniknie – powiedział tylko.

Łucja zanotowała coś w notatniku.

– Wrócę jutro o zachodzie słońca i obejrzę wasz najładniejszy zakątek. Powodzenia!

I poszła dalej ścieżką, jakby zostawiła za sobą mały wir emocji.

Bo właśnie tak się stało.

Jeszcze tego samego dnia zwierzęta zaczęły planować.

– Mój zakątek będzie najładniejszy! – oznajmiła Sabina. – Musi błyszczeć!

– A mój będzie najbardziej uporządkowany – powiedział Julian. – Piękno to ład.

– A mój będzie… taki WOW! – Karol rozłożył łapy. – Prawdziwy królewski spacer!

Weronika klasnęła w łapki.

– Zrobimy coś kolorowego! – ucieszyła się.

I tak zaczęło się upiększanie, które na początku wyglądało jak świetna zabawa.

Weronika i Sabina zebrały jagody: czerwone, granatowe i czarne. Rozgniotły je w miseczce z kory i zaczęły malować liście.

– Popatrz! – pisnęła Weronika. – Ten liść jest różowy!

– A ten będzie fioletowy, bo fiolet wygląda mądrze – dodała Sabina.

Przywiązały też do gałązek szyszki i błyszczące kamyczki, żeby „wszystko lśniło w słońcu”.

Julian tymczasem chodził wokół krzewów z wielką powagą.

– Ta gałąź jest za krzywa – mówił i delikatnie ją przycinał. – Tu zrobimy kulę. Tu kwadrat. A tu… o! Tu będzie idealny trójkąt.

Zdzisław patrzył z zachwytem.

– Ale równo! – pisnął.

Karol robił swoje. Układał kamienie w proste linie, wyrównywał ścieżkę, przesuwał patyki.

– Ścieżka ma prowadzić prosto i dumnie – tłumaczył. – Nie może się plątać jak… jak wiewiórczy ogon!

Weronika zmrużyła oczy.

– Hej!

– To tylko porównanie artystyczne! – Karol uśmiechnął się szybko.

Na początku wszyscy byli zadowoleni. Las wyglądał… inaczej. Bardziej wystawowo i  konkursowo.

Tylko Bruno patrzył na to i czasem marszczył brwi.

Następnego dnia emocje urosły jeszcze bardziej. Zwierzęta zaczęły porównywać swoje zakątki.

– Julian, czemu ty przyciąłeś tę gałąź?! – oburzyła się Sabina. – Ptaki lubią siedzieć na takich gałęziach!

– Ale teraz jest elegancka – odparł Julian. – Piękno potrzebuje formy.

– A wy czemu malujecie liście? – Julian spojrzał na Weronikę. – Przecież liście już mają piękny kolor.

– Bo konkurs! – Weronika wzruszyła ramionami. – Musi być wyjątkowo.

Karol wkroczył na swoją ścieżkę i wskazał ją z dumą.

– Proszę bardzo. Ścieżka jak w pałacu. Tędy sędzia przejdzie i od razu powie: „Och i ach!”

– Tylko że twoja ścieżka prowadzi przez moje krzewy! – zawołał Julian. – Podeptałeś młode pędy!

– Bo ścieżka musi być prosta! – upierał się Karol.

Zdzisław kręcił się między nimi, coraz bardziej zaniepokojony.

– Ej… a czy my się nie kłócimy trochę za bardzo? – zapytał.

– Nie przeszkadzaj – burknęła Sabina.

– Musimy wygrać – dodał Karol.

– Musi być idealnie – powiedział Julian.

Bruno przystanął pod dębem i posłuchał lasu. A las… brzmiał inaczej. Nie było już tyle śmiechu, tylko narzekanie, tupanie i to moje! oraz nie psuj!

Wieczorem wydarzyło się coś, co sprawiło, że wszyscy poczuli dziwny ucisk w brzuchu.

Nadeszła niespodziewana mżawka. 

Kolorowe liście Weroniki zaczęły puszczać sok. Róż zrobił się brązowy, fiolet rozmazał się po mchu. Sabina próbowała ratować ozdoby, ale mokre szyszki spadały z gałęzi, a kamyczki toczyły się po ziemi.

Julian spojrzał na przycięte krzewy. W deszczu wyglądały… smutno. Jakby ktoś je zmusił, żeby stały równo, choć wolały być rozłożyste.

Karol poszedł sprawdzić swoją ścieżkę, ale kamienie stały się śliskie. Zdzisław spróbował przejść i… poślizgnął się.

– Ojoj! – zapiszczał, lądując w kałuży.

Wszyscy stanęli na polanie i patrzyli na swój najładniejszy zakątek lasu. Tylko że on nie wyglądał najładniej. Wyglądał… dziwnie. Jakby ktoś przebrał las w strój, który wcale do niego nie pasował.

A wtedy Sabina szepnęła:

– Sędzia przyjdzie już za chwilę…

Weronika przełknęła ślinę.

– Nie zdążymy tego naprawić…

Karol zacisnął zęby.

– To jest katastrofa…

Julian opuścił głowę.

– Chcieliśmy dobrze.

Wtedy Bruno zrobił krok do przodu.

– Zatrzymajmy się – powiedział spokojnie.

Zwierzęta spojrzały na niego.

Bruno podszedł do paproci, która rosła obok ścieżki. Nie była przycięta. Była lekko krzywa i rozłożysta, a na jej listkach siedziały kropelki rosy.

– Popatrzcie – powiedział cicho. – Czy to nie jest piękne?

Weronika spojrzała i zamilkła.

Bruno wskazał na mrówki, które maszerowały równym szeregiem, omijając kałużę.

– One nie biorą udziału w konkursie. A ich ścieżka i tak jest idealna.

Julian spojrzał w górę. Na gałęzi ptak poprawiał piórka, a wiatr poruszał liśćmi jak miękką zasłoną.

– Las nie musi wyglądać jak wystawa – powiedział Bruno. – Las jest piękny, bo żyje. Bo oddycha. Bo rośnie po swojemu.

Karol spojrzał na swoje sztuczne kamienie.

– Ale my… chcieliśmy wygrać.

– I przez to zaczęliście walczyć ze sobą i z lasem – odparł Bruno łagodnie. – Zamiast zauważyć, co już macie.

Zdzisław podrapał się po uchu.

– Czyli… konkurs nam zaszkodził?

Bruno pokiwał głową.

– Konkurs nie jest niczemu winny. Tylko my, kiedy zapomnieliśmy, po co lubimy ten las.

Weronika spuściła głowę.

– Ja malowałam liście, a przecież one i tak są piękne…

Julian westchnął.

– Ja przycinałem gałęzie, a one dawały cień ptakom…

Karol podniósł kamień i ostrożnie odłożył go na bok.

– Ja zrobiłem ścieżkę jak z pałacu… a nasze leśne ścieżki są fajne, bo są zakręcone.

Zapadła cisza. Tym razem dobra, spokojna.

– To co zrobimy? – zapytała Sabina.

Bruno uśmiechnął się.

– Naprawimy delikatnie, co zepsuliśmy. I gdy sędzia przyjdzie… nie pokażemy jej zakątka na pokaz. Zaprosimy ją na spacer. Prawdziwy.

Kiedy Łucja pojawiła się na polanie, zwierzęta stały razem. Las wyglądał znów jak las: bez farbowanych liści, bez śliskich ścieżek, bez geometrycznych krzewów. Były tylko drzewa, mech i naturalne kolory.

Łasica uniosła notatnik.

– No dobrze! Gdzie wasz najładniejszy zakątek?

Bruno zrobił krok do przodu.

– Pani Łucjo – powiedział uprzejmie. – My… rezygnujemy z konkursu.

Zdzisław aż wstrzymał oddech, ale Bruno mówił dalej.

– Zrozumieliśmy, że nie chcemy rywalizować o piękno. Wolimy pokazać pani nasz las takim, jaki jest. Jeśli pani chce… zapraszamy na spacer.

Łucja zamrugała zaskoczona.

– Rezygnujecie? – powtórzyła. – To… rzadkie.

Weronika dodała cicho:

– My naprawdę lubimy nasz las. Nie chcemy go przebierać.

Julian skinął głową.

– Chcemy, żeby był sobą.

Karol wzruszył ramionami.

– A poza tym… farba z jagód strasznie brudzi ogon.

Zwierzęta zachichotały.

Łucja schowała notatnik.

– Dobrze – powiedziała po chwili. – Poprowadźcie mnie.

Spacerowali powoli. Bruno pokazywał małe rzeczy: korzeń, który wygląda jak łapa misia, miejsce, gdzie pachnie miętą, kępę mchu miękką jak poduszka. Weronika wskazywała drzewa, na których najlepiej słychać wiatr. Julian pokazał polanę, gdzie słońce pada w kształcie okrągłych plam. Karol opowiedział, jak znaleźć najkrótszą drogę do strumienia… ale tym razem nie prostował jej na siłę.

Łucja słuchała, patrzyła i uśmiechała się coraz szerzej.

Na koniec powiedziała:

– Wiecie co? To jest najładniejszy zakątek, jaki dziś widziałam.

– Naprawdę? – zdziwił się Zdzisław.

– Tak – odpowiedziała Łucja. – Bo jest prawdziwy. I widać jak o niego dbacie.

Wyjęła z torby mały drewniany listek. Nie był pucharem za wygraną, ale miał wyryty napis: Nagroda uznania.

– To dla was – powiedziała. – Nie za rywalizację. Za to, że umiecie widzieć piękno bez oceniania.

Zwierzęta spojrzały na listek, a potem na siebie.

Bruno uśmiechnął się ciepło.

– Dziękujemy – powiedział. – I obiecujemy pamiętać.

A kiedy Łucja odeszła, las znów brzmiał tak jak wcześniej: spokojnie, miękko i radośnie.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze