– Drodzy państwo! – Jakub uderzył w pustą puszkę po herbacie jak w gong. – Z dumą ogłaszam otwarcie Instytutu Wynalazków Praktycznych imienia Jakuba Wielkiego!
Julka podniosła głowę znad książki i uniosła brwi.
– To już trzecia instytucja, którą zakładasz w tym miesiącu. Ostatnia była od badania dźwięków.
– Tak, ale teraz to poważna sprawa – odpowiedział Jakub z zapałem. – Będziemy tworzyć urządzenia, które ułatwią codzienne życie. Wynalazki przyszłości! Technologia domowa! Maszyny, które zrobią coś za nas!
Antek, który właśnie próbował założyć skarpetki na pluszowego kota, podskoczył z entuzjazmem.
– To może maszyna do zakładania skarpetek!
– Albo coś bardziej... przydatnego – wtrąciła Julka. – Na przykład urządzenie do automatycznego mycia zabawek. Bez wody w wannie i powodzi.
– Doskonale – przytaknął Jakub. – A ja zbuduję podajnik skarpetek. Podajesz hasło i skarpetka sama wyskakuje z pudełka.
– Zawsze ta pasująca? – spytała Julka podejrzliwie.
– Teoretycznie – odpowiedział Jakub. – Wersja testowa może mieć… niedociągnięcia.
Po chwili pokój dzieci zamienił się w warsztat. Wszędzie leżały pudełka, nożyczki, stare rolki po ręcznikach papierowych, taśmy klejące, spinacze, gumki recepturki, a nawet kółka z zepsutego wózka dla lalek.
Antek budował krzesło-samochód. Do nóg zwykłego krzesła przyczepił kółka i przewiązał sznurki z przodu.
– Jak pociągniesz za lewy sznurek, skręca w lewo. Jak za prawy – w prawo. Jak za oba – wpada na ścianę.
– Testowałeś już? – zapytała Julka.
– Jeszcze nie. Ale skoro działa w mojej głowie, to musi działać w rzeczywistości.
Julka natomiast skonstruowała coś na kształt tunelu z plastikowych rurek, gąbki kuchennej i płynu do naczyń.
– Moja maszyna myje zabawki. Wpychasz misia z jednej strony, przeciągasz sznurkiem przez środek, a na końcu wychodzi czysty, wypachniony i gotowy na kolejne przytulanie.
– Czyli misio-myjnia? – zapytał Jakub, podziwiając konstrukcję.
– Dokładnie.
A Jakub montował coś, co przypominało pudełko po butach z wystającą rynną i gumką z pękniętych szelek.
– Wkładam do środka skarpetki. Gdy pociągnę za spust, jedna wyskakuje. Może nie ta, co trzeba, ale jakaś. A to już sukces.
– Możesz dołączyć alarm głosowy – dorzucił Antek. – Na przykład „Uwaga, nadchodzi skarpetka!”
Jakub pokiwał głową z aprobatą.
– Uwielbiam wasze zaangażowanie.
Po godzinie ciężkiej pracy, testy były gotowe.
Pierwszy poszedł w ruch podajnik Jakuba.
– Uwaga, uruchamiam – powiedział, pociągając za druciany spust.
Skarpetka wyskoczyła z pudełka z zaskakującą prędkością i trafiła prosto w nos wynalazcy.
– Hm. Trzeba dopracować kierunek wyrzutu – mruknął, masując czoło.
– Ale technicznie… działa – powiedziała Julka, notując coś w zeszycie z napisem.
Następna była maszyna Julki.
Miś wjechał do tunelu. Julka przeciągnęła go sznurkiem, zgniatając lekko w środku, a potem wyciągnęła po drugiej stronie.
– No i? – spytał Jakub.
– Czysty. Trochę mokry… i pachnie truskawkowym płynem do naczyń.
– Ale żyje – dodał Antek. – Czyli sukces!
Wreszcie Antek zasiadł na swoim krześle wyścigowym.
– Gotowi?
– Nigdy! – zawołał Jakub, robiąc miejsce na korytarzu.
Antek pociągnął za sznurki i… krzesło faktycznie ruszyło! Przejechało jakieś dwa metry z godnością, po czym nagle się zachwiało i Antek wylądował na plecach, niczym żółw.
– Jestem… – wyjęczał – ...w fazie testów!
Julka i Jakub rzucili się do pomocy, śmiejąc się tak bardzo, że przewrócili wiadro z materiałami.
Jakub spojrzał na pokój. Był pełen części, sznurka, resztek taśmy i jednego bardzo wilgotnego misia.
– Mam pomysł – powiedział. – Zrobimy wystawę wynalazków. Dla rodziców. Pokażemy wszystko – nawet jak działa tylko przez pięć sekund.
– A może właśnie dlatego – dodała Julka z uśmiechem. – Bo pięć sekund to też sukces.
– I nikt się nie oparzył, nie został na stałe opluty przez skarpetkę i nie złamał nosa na krześle – podsumował Antek. – Czyli... rekordowa edycja!
Jakub uniósł puszkowy gong.
– Jutro, godzina szesnasta: Wielka Domowa Wystawa Wynalazków Praktycznych! Wstęp wolny. Pokaz tylko raz!
Następnego dnia po obiedzie dzieci ustawiły salon niczym halę wystawową. Kartony posłużyły za stoiska, kredkami narysowano strzałki i tabliczki z napisami:
„Podajnik Skarpetkowy 2000”,
„Myjnia Pluszaków Julki”,
„Antkowe Krzesło TurboNapęd”.
– Tu będzie wejście – powiedział Jakub, rozwieszając sznurek z napisem: „Wystawa Wynalazków Praktycznych”.
– A tu loża VIP – dodała Julka, układając dwa fotele dla rodziców i przykrywając je kocem w gwiazdki.
Antek postawił na środku misia w okularach przeciwsłonecznych.
– To nasz gość honorowy. Miś Przetestowany. Przeszedł wszystko i żyje.
Jakub włożył swoją najlepszą koszulkę. Julka miała fartuch kuchenny, ale wyglądał jak laboratoryjny. Antek przypiął sobie spinacze jako odznaki odwagi.
– Gotowi? – zapytał Jakub.
– Jak nigdy! – odpowiedzieli chórem.
– Czas zawołać rodziców.
– Mamo, tato, zapraszamy na wyjątkową prezentację! – zakomenderował Antek, zaglądając do kuchni. – Dziś tylko jeden seans!
Rodzice spojrzeli po sobie i uśmiechnęli się porozumiewawczo.
– A mamy rezerwację?
– Miejsca w pierwszym rzędzie! – zapewniła Julka. – I certyfikaty dla najbardziej wyrozumiałej publiczności!
W salonie mama i tata usiedli na fotelach, przyjęli poważne miny i złożyli ręce na kolanach, jakby byli jurorami w telewizji.
Jakub stanął przed nimi i uderzył w puszkę-gong.
– Witam państwa na pierwszej domowej wystawie Instytutu Wynalazków Praktycznych. Nasze wynalazki zmienią przyszłość... o ile się nie rozpadną wcześniej.
Julka weszła na środek z pluszakiem.
– Nasz pierwszy eksponat to Myjnia Pluszaków. Wystarczy włożyć misia do tunelu, pociągnąć sznurek, a wychodzi czysty, pachnący i... troszkę wilgotny.
Mama zaklaskała. Tata zapytał:
– Czy są różne programy?
– Tak – odpowiedziała Julka. – Delikatne pranie i Ryzykowna przygoda. Oba zakończone sukcesem. W 50% przypadków. Czyli uda się, albo się nie uda.
Następnie Antek zademonstrował swoje Krzesło TurboNapęd. Usiadł, pociągnął za sznurki i... krzesło ruszyło do przodu, lekko skręcając.
– Ta wersja jeszcze nie zawraca – wyjaśnił – ale pracuję nad funkcją hamowania kiedy mama patrzy.
Rodzice śmiali się, obserwując pojazd w akcji.
– Czy można zamówić wersję z podgrzewanym siedzeniem? – spytała mama.
– I z kawą w uchwycie? – dodał tata.
– Wszystko jest kwestią... kartonu i sznurka – odparł Antek z powagą.
Na koniec Jakub stanął przy swoim Podajniku Skarpetkowym.
– Proszę państwa, oto urządzenie przyszłości. Koniec szukania skarpetek po całym domu! – ogłosił, pociągając za druciany mechanizm.
Z pudełka wyskoczyła skarpetka, trafiła Jakuba w czoło, a potem... odbiła się i wpadła do filiżanki z herbatą.
Zapadła chwila ciszy.
– Czasem… trzeba poświęcić się dla nauki – powiedział Jakub, wyjmując skarpetkę z kubka.
Rodzice buchnęli śmiechem.
– Czy to wersja smakowa? – zapytał tata. – Herbata o aromacie bawełny?
– Edycja limitowana – odparł Jakub z dumą.
Wieczorem, przy kolacji, tata zaproponował:
– Co powiecie na wspólny projekt? Zrobimy razem katapultę do papierowych samolotów. Tylko potrzebuję… trzech inżynierów, trochę taśmy i bardzo dużo pomysłów.
– JESTEŚMY GOTOWI! – zawołali wszyscy naraz.
Julka uśmiechnęła się.
– Najlepsze w wynalazkach jest to, że nawet jak coś nie działa… to i tak było warto.
Jakub dodał:
– I że można przez cały dzień nie sprzątać, bo to wszystko prototypy i każdy jest potrzebny.
Antek spojrzał na swoje krzesło wyścigowe, które teraz służyło za suszarkę dla misia.
– I że świat potrzebuje dziwnych pomysłów. Jak nasze.
A świat Szymańskich znowu stał się odrobinę bardziej wynalazczy.
Komentarze: 0