U Szymańskich - Balonowa poczta

U Szymańskich - Balonowa poczta

Było cicho. Niezwykle jak na dom Szymańskich.

Po obiedzie dzieci wyszły do ogrodu. Słońce świeciło, trawa pachniała świeżo, a mama zostawiła im koszyk z kredkami, plasteliną i papierem, na wypadek, gdyby nuda zaczęła im doskwierać.

– Ale nuda nawet nie szczeka – zauważył Antek, leżąc na kocu.

Jakub rozłożył się na trawie jak żółw na wakacjach.

– W sumie mogłaby się zjawić. Może by nas zjadła i byłoby po problemie.

Julka przekładała kartki z jakiejś starej książki, którą znalazła w biblioteczce.

– Patrzcie, pocztówka! – powiedziała nagle, wyciągając z wnętrza cienką kartkę z widokiem latarni morskiej i ręcznie pisanym tekstem.

– To od babci, sprzed stu lat! – dodała, jakby odkryła skarb.

– Chyba sprzed dziesięciu – poprawił Jakub, zaglądając jej przez ramię.

Julka zamilkła na moment, po czym podniosła wzrok i uśmiechnęła się jak ktoś, komu właśnie zrodził się genialny plan.

– A gdyby tak… wysłać pocztę w świat?

– Jak? Gołębiem? – spytał Antek z powagą. – Bo nie mamy żadnego. Tylko ten wróbel, co czasem siada na płocie.

– Nie gołębiem. Balonami!

Jakub spojrzał podejrzliwie.

– Masz na myśli takie zwykłe? Jak z urodzin? Te, które Antek próbował zjeść, myśląc, że to żelki?

– Nie zjeść. Spróbować – sprostował Antek.

Julka wstała z koca.

– Właśnie, zostały jeszcze balony po urodzinach! W szafce w kuchni.

– Mama zawsze mówi, że może się przydadzą – zauważył Jakub. – A potem mamy słoik pełen guzików i woreczek pełen... innych woreczków.

Julka spojrzała na nich z iskrą w oku.

– To co? Robimy balonową pocztę?

Mama pozwoliła na eksperyment, choć z lekkim wahaniem.

– Tylko niech te listy nie zawierają przepisów na ciasto dyniowe ani numerów konta – zażartowała. 

Dzieci wróciły do ogrodu z trzema balonami i stosikiem kolorowych karteczek.

– Każdy pisze swoje marzenie – ogłosiła Julka. – Tylko jedno. Ale takie prawdziwe.

Antek zaczął pierwszy. Najpierw narysował coś, co przypominało loda na patyku, potem dopisał:

Chciałbym mieć lody na obiad. Z polewą. I żeby nie bolał mnie po nich brzuch.

– Bardzo praktyczne – przyznał Jakub, zapisując swój list:

Chciałbym skonstruować coś naprawdę dużego. Razem z tatą. Coś z narzędziami i śrubami.

Julka przez chwilę milczała. Potem napisała:

Chciałabym, żebyśmy pojechali razem nad morze. W tym roku. Tylko my.

Każdy przywiązał swój list do osobnego balonika.

– Gotowi? – spytała mama, wyciągając telefon do zdjęcia.

– GOTOWI! – zawołali wszyscy.

Balony drgnęły, jakby nie mogły się doczekać. Potem oderwały się od dziecięcych dłoni i poszybowały w niebo – czerwony, niebieski i żółty – każdy z małą, bujającą się wiadomością.

– Poleciał! – krzyknął Antek. – Poleciał mój lód!

– I moje morze… – szepnęła Julka, zadzierając głowę tak wysoko, jak tylko mogła.

– Może jakiś pilot samolotu znajdzie moją wiadomość i zejdzie na ziemię, żeby mi pomóc – mruknął Jakub, zerkając na znikający punkt na niebie.

Wieczorem dzieci siedziały na tarasie, owijając się kocami.

– Myślicie, że ktoś przeczyta te listy? – spytał Antek z cicha.

– Może – odpowiedziała Julka. – Albo może one po prostu trafią dokładnie tam, gdzie trzeba.

– A jeśli nie? – zapytał Jakub. – Jeśli spadną do rowu albo do jakiegoś pola?

Mama usiadła obok nich z kubkiem herbaty.

– Wiesz, Kuba… Niektóre marzenia nie muszą nigdzie odlatywać, żeby się spełniły.

– Czyli... mogą się spełnić tu? W naszym ogrodzie? – zapytał Antek z niedowierzaniem.

– Albo w kuchni – dodała Julka. – Albo w warsztacie taty.

Mama uśmiechnęła się.

– Właśnie tam.

Gdy dzieci już szykowały się do snu, Antek zajrzał jeszcze raz przez okno.

– Może te balony naprawdę gdzieś lecą – powiedział cicho. – Może są już w Hiszpanii? Albo na Islandii?

Ale żadnego z nich nie było widać. Zniknęły za chmurami.

A jednak… jeden z nich nie poleciał tak daleko, jak sądzili.

Następnego ranka w domu Szymańskich panował spokój. Podejrzanie cichy spokój.

Julka siedziała przy stole z nosem w zeszycie i rysowała muszle i latarnie. Jakub, zamiast jak zwykle krążyć po kuchni jak głodny rekin, leżał na dywanie i wpatrywał się w sufit. Antek z kolei przykleił twarz do szyby w salonie i co chwilę szeptał:

– Może teraz… może już lecą z odpowiedzią…

Tata wychylił się z przedpokoju z listem w dłoni.

– Hej, kto wysyłał listy balonem?

– My! – krzyknęli równocześnie.

– No to mam wiadomość. Jeden z nich… utknął na balkonie pani Sylwi.

Dzieci popędziły do okna. Faktycznie – czerwony balonik z karteczką dyndał między doniczkami z pelargoniami.

– To mój! – rozpoznał Antek. – To moja wiadomość!

Tata wrócił z karteczką, którą sąsiedzi podrzucili w kopercie przez drzwi.

„Chciałbym mieć lody na obiad. Z polewą. I żeby nie bolał mnie po nich brzuch.
Nadawca: Antek Szymański”

Julka parsknęła śmiechem.

– No proszę, lody nie chciały lecieć daleko. Przyczepiły się do balkonu.

– One chciały zostać blisko kuchni – zauważył tata. – Widać to bardzo konkretne marzenie.

Mama zerknęła na zegarek, potem na Antka.

– No dobrze, panie marzycielu. Jeśli zjesz normalne śniadanie i nie będziesz wciskał groszku do poduszki jak wczoraj...

– To był eksperyment! – zawołał Antek.

– …to dziś, wyjątkowo, na obiad będą lody. Z polewą. I może nawet z posypką.

Antek podskoczył jak sprężyna.

– BALON ZADZIAŁAŁ!

Późnym popołudniem Julka weszła do kuchni i zauważyła coś ciekawego na lodówce. Był tam przyczepiony folder z napisem „Morze – wakacje”. W środku: zdjęcia domków, lista potrzebnych rzeczy i mapa.

Zerknęła na mamę, która właśnie kroiła warzywa.

– To… to znaczy, że jedziemy?

Mama uśmiechnęła się, nie odrywając wzroku od marchewki.

– W planach. Jeśli wszystko się ułoży. Ale wiesz, niektóre marzenia są jak listy… które nie lecą w niebo, tylko siedzą cicho w szufladzie. A potem nagle – hop! – są na lodówce.

Julka przygryzła wargę i pokiwała głową.

– Dobrze, że je wypuściliśmy. Nawet jeśli jeden wrócił szybciej, niż powinien.

Tymczasem Jakub siedział w garażu z tatą. Przed nimi – sterta drewna, pudełko z narzędziami i rysunek jakiegoś… czegoś.

– Więc to ma być „wielka konstrukcja”? – zapytał tata.

– Katapulta. Ale nie taka zwykła. Taka, co strzela… kanapkami.

Tata zmarszczył brwi, po czym uśmiechnął się szeroko.

– No dobrze. Katapulta Kanapkowa. Brzmi praktycznie. Ale potem sprzątanie okruchów to już twoja działka.

Jakub skinął głową.

– Umowa stoi.

Wieczorem dzieci znów siedziały w ogrodzie. Julka patrzyła w niebo.

– Może nie wszystkie marzenia muszą odlecieć daleko, żeby się spełniły – powiedziała cicho.

– A może niektóre... chcą wrócić – dodał Jakub.

– Albo się przyklejają do balkonu! – roześmiał się Antek.

Mama i tata wyszli z herbatą i dołączyli do nich na kocu.

– Wiecie – powiedział tata – my też mamy marzenia. I czasem trzeba je sobie przypomnieć. Albo… wypuścić znowu.

Mama spojrzała w niebo.

– A potem patrzeć, dokąd poniesie je wiatr.

I tak, zamiast patrzeć tylko w niebo, zaczęli też patrzeć… wokół siebie.

Bo czasem balony lecą daleko. A czasem lądują dokładnie tam, gdzie trzeba.

 

Pytania do rozmowy po bajce:

  • Gdzie odnalazł się balonik Antka?

  • Co mama miała na myśli mówiąc, że „niektóre marzenia nie muszą nigdzie odlatywać, żeby się spełniły”?

  • Gdzie Julka znalazła dowód na to, że jej marzenie o morzu zaczyna się spełniać?

 

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze