U Szymańskich – Dźwiękowe laboratorium Jakuba

U Szymańskich – Dźwiękowe laboratorium Jakuba

U Szymańskich – Dźwiękowe laboratorium Jakuba

W sobotnie przedpołudnie Jakub grzebał w wielkim, zakurzonym pudle opisanym przez tatę: „KABELKI I INNE PRZEWODY”. Julka robiła porządki w swojej szufladzie z notatnikami, a Antek... sprawdzał, jak długo da się biegać po mieszkaniu z puszkami na sznurku, zanim ktoś się potknie.

– Co to jest? – zapytał Jakub, wyciągając coś przypominającego mikrofon z dziecięcej zabawki karaoke.

– Chyba stary mikrofon – mruknęła Julka. – Kiedyś miałeś fazę na bycie gwiazdą pop.

– To był okres eksperymentalny – odpowiedział z godnością Jakub. – Ale to nieważne! Mam pomysł! 

Pięć minut później mikrofon był już podłączony do starego laptopa, który wciąż działał, jeśli trzymało się ekran pod odpowiednim kątem. Jakub usiadł przed nim jak przed pulpitem sterującym statkiem kosmicznym i ogłosił:

– Oficjalnie otwieram Dźwiękowe Laboratorium Jakuba! Instytut badania wszystkich odgłosów domowego świata! 

– Brzmi... dziwnie – powiedziała Julka.

– Brzmi dokładnie tak, jak nasz kran w łazience! – ucieszył się Antek. – Czyli świetnie! – Możemy nagrywać dźwięki z całego domu – kontynuował Jakub. – Kapanie wody, skrzypnięcie drzwi, kota sąsiadów, toster... a potem zrobimy z tego coś wielkiego! 

Julka zmrużyła oczy.

– To znaczy muzykę? – zapytała.

– To znaczy domową muzykę! – poprawił Jakub z zapałem.

Antek rzucił się na szafkę z garnkami.

– Ja zrobię perkusję! – zawołał.

Julka natychmiast przejęła rolę reżyserki dźwięku.

– Musimy mieć plan – powiedziała, wyciągając notes. – Zrobimy listę dźwięków do zebrania. Czas ruszyć na łowy.

– Ja biorę łazienkę! – krzyknął Antek i wybiegł, trzymając mikrofon z puszek na sznurku.

Jakub pokiwał głową z aprobatą.

– Dział terenowy pracuje sprawnie – ocenił.

Julka zanotowała na liście:

Kapanie wody.

Skrzypnięcie drzwi.

Miauczenie kota.

Toster.

Tykanie zegara.

Brzęczenie lodówki.

Chrobot piasku w butach.

Otwieranie słoika.

Po całym mieszkaniu rozeszły się dziwne dźwięki i jeszcze dziwniejsze komentarze. Z łazienki dobiegło radosne:

– Ej! Ten kran ma rytm jak disco! 

– Antek, tylko nie wsadzaj mikrofonu do wody! – ostrzegł go Jakub.

– To nie mikrofon, tylko puszka! – odkrzyknął chłopiec.

W kuchni również trwała praca.

– Skrzypienie szuflady: mamy to! – zameldowała Julka. – O nie, mama zamknęła słoik za mocno! Stracimy całą dramaturgię! Z korytarza dobiegło nagłe wołanie:

– Julka, nagrałam kota! – krzyknął Antek.

– Ale my nie mamy kota – zauważyła przytomnie siostra.

– To znaczy... to byłem ja. Miauczałem – przyznał Antek.

– Właśnie miałam pytać – odparła Julka. – Skąd znałeś taki smutny ton? – Wziąłem go z głowy – odpowiedział dumnie.

Wieczorem wszystkie dzieci zebrały się w swoim pokoju. Na ekranie laptopa migały kolorowe fale dźwiękowe.

– To będzie najlepszy projekt w historii domowych projektów! – stwierdził Jakub. – Posłuchajcie.

Z głośnika popłynął rytmiczny „kap-kap-kap” kranu, potem „skrrrchhh” szuflady, po czym weszło „miau” w wykonaniu Antka i głośne „pstryk!” tostera.

– Genialne! – wykrzyknęła Julka. – To brzmi jak... jak utwór, który rozgrywa się w naszej kuchni! – Czekajcie, zrobię wersję z pogłosem – dodał Jakub. – O, i jeszcze zapętlenie dźwięku zmywarki.

Po chwili z głośników popłynął jednostajny szum.

– Jak długo to będzie grać? – zapytała Julka po minucie.

– Nie wiem... chyba zapomniałem ustawić koniec pętli – przyznał Jakub.

Antek podszedł, posłuchał uważnie i mruknął:

– Mam wrażenie, że zmywarka próbuje nam coś powiedzieć.

Jakub wyłączył szum i wstał z krzesła.

– Jutro kończymy dzieło. Montujemy wszystko w jeden utwór. Prawdziwa Domowa Symfonia! A potem... premierowy koncert dla publiczności.

– Dla rodziców? – zapytała Julka.

– Dla rodziców. I dla misiów. I dla każdego, kto potrafi słuchać z zamkniętymi oczami – odpowiedział Jakub.

Następnego dnia od rana w pokoju Jakuba panowała cisza. Ale nie taka zwyczajna – to była techniczna cisza przed dźwiękową burzą. Julka siedziała z notesem, analizując tytuły próbek:

Plum z dzbanka – 2 sekundy.

Miauczenie Antka – 4 sekundy.

Brzdęk pokrywki – 1,5 sekundy.

Ziewnięcie – naturalne zakończenie.

Jakub siedział przed laptopem ze słuchawkami i miną prawdziwego artysty.

– Nie przeszkadzajcie – mruknął. – Montuję rytm z kapania wody i skrzypnięcia drzwi. Potrzebuję pełnej koncentracji.

Antek trzymał w rękach pokrywki, łyżki i jedną drewnianą pałeczkę do sushi.

– Czekam, aż mnie zawołacie na wielkie „bum” – zapowiedział.

– Ty jesteś efektem specjalnym, Antku – przypomniała Julka. – Nie możesz po prostu walić w garnki byle kiedy.

– To nie byle kiedy! – oburzył się Antek. – To w idealnym momencie dramatycznego napięcia! 

Po kilku godzinach miksowania, przycinania, dodawania pogłosów i kilkunastu próbach, Jakub w końcu wstał z krzesła i oznajmił:

– Skończone. Nasze największe dzieło. Domowa Symfonia nr 1 w tonacji Kapania i Zgrzytu.

Julka klasnęła w dłonie.

– Teraz czas na koncert premierowy! – Trzeba wszystko przygotować – dodał Antek. – Scena, bilety, publiczność, światła, przekąski, system nagłośnienia... 

– Masz na myśli ten głośnik owinięty skarpetą? – spytał z uśmiechem Jakub.

– To tłumik basów – odpowiedział Antek z pełną powagą.

Wieczorem salon zamienił się w prawdziwą salę koncertową.

– Proszę bardzo – powiedziała Julka, wręczając rodzicom bilety z napisem: „PREMIERA – Domowa Symfonia – Miejsce: Salon – Strój: dowolny”.

– Co to znaczy: strój dowolny? – zapytał tata, przychodząc w kapciach i koszuli z kotem w okularach.

– To znaczy, że twój pasuje idealnie – odparła Julka.

Antek stanął przy laptopie z głośnikiem, Julka wzięła swój mikrofon-wałek, a Jakub zajął miejsce w centrum sterowania, czyli w fotelu w salonie.

– Szanowni państwo – zaczęła Julka z powagą. – Przedstawiamy wam utwór wyjątkowy. Powstał z odgłosów naszego domu. Brzmi znajomo, ale inaczej. I wcale nie ma refrenu.

– Bo życie też nie ma refrenu – szepnął Antek, choć nikt nie wiedział, co dokładnie miało to znaczyć, po czym nacisnął przycisk START.

Z głośników popłynął spokojny rytm kapania wody. Potem rozległo się skrzypnięcie drzwi, dźwięk tostera i zegar tykający miarowo jak metronom. Pojawiło się miauczenie Antka, trzask słoika, szum zmywarki i... bębnienie pokrywki w idealnie wyliczonym momencie.

Rodzice słuchali w milczeniu, z uśmiechami na twarzach. Julka zamknęła oczy, jakby naprawdę słyszała najpiękniejszą muzykę świata. W finale pojawiło się ciche, nagrane ziewnięcie – było to idealne zakończenie.

Zapadła cisza, a po chwili rozległy się gromkie brawa.

– To było genialne! – powiedziała mama. – Nigdy nie myślałam, że brzęczenie lodówki może być tak wzruszające.

Tata podniósł zaimprowizowany mikrofon i dodał:

– Proszę państwa, to był najlepszy koncert, na jakim byłem. Nawet jeśli główną rolę grała zmywarka i kapiący kran.

I długo jeszcze tego wieczoru w domu Szymańskich słychać było śmiech, tykanie zegara... i nowe, ukryte próbki zbierane do kolejnych symfonii.

1 komentarz

Genialne 😁 uwielbiamy przygody rodziny Szymańskich 😊 pozdrawiamy 😊

Katarzyna i Wojtek

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze