Na pokładzie statku kosmicznego Błysk 7 panowała cisza, która była zbyt idealna, by mogła być przypadkowa. Silniki pracowały równo, światła migały spokojnie, a nawet Foster, co zdarzało się rzadziej niż przelot komety przez kuchnię statku, leżał nieruchomo na swojej macie.
Po chwili uniósł łeb i zmarszczył pysk.
– Nie podoba mi się to – mruknął. – Kiedy wszystko jest takie spokojne, to znaczy, że zaraz coś się wydarzy. Albo zgubimy Filipa. Albo zgubimy kolację.
– Hej! – zaprotestował Filip, siedzący przy iluminatorze. – Ja się nigdy nie gubię. To przygody mnie znajdują.
Lena spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, ale zanim zdążyła coś powiedzieć, Blip rozświetlił główny ekran miękkim, złotym światłem.
– Zbliżamy się do obiektu sklasyfikowanego jako legenda galaktyczna – oznajmił. – Biblioteka Czasu.
Przed nimi unosiła się ogromna budowla. Wyglądała jak połączenie pałacu, zegara i miasta zbudowanego z myśli. Wieże przypominały wskazówki zegara. Między nimi powoli przesypywały się świetliste klepsydry, a całe skrzydła konstrukcji zdawały się leciutko unosić i opadać, jakby budynek oddychał historiami.
– To… jest prawdziwe? – zapytał Filip ciszej niż zwykle.
– Jak najbardziej – odpowiedziała Lena. – To miejsce, w którym czas i opowieści są jednym.
Foster przechylił głowę.
– A są tam książki, w których pies zawsze przeżywa i dostaje nagrodę?
– Prawdopodobieństwo wysokie – odparł Blip. – Jednakże zalecana jest szczególna ostrożność. Książki w Bibliotece Czasu nie tylko się czyta.
– One wciągają – dokończyła Lena. – Dosłownie.
Wnętrze Biblioteki Czasu było jeszcze bardziej niezwykłe niż jej wygląd z zewnątrz. Półki ciągnęły się w nieskończoność, zakrzywiając się delikatnie. Księgi same przesuwały się po regałach, a w powietrzu unosiły się zegary odmierzające czas w różnym tempie. Jedne tykały szybko, inne prawie wcale.
Cisza była pełna szeptów dawnych historii.
Spomiędzy regałów wyłonił się bibliotekarz, wysoki i spokojny, jakby zbudowany z mgły, światła i ciszy.
– Witajcie, podróżnicy – powiedział łagodnie. – Jesteście gośćmi w Bibliotece Czasu. Możecie obserwować, uczyć się i słuchać… ale pamiętajcie: nie każda historia chce być dotknięta.
– A czytanie? – zapytał Filip, bardzo starając się wyglądać na odpowiedzialnego.
– Czytanie jest bezpieczne – odparł bibliotekarz. – Dotykanie bywa ryzykowne. A ostatnich stron… nie należy przewracać bez powodu.
Filip skinął głową, a potem jego wzrok powędrował dalej.
I wtedy ją zobaczył.
Leżała nieco na uboczu, na osobnym pulpicie. Gruba księga oprawiona w ciemną skórę, z lekko przetartymi rogami, jakby ktoś często do niej wracał. Na okładce widniał rycerz stojący samotnie na wzgórzu, z mieczem uniesionym ku niebu. Złote litery tytułu lśniły wyraźnie:
„Ostatnia Wyprawa Bohatera”
Filip poczuł dziwne mrowienie w palcach.
– Tylko… zerknę na ilustracje – szepnął do siebie.
– Filip… – zaczęła Lena, ale było już za późno.
Księga rozbłysła ciepłym światłem. Strony zaczęły przewracać się same, wiatr zerwał się znikąd, a Filip poczuł, jakby ktoś chwycił go za rękę i pociągnął do przodu.
– Hej! Ja tylko…!
Zniknął.
Księga zamknęła się z głuchym, ostatecznym „łup”.
Zapadła całkowita cisza.
– To było niezgodne z zaleceniami – stwierdził Blip.
– Mówiłem – powiedział cicho Foster. – Najpierw Filip. Kolacja pewnie zaraz po nim.
Bibliotekarz zamknął oczy, jakby widział to już wiele razy.
– Został wciągnięty do fabuły. Jest teraz jej aktywną postacią.
– I co teraz?! – zapytał Foster, nerwowo kręcąc się w kółko.
– Jeśli opowieść dobiegnie końca, a on nadal będzie w środku… – bibliotekarz zawiesił głos – …zostanie częścią tej historii na zawsze.
Lena już chwytała księgę.
– Ile mamy czasu?
– To opowieść przygodowa – odparł bibliotekarz. – Pędzi szybko ku finałowi.
– W takim razie nie ma wyboru – powiedziała Lena stanowczo. – Wchodzimy.
– Ja nie mogę – odparł Blip. – Nie mam rąk ani nóg. Jestem tylko głosem ze statku, a opowieść nie ma gdzie mnie wpisać.
Bibliotekarz skinął głową.
– Ale możesz liczyć.
– Mogę liczyć – przyznał Blip. – Skanuję księgę. Do ostatniej strony zostało sto dwadzieścia stron. Będę mówił głośno.
Lena odłożyła księgę na pulpit i położyła dłoń na okładce. Foster bez wahania oparł łapę tuż obok.
Ich świat zmienił się gwałtownie.
Zamiast półek były kamienne mury zamku, zamiast ciszy świst wiatru i szczęk stali. Filip stał na dziedzińcu, ubrany w lśniącą zbroję, z prawdziwym mieczem w dłoni. Serce waliło mu jak młot.
– To jest… niesamowite! – zawołał. – Ja naprawdę jestem bohaterem!
– Filip! – krzyknęła Lena, dobiegając do niego. – To nie gra! Musimy znaleźć wyjście!
– Wyjście? – zdziwił się Filip. – Ale przecież historia dopiero się zaczyna!
Foster spojrzał na siebie. Nadal był psem. Bez zbroi. Bez hełmu.
– No pięknie. Rycerz, strateg i pies bez roli fabularnej. Czym sobie na to zasłużyłem?
– Każda dobra historia potrzebuje drużyny – powiedziała Lena. – I współpracy.
Gdzieś wysoko, jakby zza grubej ściany, dobiegł spokojny głos Blipa:
– Sto piętnaście stron.
Na niebie pojawił się świetlisty napis, jakby ktoś pisał go piórem z chmur:
„Rozdział Pierwszy: Próba Odwagi”
Brama zamku stanęła otworem i po opuszczonym moście zwodzonym nad fosą wypełzł smok. Był wielki i ciężki, a z nozdrzy unosiła mu się para, zapowiadając podmuch ognia.
– A jednak – westchnął Foster. – Smok.
Filip ruszył do przodu, ale Lena złapała go za ramię.
– Sam nie dasz rady. Nie tak działają dobre opowieści. – Wskazała grube liny napinające most. – Zrzuć go do fosy. Ale ktoś musi go tam zatrzymać wystarczająco długo.
Smok ryknął, a ogień rozświetlił dziedziniec.
– Foster! – zawołała Lena. – Odwróć jego uwagę!
– Z przyjemnością!
Pies pognał zygzakiem, szczekając i skacząc tuż przed samym pyskiem bestii. Smok zgubił rytm, obrócił się za nim i stanął dokładnie na środku mostu. Wtedy Filip wykorzystał moment i jednym cięciem przeciął obie liny.
Most opadł z łoskotem, a smok osunął się razem z nim prosto do fosy. Bił skrzydłami o wodę, parskał parą, ale nie potrafił się wydostać.
– Sto stron! – doleciało z bardzo daleka.
Napis na niebie zmienił się:
„Rozdział Drugi: Próba Rozumu”
Zamek zniknął, a w jego miejscu pojawiła się ciemna komnata z ogromnymi kamiennymi wrotami. Były zamknięte i pokryte rzędami wyżłobionych znaków. Na podłodze, w trzech odległych od siebie rogach, leżały trzy płaskie kamienne płyty.
Filip naparł na wrota ramieniem. Potem drugim. Nic.
– Przestań pchać i policz – powiedziała Lena. – Płyt są trzy. Nas też jest troje. Nikt nie dosięgnie dwóch naraz.
Stanęli każde na swojej płycie. Kamień zadrżał im pod stopami i wrota rozsunęły się bezszelestnie.
– Czyli pies jednak ma rolę fabularną – zauważył Foster, schodząc ze swojej płyty z wyraźną satysfakcją.
Dalej sceny zaczęły zmieniać się coraz szybciej. Kamienne zagadki, wybory dróg, korytarze, które prowadziły z powrotem tam, skąd wyszli. Filip coraz rzadziej działał sam. Coraz częściej pytał.
– Co myślisz? Jak to rozwiążemy? – powtarzał, odwracając się do Leny i Fostera przy każdym rozwidleniu.
– Pięćdziesiąt stron – odezwał się Blip, już wyraźnie szybciej. – Czterdzieści.
„Rozdział Trzeci: Próba Zaufania”
Przed nimi otworzyła się przepaść, a nad nią wisiał wąski, chwiejny most z lin i desek. Gdy Filip postawił na nim stopę samotnie, deski zaczęły znikać jedna po drugiej.
– Razem – powiedziała Lena, chwytając go za rękę. – Foster, między nami.
Szli powoli, we trójkę, i most trzymał. Każda deska pojawiała się dokładnie w chwili, gdy była potrzebna.
Krajobraz za nimi przyspieszał, strony przewracały się same.
– Dwadzieścia stron! – wołał Blip. – Piętnaście!
– Wyjście jest na ostatniej stronie – powiedziała Lena. – Bibliotekarz nie bez powodu przed nią ostrzegał. Musimy dotrzeć tam razem i wyskoczyć, zanim księga się zamknie.
Ostatnia scena rozświetliła się przed nimi jak brama z czystego światła.
– Pięć stron! – doleciał głos Blipa.
– Teraz! – krzyknął Filip.
Skoczyli.
Wylądowali na podłodze Biblioteki Czasu, wszyscy troje naraz. Księga zamknęła się spokojnie, sama odleciała na półkę i cisza znów wypełniła przestrzeń.
– Zero stron – oznajmił Blip. – Z zapasem.
Filip usiadł ciężko, oddychając szybko. W dłoni wciąż trzymał miecz.
– On… jest prawdziwy.
– Oddaj – powiedziała Lena, choć w jej głosie było rozbawienie.
Filip przytulił miecz.
– To pamiątka edukacyjna.
Foster powąchał ostrze.
– Pachnie kurzem, odwagą i trochę strachem.
Bibliotekarz uśmiechnął się niemal niezauważalnie.
– Niech zostanie. Ale pamiętajcie: najlepsze historie nigdy nie są o jednym bohaterze.
Na pokładzie Błyska 7 Filip długo patrzył na miecz, a potem na książkę, którą trzymał w rękach.
– Wiesz co? – powiedział w końcu. – Czytanie to jednak prawdziwa przygoda.
– Potwierdzam – odparł Blip. – Sto dwadzieścia stron. Ani jednej zgubionej.
Foster ziewnął.
– O ile nie ma smoków przed kolacją.
Statek odleciał, a Biblioteka Czasu znów pogrążyła się w ciszy, czekając na kolejną historię, która odważy się wydarzyć.
