Na pokładzie Błysku 7 pachniało pomarańczami, bo Foster odkrył, że skórki najlepiej podgryza się wtedy, gdy nikt nie patrzy. Filip budował wieżę z kart, która miała już dwanaście pięter. Lena siedziała przy oknie i rysowała w notatniku tabelkę, której nagłówka nie rozumiał nikt poza nią.
Wtedy konsola zamigotała.
– Sygnał SOS – oznajmił Blip. – Planeta Paragrafia. Treść wiadomości: „Prosimy o pomoc. Gra trwa od dziewiętnastu dni”. Dodam, że to pierwszy SOS w mojej karierze, w którym nikt nie krzyczy. Chyba wszyscy zdążyli zachrypnąć.
– Dziewiętnaście dni?! – Filip trącił łokciem wieżę, a karty posypały się jak liście. – Moja najdłuższa partia w warcaby trwała godzinę, i to z babcią!
– Babcia wygrała? – zainteresował się Foster.
– Babcia zawsze wygrywa.
Błysk 7 wystrzelił w gwiazdy.
Na Paragrafii panowała cisza tak gęsta, że słychać było szmer piasku w klepsydrze. Na rynku stała plansza wielka jak stół biesiadny, a dookoła niej, na ławkach i kocach, siedział cały miejski tłum. Pionki pokrywał kurz. Popcorn w papierowych torebkach zdążył zrobić się twardy jak kamyki, a gdzieś z tyłu ktoś chrapał z otwartą buzią.
Foster od razu zaczął węszyć w poszukiwaniu czegoś jadalnego. Filip wciskał się w tłum, szepcząc „przepraszam, przepraszam, ważna sprawa”. Lena stanęła z notatnikiem i liczyła.
– Czternaście ziewnięć na minutę – mruknęła. – To chyba rekord.
Przy planszy siedziało dwoje graczy. Wielmożna Klauzula miała sztywny kołnierz i uśmiech tak uprzejmy, że aż lodowaty. Naprzeciw niej siedział Bonifacy, cienki jak nitka, z powiekami przymkniętymi do połowy. Obok stał wózek, a na nim czternaście grubych tomów w skórzanych okładkach. Pilnował ich Sędzia Przypis, który wyglądał, jakby sam kiedyś był przypisem na dole strony.
Klauzula uniosła pionek, przesunęła go o trzy pola i odłożyła z gracją. Do mety brakowało jej już tylko dwóch pól.
– Zgłaszam… zastrzeżenie – wyszeptał Bonifacy. – Chyba… to były cztery…
Przypis zerwał się, aż zatrzęsły się tomy.
– Na mocy paragrafu czternastego, ustępu trzeciego, w związku z podpunktem „c” artykułu o przesunięciach dozwolonych, a niedozwolonych…
Mówił, przerzucał, szukał i znów mówił. Minęła godzina. Wreszcie ogłosił, że ruch był prawidłowy, a Klauzula natychmiast uprzejmie zgłosiła kontrzastrzeżenie do sposobu, w jaki zgłoszono zastrzeżenie. Przypis westchnął i sięgnął po tom numer siedem.
Z tłumu wychyliła się dziewczynka z pudłem pod pachą.
– Mam na imię Mela – oznajmiła drużynie. – To ja wysłałam ten sygnał. Miałam grać po nich w Ogoniasty Labirynt. Czekam od dziewiętnastu dni. Zaraz będę miała siwe włosy!
Wskazała na włosy. Były zupełnie czarne, ale mówiła tak poważnie, że Foster kiwnął głową ze współczuciem.
Lena zdecydowała, że najpierw trzeba zrozumieć, jak działa gra i zasady, bo zasady przecież po coś powstały. Podeszła do Przypisa, zapytała, czy może pomóc, i po chwili stali już razem nad tomem numer osiem, szukając fragmentu o przesunięciach.
– Uczciwa gra wymaga uczciwych przepisów – tłumaczyła Filipowi półgłosem. – Gdyby każdy mógł ruszać pionki, jak chce, nikt nie wiedziałby, kto wygrał.
– Ale tu nikt nie gra! – Filip wytrzymał cztery tury i miał już dość. – Oni się tylko kłócą o literki!
– To nie kłótnia, tylko procedura.
– Procedura trwa dziewiętnaście dni!
– Bo zasady są ważne!
– A zabawa nie?!
Lena zacisnęła usta. Filip stanął na ławce, żeby być wyższy, i obrócił się do całej widowni.
– Posłuchajcie! Ja kocham wygrywać, serio. Nic nie cieszy mnie bardziej niż wygrana. Ale wy tu siedzicie od dziewiętnastu dni, więc zapytam wprost. Czy ktokolwiek z was, choć przez chwilę, poczuł radość, patrząc na tę grę?
Odpowiedziała mu cisza. Ktoś ziewnął, ktoś zakaszlał, a komuś zachrupał starty popcorn. Mela powoli pokręciła głową. Bonifacy otworzył usta, ale nic z nich nie wyszło. Klauzula po raz pierwszy od dawna oderwała wzrok od planszy i spojrzała na ławki.
Lena opuściła wzrok na notatnik, a potem spojrzała na rząd zmęczonych twarzy. Widziała je wcześniej, ale dopiero teraz naprawdę zobaczyła. Cicho zamknęła notatnik.
Foster po kilku godzinach nudy nie mógł już usiedzieć na miejscu. Kiedy po planszy potoczył się okruszek, rzucił się za nim i zamachał ogonem. Trącił pole startowe, plansza zadrżała, a pionek Klauzuli, ten najbliższy wygranej, przeleciał przez trzy pola i wylądował na polu „Wracasz na start”. Stanął tam krzywo, oparty o krawędź pola.
– Ups – powiedział Foster z okruszkiem w pysku.
Cały rynek wstrzymał oddech. Przypis chwycił się za głowę i rzucił do wózka.
– Nie ma przepisu! – jęczał, przewracając tomy. – Nie ma paragrafu o futrzastym stworzeniu, które przestawia pionek! Dodam przypis, a do przypisu kolejny przypis, a potem…
Nikt go nie słuchał. Wszyscy patrzyli na Klauzulę. Ona patrzyła na swój pionek, który jeszcze przed chwilą miał wygrać partię, a teraz musiał wrócić na sam początek.
Mijały sekundy. Lena zacisnęła dłonie. Filip zeskoczył z ławki.
– Nie szkodzi – powiedziała w końcu Klauzula, zdumiewająco cicho. – Tak jest ciekawiej.
Bonifacy podniósł głowę. Po raz pierwszy od dziewiętnastu dni kącik jego ust drgnął w uśmiechu.
– Naprawdę? – zapytał. Odchrząknął i powiedział pełnym, wyraźnym głosem: – To mogę teraz rzucić kostką?
Najpierw zachichotała jedna osoba, potem druga, a po chwili cały rynek trząsł się od śmiechu. Przypis siedział na wózku z tomem na kolanach i też się śmiał, aż łapał oddech.
Potem długo rozmawiali. Klauzula przyznała, że nie pamięta, kiedy ostatnio naprawdę dobrze się bawiła grając w grę. Zależało jej na uczciwości, ale gdzieś po drodze uczciwość zamieniła się w pilnowanie, a pilnowanie w kłótnię. Przypis dodał, że on też już nie wie, kiedy ostatnio ktoś mu podziękował za rozstrzygnięcie, a nie tylko się na niego obraził.
Lena podeszła do Filipa i podała mu swój notatnik. Tabelka, której nikt wcześniej nie rozumiał, miała teraz dwie rubryki: „Ziewnięcia” i „Śmiechy”.
– Policzyłam. Przez cały czas, kiedy tu byliśmy, nikt się nie roześmiał. A przy jednym krzywym pionku śmiali się wszyscy. Miałeś rację z tą zabawą.
– A ty miałaś rację, że zasady są ważne – odparł Filip. – Tylko nie wszystkie naraz i nie przez dziewiętnaście dni.
Wspólnie ustalili nowy porządek: każdy gracz dostaje na partię jedno zastrzeżenie, a Przypis rozstrzyga je, zanim przesypie się jedna klepsydra. Na marginesie najstarszej instrukcji Przypis dopisał własnoręcznie „Zasadę Zerową”: jeśli wszyscy przy planszy dobrze się bawią, to wszystko jest zgodne z zasadami. Klauzula i Bonifacy dokończyli partię w godzinę, śmiejąc się przy każdym ruchu, a na końcu podali sobie ręce. Kto wygrał, tego już nikt nie pamiętał.
– Muszę to pokazać babci – szepnął Filip. – Może wtedy wreszcie z nią wygram. A jeśli nie, to przynajmniej będzie śmieszniej.
Mela wreszcie doczekała się swojej kolejki. Rozłożyła Ogoniasty Labirynt i zaprosiła do gry wszystkich po kolei, razem z Fosterem, który zażądał dwóch pionków, „na wszelki wypadek”.
Wieczorem, gdy Błysk 7 unosił się już nad rynkiem, Blip zapytał:
– Gotowi na kolejny sygnał?
– Zawsze! – odpowiedzieli chórem.
