Na statku wieczory miały inny smak niż w domu. W domu cisza nocna oznaczała, że gdzieś za ścianą jeszcze mruczy zmywarka albo kapie kran. A tutaj cisza była pełna dźwięków, tylko bardziej morskich niż te domowe. Statek oddychał po swojemu: cicho buczał, czasem skrzypiał jak stara szafa, a za oknem, w ciemności, słychać było miękkie chlup… chlup…, jakby morze próbowało podkraść się pod drzwi.
Julka już prawie miała zamykać swoją kronikę, kiedy Antek usiadł na łóżku i oznajmił tonem człowieka, który właśnie wpadł na genialny plan.
— Słuchajcie. Prawdziwa załoga pełni nocną wachtę.
Jakub, który układał właśnie poduszkę pod głową, uniósł brew.
— Prawdziwa załoga ma też prawdziwe obowiązki. My mamy obowiązek… spać.
— Ale to jest obowiązek specjalny — Antek ściszył głos do teatralnego szeptu. — Wachta. Taka, na której się obserwuje. Wykrywa różne rzeczy i notuje.
Julka od razu zareagowała na słowo notuje.
— Notuje? — dopytała, a w jej oczach pojawił się błysk kronikarki. — Czyli można zrobić nocny raport?
— Można! Jak najbardziej! — Antek ucieszył się tak, jakby właśnie dostał awans. — Kapitanie Julko… znaczy… kronikarko Julko, proszę przygotować dokumenty.
Jakub westchnął, ale wcale nie wyglądał na naprawdę niezadowolonego. Lubił rzeczy, które miały zasady, nawet jeśli były wymyślone.
— Dobrze — powiedział poważnie. — Jeśli pełnimy wachtę, to musi być plan. I lista obserwacji.
— I latarki! — dodał Antek.
Julka zerknęła w stronę drzwi kajuty, gdzie światło z korytarza było już przygaszone.
— Tylko cicho. I bez wychodzenia na korytarz. Wachta w kajucie.
Antek skinął głową jak zawodowiec.
— Potwory też mogą przyjść do kajuty, więc to się liczy.
— Potwory? — mruknął Jakub. — Zacznijmy od tego, że statek skrzypi, bo jest z metalu.
— Metal też ma uczucia — oznajmił Antek. — A uczucia czasem skrzypią.
Po chwili zbudowali swój posterunek. Julka położyła na środku mały notes, a obok długopis. Jakub znalazł ołówek i narysował na kartce tabelkę: „Godzina”, „Dźwięk”, „Pochodzenie”. Antek przyniósł dwie latarki i rozstawił je tak, jakby to były reflektory na mostku.
— Uwaga, zasady wachty! — ogłosił. — Punkt pierwszy: cisza jak w skarpecie.
— W skarpecie nie jest cicho — wtrącił Jakub. — W skarpecie jest… skarpetkowo.
— Punkt drugi: nie świecić latarką w oczy — dodała Julka.
Antek natychmiast skierował latarkę w sufit.
— W oczy tylko potworom, jeśli będą je miały.
— Punkt trzeci — Jakub stuknął ołówkiem w kartkę. — Jeśli coś naprawdę nas niepokoi, budzimy tatę albo mamę.
Usiedli przy oknie. Ciemność na zewnątrz była głęboka i prawdziwa. Nie było tam lamp ulicznych ani domów, tylko noc i morze. Czasem na fali mignęła jasna kreska, jakby woda też miała swoją latarkę.
Julka zaczęła pisać w kronice:
„NOCNA WACHTA. Załoga: Julka, Jakub, Antek. Pogoda: ciemno. Morze: chlupocze.”
— Dźwięk pierwszy — szepnął Jakub. — Chlupot fal. Źródło: morze.
Antek pochylił się i wyszeptał:
— Albo potwór Chlupołak.
Julka uśmiechnęła się w ciemności.
— Chlupołak? Jaki on jest?
— Mokry, taki cały z wody — odparł Antek bez wahania. — I robi chlup, żeby sprawdzić, czy śpisz.
Po chwili usłyszeli skrzypnięcie. Nic głośnego, ale przypominało to pisk, jakby ktoś przesunął palcem po drewnie. Tylko że tu był głównie metal.
— Dźwięk drugi — Jakub mówił szeptem. — Skrzypienie. Źródło prawdopodobne: konstrukcja statku pracuje.
Cisza wróciła na chwilę. A potem… coś zabrzęczało. Metalicznie. Jakby ktoś dotknął łańcucha, który odpowiedział krótkim brzdęk.
Jakub znieruchomiał.
— Okej. To jest nowe. Dźwięk trzeci: metaliczne uderzenie.
Antek aż się pochylił do okna.
— To może być po prostu łańcuch od jakiegoś zabezpieczenia — odparł Jakub. — Na statku są łańcuchy. To normalne.
— Ten pewnie się zgubił i teraz szuka jak wrócić na swoje miejsce — stwierdził Antek.
Wachta trwała. Co kilka minut zmieniali obserwatora przy oknie, choć w praktyce wszyscy i tak siedzieli razem i nasłuchiwali, jakby to była najciekawsza audycja na świecie. Julka czuła przyjemne ciepło. I choć w kajucie było chłodniej niż w domu, to otulało ich ciepło wspólnego wymyślania.
— Jest fajnie — szepnęła w końcu.
Jakub kiwnął głową.
— Bo mamy dane i obserwacje.
Antek zaśmiał się pod nosem.
I wtedy stało się coś, co przerwało ich równy rytm.
Przy samym oknie rozległ się nagły dźwięk, jakby ktoś dmuchnął prosto w szczelinę: wooo… wuuuu… Potem krótkie stuk — jakby coś poruszyło się przy ramie.
Julka odruchowo ścisnęła latarkę. Jakub przestał mówić, aAntek… zrobił wielkie oczy i wyszeptał z teatralnym dramatem.
— Kapitanie! Potwór dmucha w okno!
— Spokojnie — powiedziała Julka, choć serce wyraźnie biło jej mocniej. — Procedura. Najpierw dowody.
— Dowody są takie, że okno wyje — wyszeptał Antek.
Jakub pochylił się bliżej i nasłuchiwał. Dźwięk powtórzył się: wuuuu…, potem delikatny trzepot.
— To wiatr — powiedział po chwili Jakub, ale w jego głosie też było trochę niepewności. — Prawdopodobnie to wiatr. Ale sprawdźmy.
Julka dotknęła ostrożnie ramy okna. Dźwięk zmienił się na moment, jakby ktoś przyciszył radio.
— O! — szepnęła. — Jak dotykam, to cichnie.
Antek aż wciągnął powietrze.
— Potwór się nas boi!
— Albo coś jest luźne — odparł Jakub.
W tym momencie drzwi kajuty uchyliły się cicho. W progu stanął tata w swetrze, z włosami trochę rozczochranymi, jakby właśnie miał zasypiać, ale usłyszał światło latarki w powietrzu.
— No proszę — powiedział szeptem. — Co to za tajna misja?
Julka od razu poczuła ulgę.
— Pełnimy nocną wachtę — wyjaśniła poważnie.
Antek dodał natychmiast:
— I mamy potwora w oknie. Najgłośniejszego.
Jakub podsunął kartkę z tabelką.
— Zebraliśmy dane.
Tata uśmiechnął się, jakby nie mógł się zdecydować, czy bardziej jest dumny, czy rozbawiony.
— Potwór w oknie, mówicie?
Zbliżył się do iluminatora, nasłuchał chwilę, a potem lekko poprawił zasłonkę, która ocierała o ramę. Przysunął też kawałek uszczelki mocniej do okna. Dźwięk wuuuu zgasł jak świeczka.
— O — powiedział tata. — Wasz potwór nazywa się… Wiatr. Lubi wpadać w szczeliny i robić hałas.
Antek spojrzał na okno, potem na tatę.
— Czyli potwór mieszkał w naszej kajucie?
— Raczej zaglądał w gości — odpowiedział tata. — A teraz już poszedł.
Tata usiadł na brzegu łóżka i spojrzał na nich ciepło.
— Wiecie co? Dobrze, że obserwowaliście. Statek ma dużo dźwięków i czasem człowiek nie wie, co jest czym. Najważniejsze, że nie nakręcaliście się strachem, tylko robiliście z tego przygodę… i procedurę jak widzę po waszych notatkach.
— Mieliśmy plan — przyznała Julka.
— I dane — dodał Jakub.
— I potwory — szepnął Antek z dumą.
Tata pogładził Antka po głowie.
— Potwory mogą być. Byleby na końcu okazywało się, że to wiatr albo zasłonka, a nie brak snu. A teraz… załoga do łóżek. Wachta zakończona.
Julka zamknęła kronikę jak oficjalny dokument.
— Załoga kończy służbę — ogłosiła.
Kiedy tata wyszedł, w kajucie zrobiło się prawdziwie cicho. Został tylko delikatny chlupot fal, spokojny, jak kołysanka na dobranoc.
Komentarze: 0