Szymańscy na statku - Kuchnia na falach

Szymańscy na statku - Kuchnia na falach

Na statku były miejsca, w których Antek potrafił odnaleźć się nawet z zamkniętymi oczami. Jednym z nich była mesa. Drugim — korytarz prowadzący do mesy. A trzecim… kuchnia, którą wyczuwał nosem jeszcze zanim ktokolwiek zdążył powiedzieć słowo obiad.

Tego dnia, kiedy Julka dopinała bluzę pod szyją i poprawiała swoją kronikę pod pachą, Antek stanął w progu kajuty, wciągnął powietrze i ogłosił:

— Uwaga. Dzisiaj statek płynie w kierunku… rosołu.

Jakub, który zawsze wolał dowody od deklaracji, zmarszczył brwi.

— Skąd wiesz, że to rosół?

— Bo rosół ma zapach, który mnie woła — odparł Antek i zrobił minę, jakby właśnie odkrył nowy kontynent. — A do tego czuję coś… zielonego. Czyli natka. Natka zawsze jest poważna.

Julka parsknęła śmiechem.

— Dzisiaj w programie jest pomoc w kuchni — przypomniała. — To będzie szkolenie, a nie wyprawa zapachowa

Jakub spojrzał na kartkę z planem zajęć.

— W sumie to ciekawe. Kuchnia na statku to logistyka. Dużo porcji, wszystko się buja, a mimo to nikt nie może dostać zupy na kolana.

— Nikt? — Antek położył rękę na sercu. — Ja jestem gotów przyjąć zupę na siebie, jeśli to pomoże załodze.

— Nie jesteś — powiedziała Julka jednym tonem, który brzmiał jak decyzja kapitana.

Kuchnia na statku była jak małe miasto. Metalowe blaty błyszczały, łyżki wisiały równo,, a w powietrzu mieszały się zapachy cebuli, ziół i czegoś, co rzeczywiście mogło być rosołem… albo przynajmniej czymś bardzo obiecującym.

Przywitał ich kucharz — pan Bartek — z twarzą człowieka, który jedną ręką potrafił mieszać, drugą kroić, a w międzyczasie pewnie jeszcze układałby talerze.

— O! Moi kursanci! — ucieszył się. — Dziś gotujemy na falach. A to znaczy, że kuchnia będzie tańczyć, a my musimy tańczyć razem z nią. Ale najpierw zasady.

Dzieci umyły ręce, dostały fartuszki i czepki. Julka związała włosy tak ciasno, jakby bała się, że jeden kosmyk wpadnie do garnka i ogłosi bunt. Jakub poprawił czepek z miną człowieka, który właśnie zakłada kask ochronny. Antek natomiast spojrzał na siebie w metalowej powierzchni i powiedział:

— Wyglądam jak… naleśnikowy astronauta.

— To brzmi jak zawód marzeń — stwierdziła Julka szeroko się uśmiechając.

Kucharz wskazał wyznaczoną strefę, gdzie dzieci mogły pomagać.

— Tu kroimy rzeczy miękkie i zimne. Tu układamy dodatki. Gorące garnki są tylko dla dorosłych. Jak coś bulgocze, to nie wkładamy tam nosa. Nawet jeśli pachnie jak marzenie.

Antek zrobił smutną minę, ale tylko na sekundę.

— Dobrze. W takim razie będę inspektorem. Będę mówił zupie miłe rzeczy.

Jakub uśmiechnął się krótko.

— Zupa raczej woli, jak się ją miesza, a nie chwali.

— To będę ją chwalił, jak ktoś będzie mieszał — zadecydował Antek.

Julka wyjęła notes.

— Role: ja — lista zadań i porządek. Jakub — odmierzanie i czas. Antek — podawanie składników i… morale.

— I degustacja! — wtrącił Antek.

Pan Bartek zaprowadził ich do wielkiego garnka, który stał na kuchence jak król na tronie. Zupa w środku była złota i spokojna, ale kiedy statek lekko się przechylił, powierzchnia zupy uniosła się falą i opadła.

— Widzicie? — kucharz wskazał chochlę. — Na lądzie zupa siedzi grzecznie. Na morzu zupa ma charakter.

— Zupa ma fale! — zachwycił się Antek. — Czyli to jest… morze w garnku.

Jakub od razu się zainteresował technicznie.

— Jak się zapobiega rozlewaniu?

— Spryt i cierpliwość — odparł kucharz. — I trzymanie się poręczy, nawet jeśli poręczą jest własny zdrowy rozsądek.

Dzieci dostały zadania. Julka układała na tacy porcje grzanek i sprawdzała, czy wszystko jest policzone. Jakub odmierzał przyprawy do miseczek i liczył: „dla załogi, dla gości, dla… Antka, dla… chwila Antek nie jest kategorią”. Antek mył zioła i podawał je kucharzowi, ogłaszając co chwilę:

— Załoga głodna, ale dzielna! Zupa proszona o współpracę!

Początkowo szło gładko. Tylko że statek, jakby chciał sprawdzić ich umiejętności, zaczął kołysać trochę mocniej. Niby nic strasznego ale wystarczyło, by chochla w garnku zaczęła delikatnie pływać jak łódka.

— Oho — mruknął kucharz. — Zupa zaczyna swój taniec.

Antek aż podszedł bliżej (oczywiście w bezpiecznej odległości).

— Zupo! — powiedział do garnka poważnie. — Proszę nie rozlewać się. Jesteśmy przyjaciółmi.

Zupa odpowiedziała… kolejną falą, kiedy statek znów się przechylił.

Julka z notatnikiem w ręce miała wrażenie, że obserwuje zawody sportowe.

— Uwaga — szepnęła. — Zupa robi manewr.

Jakub patrzył na powierzchnię jak na wykres.

— To nie manewr. To dynamika cieczy.

— Dynamika czego? — Antek zmrużył oczy.

— Zupy — odparł Jakub.

Wtedy zaczęło się prawdziwe kuchenne przedstawienie. Chochla przechyliła się w stronę brzegu garnka, a kucharz musiał ją złapać, zanim zupa zacznie „zwiedzać kuchnię”.

— Chochla ucieka! — zawołał Antek z przejęciem.

— Spokojnie. Na statku gotuje się trochę inaczej. Zupa musi wiedzieć, kto tu rządzi.

— Ja! — wyrwało się Antkowi.

— Ty będziesz rządził grzankami — uciął kucharz, ale z uśmiechem.

Niestety, kołysanie nie odpuszczało. W pewnym momencie kucharz poprosił:

— Julka, podaj proszę pieprz.

Julka sięgnęła po miseczkę z etykietą, ale statek wykonał wtedy mały ruch. Miseczki przesunęły się minimalnie na tacy, a ręka Julki, choć ostrożna, złapała… nie to, co trzeba.

— Proszę — podała.

Kucharz wsypał szczyptę do zupy, zamieszał i… nagle uniósł brwi.

Jakub pochylił się.

— Coś jest nie tak?

Julka spojrzała na tackę i poczuła, jak robi jej się gorąco.

— Ojej. To nie był pieprz. To… zioła. Dużo ziół.

Antek wciągnął powietrze, jakby właśnie miał ogłosić alarm.

— Kapitanie! Zupa została… zaczarowana!

Julka zamarła.

— Zepsułam?

Kucharz nie spanikował ani trochę. Uśmiechnął się, jakby to była normalna część gotowania na morzu.

— Na statku nic się nie marnuje i nic się nie dramatyzuje. Sprawdzimy. Jakub, podaj łyżeczkę.. Antku… nie mdlej z emocji.

— Ja nigdy nie mdleję! — oburzył się Antek.

Kucharz nabrał odrobinę zupy do małej miseczki, dmuchnął, spróbował. Przez sekundę miał twarz całkiem poważną.

Julka już widziała w wyobraźni, jak pisze w kronice: „Dzień, w którym zabroniono nam wstępu do kuchni”.

A potem kucharz nagle parsknął śmiechem.

— No proszę. To jest… dobre.

— Dobre?! — Julka aż usiadła z ulgi.

Jakub spróbował ostrożnie.

— Faktycznie. Smak jest… świeższy. Jakby bardziej… morski?

Antek też wyciągnął szyję.

— Mogę? Ja jestem inspektorem.

Kucharz podał mu łyżeczkę. Antek spróbował i zrobił minę, jakby właśnie usłyszał o darmowych lodach.

— To smakuje jak… wiatr, który ma zioła! — ogłosił. — Czyli to jest… Zupa Wiatrów!

Julka popatrzyła na kucharza z błyskiem.

— Zupa Wiatrów… To brzmi jak legenda.

— Bo to będzie legenda — zaśmiał się kucharz. — Na statku opowiada się o różnych rzeczach. A teraz będzie się opowiadać o zupie, która powstała, bo statek tańczył i ktoś pomylił miseczkę.

Kucharz dopracował smak, dodał to, co trzeba, zamieszał i ogłosił:

— Dobra. Podajemy. A wy jesteście dziś częścią kuchennej załogi.

Kiedy później w mesie ludzie zaczęli jeść zupę, Julka obserwowała ukradkiem twarze. Ktoś mruknął: „O, jakie dobre!” Ktoś inny zapytał: „Co to za ziołowy smak?” A kucharz, przechodząc obok, mówił z dumą:

— To Zupa Wiatrów. Tylko na morzu.

Antek napuszył się jak paw.

— Widzicie? Morze współpracowało. Tylko potrzebowało moich miłych słów.

Jakub szturchnął go lekko.

— Potrzebowało też miseczek na miejscu.

— Miseczki też mają uczucia — odbił Antek. — Dzisiaj czuły przygodę.

Wieczorem, gdy wracali do kajuty, pachnieli jak kuchnia: trochę ziołami, trochę pieczywem, trochę statkiem. Julka dopisała ostatnie zdanie do swojej kroniki:

Wniosek dnia: na statku nawet zupa potrafi tańczyć. Ale najważniejsze to nie panikować. Tak powstają legendy. Lub legendarne zupy.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze