Niedźwiedź Bruno i Kłopotliwy gość

Niedźwiedź Bruno i Kłopotliwy gość

W lesie panował taki spokój, że słychać było liście spadające na mech. Strumień szemrał cichutko, ptaki ćwierkały wysoko w koronach drzew, a wiatr tylko czasem poruszał gałązkami, jakby nie chciał nikomu przeszkadzać.

Niedźwiedź Bruno naprawiał właśnie mały płotek przy swojej chatce. Ustawiał patyk, przyciskał go łapą i mruczał pod nosem:

– O, ten tu. I ten tu. Dobrze. Spokojnie.

Na polanie niedaleko Wiewiórka Weronika układała orzechy w równiutkie kupki. Co jakiś czas liczyła:

– Jeden, dwa, trzy… o, tu są większe. A tu mniejsze.

Jeleń Julian stał w cieniu, zamknął oczy i oddychał powoli.

– Jak tu cicho… – szepnął do siebie. – Tego mi trzeba.

Zając Zdzisław ćwiczył ciche skoki. Skok… skok… i ani jednego chlup w kałuży. Był z tego bardzo dumny.

I wtedy ciszę rozdarł głos tak głośny, jakby ktoś krzyknął do całego lasu naraz:

– HAAALOOO! CZY TO JEST TEN SŁYNNY LAS?!

Weronika aż podskoczyła, a orzechy rozsypały się po trawie.

– Ojej! – pisnęła.

Julian otworzył oczy tak szeroko, jakby zobaczył piorun.

– Co to było? – zdziwił się.

Zdzisław przystanął w pół skoku.

– Kto tak wrzeszczy?! – zawołał, choć sam też wyszło mu głośno.

Z krzaków wyszedł borsuk. Duży, silny, z czarnymi pasami na pyszczku. Miał na plecach mały plecak, a w jego oczach błyszczała radość. Uśmiechał się szeroko i mówił tak, jakby każde słowo było najważniejszą wiadomością świata.

– Witajcie! Jestem Beniamin! – oznajmił. – Och, jak tu cudownie! Jak zielono! Jak pachnie! Słyszałem, że tu mieszkają NAJFAJNIEJSZE zwierzęta!

Podszedł bliżej, a jego kroki były ciężkie: tup, tup, tup.

– O, ty! – wskazał na Weronikę. – Co robisz? To orzechy? Uwielbiam orzechy! Czy to twoje? A ile ich masz? A czy w tym lesie są też laskowe?

Weronika mrugnęła szybko.

– Ja… ja je liczę – powiedziała cicho.

– LICZYSZ? ŚWIETNIE! – ucieszył się Beniamin. – To ja ci pomogę! RAZ! DWA! TRZY!

– Nie, nie! – Weronika próbowała zebrać orzechy z powrotem, ale borsuk mówił dalej.

– A gdzie tu jest centrum lasu? A gdzie jest najlepsza polana? A gdzie śpią jelenie? A gdzie jest miód?

Julian chrząknął grzecznie.

– Ja… stoję tu, bo odpoczywam – powiedział spokojnie.

– ODPOCZYWASZ?! – zdziwił się Beniamin. – Ale przecież jest tyle do opowiadania! Ja wam opowiem! Kiedyś spotkałem chrząszcza! Takiego wielkiego! I on był… O! A to był WIELKI CHRZĄSZCZ!

Zdzisław zmarszczył nos.

– Czemu on jest taki… głośny? – szepnął do Weroniki.

– Nie wiem… – pisnęła Weronika. – On chyba jest… bardzo radosny.

– Radosny? – Zdzisław prychnął. – Ja jestem radosny. On jest jak bęben podczas występu orkiestry!

Beniamin roześmiał się tak donośnie, że aż ptaki poderwały się z gałęzi.

Pierwszego dnia zwierzęta próbowały być uprzejme. Bruno przyniósł Beniaminowi kubek wody.

– Witaj w naszym lesie – powiedział ciepło. – Odpocznij.

– Odpocznę! – zawołał Beniamin. – Ale najpierw wszystkich poznam!

I chodził. I pytał. I śmiał się. I opowiadał.

Drugiego dnia wszyscy zaczęli powoli… znikać.

Weronika zamiast na polanę poszła liczyć orzechy głęboko w krzakach.

– Tu jest cicho… – szeptała.

Julian poszedł odpoczywać jeszcze dalej, tam gdzie słychać było tylko strumień.

Zdzisław ćwiczył skoki za gęstymi paprociami.

A kiedy Beniamin krzyczał:

– HAAAALOOO! GDZIE JESTEŚCIE?!

Las odpowiadał mu tylko echem.

– O! – ucieszył się Beniamin. – To zabawa w chowanego! Bardzo lubię!

I szukał ich z takim zapałem, że było to jeszcze głośniejsze.

Wieczorem zwierzęta spotkały się u Bruna. Cichutko i w pełnej tajemnicy.

– Ja już nie mogę – westchnęła Weronika. – Ja się gubię w liczeniu, bo on mówi i mówi.

– A ja się nie potrafię skupić – dodał Julian. – W mojej głowie jest tylko „HA-LOOO HA-LOOO”.

Zdzisław tupnął łapką.

– Trzeba mu powiedzieć, żeby przestał! – oburzył się.

– Ale… – Weronika zmartwiła się. – On nie robi tego ze złości. On po prostu… taki jest.

Bruno zamyślił się i pogładził swoją brodę.

– Jeśli go unikamy, to on nie zrozumie – powiedział spokojnie. – A jeśli powiemy to może mu być przykro. Trzeba z nim delikatnie porozmawiać.

– Ty porozmawiaj, Bruno – poprosił Julian. – Tobie wszyscy ufają.

Bruno skinął głową.

– Dobrze. Zrobię to jutro.

Następnego dnia wydarzyło się coś, co przelało czarę goryczy.

Weronika z samego rana przyniosła swoje orzechy do nowej kryjówki – między dwoma korzeniami. Usiadła, wzięła głęboki oddech i zaczęła układać.

– Jeden, dwa, trzy… cztery…

I wtedy nagle usłyszała za sobą:

– OOOO! JAKI SPRYTNY SCHOWEK!

Weronika zamarła.

Beniamin stał tuż obok, uśmiechnięty, i już siadał obok niej.

– To ja tu usiądę! – zawołał. – I będziemy liczyć razem!

Usiadł… a jego ciężki zadek zahaczył o kupkę orzechów. Orzechy posypały się we wszystkie strony: pod liście, pod korzeń, do małej dziurki.

Weronika patrzyła na to chwilę w ciszy. A potem głos jej zadrżał.

– Beniamin… ja… ja już nie mogę – powiedziała. – Ja potrzebuję… ciszy.

Beniamin zamarł. Uśmiech zniknął mu z pyszczka.

– Ciszy? – powtórzył cicho, pierwszy raz naprawdę cicho. – Ale… ja… ja chciałem pomóc.

Weronika otarła łapkę o policzek.

– Wiem. Tylko… twoja pomoc jest taka głośna, że ja nie słyszę własnych myśli.

Beniamin wyglądał, jakby nagle zrobił się mniejszy.

– Ja… nie wiedziałem – szepnął.

Wtedy pojawił się Bruno.

– Beniaminie – powiedział łagodnie. – Chodź ze mną na spacer. Porozmawiamy.

Poszli nad strumień. Tam zawsze było nieco spokojniej, bo woda mówiła swoim miękkim szeptem.

Bruno usiadł na kamieniu, a Beniamin stanął obok, kręcąc nerwowo łapkami.

– Bruno… ja nie chciałem nikogo złościć – powiedział. – Ja po prostu… tak mówię. Jak się cieszę, to mówię głośno. Jak się dziwię, to mówię głośno. Jak oddycham… to czasem też.

Bruno uśmiechnął się z ciepłem.

– Widzę, że masz dobre serce – powiedział. – I lubisz inne zwierzęta. To piękne. Ale w naszym lesie są też tacy, którzy odpoczywają w ciszy. Weronika, Julian… nawet Zdzisław czasem chce usłyszeć własne kroki.

Beniamin przekręcił głowę.

– To znaczy, że ja jestem… zły?

– Nie – odpowiedział Bruno stanowczo. – To znaczy, że jesteś inny. A różnice nie są złe. Trzeba tylko zauważyć, czego potrzebują inni.

Beniamin spuścił pyszczek.

– A ja nie zauważyłem.

– Możesz się nauczyć – powiedział Bruno. – Nie musisz przestać być sobą. Możesz mieć dwa tryby.

– Dwa tryby? – zaciekawił się Beniamin.

– Tak – Bruno pokazał łapą. – Jest czas i miejsce na głośne opowieści, śmiech i zabawę. I jest czas i miejsce na ciszę, szept, słuchanie. Gdy wejdziesz do biblioteki albo ktoś liczy orzechy… wtedy starasz się być ciszej.

Beniamin zamrugał.

– A jak mam wiedzieć, kiedy jak się zachować?

Bruno pomyślał chwilę.

– Patrz na uszy – powiedział. – Jak uszy są uniesione i ktoś się uśmiecha, można mówić głośniej. Jak uszy opadają albo ktoś się odsuwa to warto być ciszej i na przykład zapytać czy mają chęć na rozmowę. 

Beniamin wyprostował się.

– To ja spróbuję! – powiedział… i od razu zmniejszył głos. – Spróbuję.

Po południu Bruno zebrał wszystkich na polanie. Beniamin przyszedł też, ale stanął trochę z boku.

– Przyjaciele – zaczął Bruno. – Beniamin chce z nami zostać. Tylko nie wiedział, że czasem potrzebujemy ciszy.

Zdzisław prychnął.

– No, teraz już wie.

Beniamin podniósł łapkę.

– Przepraszam – powiedział. – Ja naprawdę nie chciałem. Mogę… mogę nauczyć się być cicho. Tylko… nie śmiejcie się, jak mi nie wyjdzie od razu.

Weronika spojrzała na niego i kiwnęła głową.

– Dobrze – powiedziała. – Ja też przepraszam, że uciekałam. Mogłam ci powiedzieć wcześniej.

Julian dodał spokojnie:

– Możemy też zrobić miejsce, gdzie będzie głośno. Żebyś nie musiał tłumić się cały czas.

– Polana śmiechu! – wypalił Zdzisław. – Daleko od moich paproci!

Wszyscy parsknęli, nawet Beniamin.

I tak ustalili: przy wielkim pniu, na dalszej polanie, będzie miejsce na głośne zabawy i opowieści. A przy strumieniu, w bibliotece i przy kryjówkach zapasów – miejsca na ciszę i odpoczynek.

Beniamin ćwiczył każdego dnia.

Podszedł do Weroniki, która układała orzechy, i powiedział:

– Weroniko… czy mogę mówić?

Weronika uśmiechnęła się.

– Tak, ale cicho.

– Ciiicho – powtórzył Beniamin. Było to trochę jak „cisza”, która przypadkiem wyszła głośniejsza, ale on natychmiast zakrył pyszczek łapką.

– Ojej! Jeszcze raz.

I tym razem wyszło lepiej.

Wieczorem przy ognisku Bruno zaczął opowieść, a Beniamin siedział obok. Kręcił się, bo aż go nosiło, ale kiedy chciał wtrącić coś głośno, spojrzał na uszy Juliana, które były spokojne i rozluźnione, i wyszeptał:

– Mogę dodać jedno zdanie?

Bruno mrugnął do niego.

– Jedno – powiedział.

Beniamin pochylił się i dodał cichutko:

– A ten chrząszcz… naprawdę był duży.

Zdzisław zachichotał.

– Duży jak twoje „halo”? – szepnął.

I wszyscy wybuchli śmiechem. Beniamin uśmiechnął się szeroko. Tym razem jego radość nie przegoniła nikogo z polany.

Bruno spojrzał na przyjaciół i pomyślał, że las może być miejscem dla różnych głosów – głośnych i cichych – jeśli tylko każdy nauczy się słuchać.

Komentarze: 3

Bardzo dziękuję za tak miłe komentarze 🧡

Adam

Czytam Pana bajki moim maluchom od bardzo dawna. Uwielbiają wszystkie i zawsze czekają na nowe.
Dziękuję.
Tosia 9 i Jasio 11 lat.

Szymon

Panie Adamie Te Bajki Są Niesamowite…Nie mogę oderwać się od Czytania…lepszych Bajek nie czytałam ….Odrazu przenoszę Się w świat Bohaterów…
Bardzo Dziękuję za Te Bajeczki

Serdecznie Pozdrawiam i Czekam na Kolejne …

Megi

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze