Ta bajka pasuje na: Ogólnopolski Dzień Głośnego Czytania (29 września)
Zobacz kalendarz świąt w przedszkoluZmierzch zapadał nad lasem tak jak zawsze, ale tego wieczoru nie przynosił ze sobą spokoju. Zamiast sennej ciszy między drzewami niosło się ciche popłakiwanie, skrzypienie posłań i westchnienia zmęczonych rodziców, którzy od kilku nocy nie zaznali odpoczynku.
W dziupli Weroniki dwoje małych wiewiórczych bliźniaków kręciło się na posłaniu z gałązek, nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji. Weronika kołysała je na zmianę, ale każde z nich chciało czegoś innego: jedno ciszy, drugie jeszcze jednej piosenki – i sen nie przychodził do żadnego.
Nieopodal, w norze zajęcy, tata Zdzisław chodził w kółko z małym synkiem na rękach, który wiercił się i popiskiwał, choć dawno minęła już pora snu.
Julian, siedząc przy swoim jelonku, próbował cichej rozmowy o gwiazdach, ale malec i tak co chwilę podskakiwał na dźwięk byle szelestu.
Tak wyglądał już siódmy wieczór z rzędu.
Rano rodzice spotkali się przypadkiem na leśnej ścieżce, każde z podkrążonymi oczami i głosem ochrypłym od kołysanek śpiewanych bez skutku. Po drodze wpadli na Sabinę, która, jak zwykle, miała gotową radę.
– Ciepłe mleko z odrobiną miodu, sprawdzone – powiedziała, kiwając głową z przekonaniem. – Albo liczenie liści przelatujących za oknem. Mnie zawsze pomagało.
Każda rodzina wypróbowała inny z jej pomysłów. Mleko z miodem, liczenie liści, trzykrotne zamiatanie progu przed snem. Nic nie pomogło. Kolejnej nocy było tak samo głośno jak poprzedniej.
Zdzisław, zdesperowany, postanowił spróbować czegoś swojego. Usiadł przy synu i zaczął mu spokojnym, monotonnym głosem opowiadać o planie na jutrzejszy dzień, punkt po punkcie, licząc na to, że nuda zadziała lepiej niż bajka.
– A o której wstajemy? – zapytał synek, nagle bardzo zainteresowany. – A co robimy po śniadaniu? A dlaczego akurat wtedy?
Zamiast uśpić malca, Zdzisław wywołał całą serię pytań, na które musiał cierpliwie odpowiadać jeszcze przez dobrą godzinę.
Następnego ranka, znów wszyscy razem na tej samej ścieżce, wyglądali jeszcze bardziej wyczerpani niż dzień wcześniej. Przez dłuższą chwilę nikt się nie odzywał – każde z nich wstydziło się trochę przyznać, że nie radzi sobie z usypianiem.
– Może to w ogóle nie jest kwestia sposobu – powiedziała w końcu cicho Weronika, pocierając oczy. – Może wszyscy próbujemy tego sami, każde w swojej norze, i dlatego nic nie działa.
W tym momencie na ścieżce pojawił się Karol, niosący naręcze zebranych po drodze orzechów.
– Coś nie tak? – zapytał, widząc ich miny.
Wysłuchał całej historii, kiwając głową, aż w końcu coś sobie przypomniał.
– Wiecie, ja jako mały najlepiej zasypiałem, kiedy ktoś czytał mi na głos. Niekoniecznie mama czy tata. Czasem sąsiad, czasem ktokolwiek, kto akurat miał ochotę. Chyba nie chodziło o to, kto czyta. Chodziło o to, że ktoś w ogóle czyta, a ja mogłem po prostu słuchać.
Rodzice spojrzeli po sobie z powątpiewaniem.
– A jeśli maluchy się przestraszą, że jest nas tak dużo? – zapytał Julian.
– A jeśli będzie za głośno i nikt nie zaśnie? – dodał Zdzisław.
Ale byli już tak zmęczeni, że postanowili spróbować tego jednego wieczoru. Zresztą, gorzej być już nie mogło.
Karol wrócił tymczasem do swojej dziupli i chwilę grzebał w kącie, aż znalazł to, czego szukał – zwinięty kawałek kory ze starą leśną opowieścią, której nie czytał nikomu od lat.
Wieczorem zebrali się na dużej polanie. Każda rodzina przyniosła swoje dziecko owinięte w kocyk z mchu. Bruno, widząc to niecodzienne zgromadzenie, usiadł z boku, żeby nie przeszkadzać, gotów pomóc, gdyby było trzeba.
Karol usiadł pośrodku, rozwinął korę i odchrząknął, jakby szykował się do czegoś ważnego.
Zaczął czytać. Zmieniał głos przy każdej postaci, raz mówiąc basem, raz piskliwie, przerywając w odpowiednich momentach, żeby zawiesić głos w najciekawszym miejscu.
Z początku maluchy kręciły się na kocykach, przekrzykując się nawzajem pytaniami, co będzie dalej i dlaczego akurat tak. Ale w miarę jak Karol czytał, stało się dokładnie odwrotnie, niż obawiali się Julian i Zdzisław – im więcej było wokół słuchaczy, tym ciszej robiło się na polanie. Głosy dzieci cichły jedne po drugich. Bliźniaki Weroniki przestały się wiercić. Synek Zdzisława przestał zadawać pytania i tylko wpatrywał się w Karola szeroko otwartymi oczami, które robiły się coraz cięższe. Jelonek Juliana oparł głowę o ramię taty i po raz pierwszy od tygodnia zamknął oczy bez marudzenia.
Cisza, która zapadła na polanie, była zupełnie inna od tej niespokojnej z ostatnich nocy. Gęstsza, spokojniejsza, jakby cały las wreszcie odetchnął.
Kiedy Karol dokończył ostatnie zdanie i cicho odłożył korę, wszystkie dzieci już spały.
Rodzice patrzyli na siebie w milczeniu – tym razem z ulgi.
Wtedy na skraju polany pojawiła się Sabina, ostrożnie niosąc przed sobą kubek parującego mleka.
– Pomyślałam, że na wszelki wypadek… – zaczęła szeptem i zamilkła, widząc rzędy śpiących maluchów. Postawiła kubek na pniu i usiadła obok, nic już nie mówiąc.
– To nie był żaden magiczny sposób – szepnęła Weronika. – Po prostu byliśmy razem. I każdy mógł usłyszeć ten sam głos naraz.
– Może więc róbmy to częściej – zaproponował Zdzisław, ostrożnie układając syna wygodniej w kocyku. – Chociaż raz w tygodniu. Wspólne czytanie na głos, na zmianę, tak aby każde z nas coś przeczytało.
– A kiedy dzieci podrosną – dodał Julian z uśmiechem – to one będą czytać nam.
Karol wzruszył ramionami i poprawił zwiniętą korę pod pachą.
– W takim razie następnym razem to ja was posłucham.
Został jeszcze jeden problem: żaden z rodziców nie miał już siły, żeby przenieść śpiące dziecko przez pół lasu do domu. Wtedy Bruno wstał ze swojego miejsca z boku.
Brał je po jednym, razem z kocykiem, i niósł na zgiętej łapie tak ostrożnie, jakby to było ptasie jajko. Wiewiórcze bliźniaki do dziupli. Synka Zdzisława do nory. Jelonka Juliana na posłanie z paproci. Wracał tyle razy, ile było trzeba, a szedł tak cicho, że ani jedno z dzieci nawet nie drgnęło.
Kiedy odniósł ostatnie, rodzice chcieli mu podziękować, ale Bruno tylko pomachał łapą i ruszył w stronę swojej gawry, zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć.
Tej nocy las zasnął cały naraz, po raz pierwszy od tygodnia, kołysany nie ciszą, lecz jednym wspólnym głosem, który popłynął przez polanę i dotarł do każdej norki, dziupli i gniazda, jakby cały las słuchał jednej opowieści naraz.
Ogólnopolski Dzień Głośnego Czytania przypada 29 września - zachęcam do wspólnego czytania w Waszych domach i placówkach 🧡
