U Szymańskich – Kraina za lustrem

U Szymańskich – Kraina za lustrem

Popołudniowe słońce wpadało przez okno w przedpokoju pod takim kątem, że w powietrzu tańczyły drobinki kurzu, jakby ktoś rozsypał złoty pył. Duże lustro w drewnianej ramie stało oparte o ścianę tak, jak stało od zawsze, i odbijało kawałek przedpokoju: wieszak z kurtkami, but Antka rzucony byle jak, i pasek światła pełznący powoli po podłodze.

Julka siedziała na najniższym stopniu schodów i próbowała upleść coś z dwóch sznurówek naraz. Jakub, oparty o poręcz, liczył coś pod nosem, poprawiając okulary co kilka sekund, jakby to pomagało myśleć szybciej. Antek nudził się tak bardzo, że postanowił zrobić lustru serię min – najpierw straszną, potem śmieszną, na końcu taką, w której wysunął język tak daleko, jak tylko się dało.

Zamarł.

– Ono... się spóźniło – powiedział cicho.

– Co się spóźniło? – Julka nie podniosła nawet wzroku.

– Moje odbicie! Wysunęłam język, a ono zrobiło to sekundę później! Jakby... jakby robiło coś swojego, a potem musiało mnie dogonić!

Jakub prychnął. – Antek, to się nazywa złudzenie optyczne. Albo zmęczenie oczu.

– Wcale nie! – Antek podszedł bliżej, przyłożył dłoń do szkła. – Zaraz wam pokażę!

I wtedy to zobaczyli.

Na parapecie odbitym w lustrze, dokładnie tam, gdzie w prawdziwym przedpokoju stał tylko wazon, siedział Pyzaty Miś Antka – ten sam, którego Antek zostawił rano na łóżku, w swoim pokoju, dwa piętra dalej.

Cisza.

A potem Antek krzyknął tak głośno, że Łatek zaszczekał gdzieś w kuchni.

– ON TAM JEST! MÓJ MIŚ TAM JEST!

Julka poderwała się ze schodów. Jakub zamrugał, zdjął okulary, przetarł je rękawem i założył z powrotem, jakby to miało coś zmienić.

– To niemożliwe – powiedział, ale głos miał już mniej pewny niż przed chwilą.

– Sprawdź! Idź sprawdź, czy jest na łóżku! – zawołała Julka.

Antek pognał na górę, wrócił po dziesięciu sekundach bez tchu.

– Nie ma go! Nie ma go na łóżku! On tam jest, po drugiej stronie!

Zaczęli działać. Antek pierwszy przyłożył twarz do lustra – i boleśnie zderzył nos ze szkłem.

– Ała.

– Genialna metoda – mruknął Jakub, ale i on już przesuwał dłonią po ramie, szukając czegoś – szczeliny, guzika, czegokolwiek.

Julka chuchnęła na szkło, jakby chciała je zamglić i zajrzeć głębiej. Nic.

– Musi być jakiś sposób – powiedziała. – To lustro nie zrobiłoby czegoś takiego bez powodu.

Jakub przyglądał się odbiciu przez dłuższą chwilę, marszcząc brwi. Wazon w lustrze stał po lewej, choć naprawdę stał po prawej. Zegar na ścianie odbicia wskazywał inną godzinę niż zegar prawdziwy – i, o ile Jakub dobrze widział, jego wskazówki poruszały się do tyłu.

– Zaczekajcie – powiedział wolno. – Tam wszystko jest na odwrót. Dosłownie wszystko.

– No i co z tego? – Antek pocierał nos.

– A to, że może... żeby wejść, trzeba zrobić coś na odwrót.

Julka spojrzała na niego z uznaniem, jakby właśnie wygrał coś ważnego. – Na odwrót jak?

Zaczęli próbować. Antek odwrócił się plecami do lustra i zrobił krok do tyłu – nic. Julka powiedziała „żegnaj” zamiast „cześć” – nic. Jakub, marszcząc czoło, zapukał w szkło od dołu do góry zamiast od góry do dołu.

Nic. Nic. Nic.

– Może trzeba to zrobić razem – powiedziała w końcu Julka. – Wszyscy naraz. Wszystko na odwrót naraz.

Stanęli w rzędzie. Odwrócili się plecami do lustra. Antek podniósł rękę do pożegnania, choć mieli przecież przywitać się z krainą, nie pożegnać. Julka wypowiedziała swoje imię od tyłu – „AkluJ” – co brzmiało tak absurdalnie, że o mało się nie roześmiała w połowie zdania. Jakub zamknął oczy zamiast je otworzyć.

Powietrze zafalowało, jakby ktoś przesunął dłonią po tafli wody.

Kiedy się odwrócili, przedpokój wyglądał... prawie tak samo. Ale tylko prawie.

Wazon stał po niewłaściwej stronie. Kurtki na wieszaku wisiały tyłem do przodu. A zegar, ten sam, cofał się z cichym „tik-tik-tik” w złą stronę.

– Jesteśmy w środku – szepnął Antek, tym razem bez krzyku, jakby sam się siebie przestraszył.

Ruszyli korytarzem, który w zwykłym domu prowadził prosto do kuchni – tu jednak, im dalej szli, tym bardziej oddalali się od miejsca, do którego zmierzali.

– Idziemy nie w tę stronę – warknął Jakub po chwili, poirytowany.

– To Kraina Odwrócona – przypomniała Julka. – Może... trzeba iść w tę stronę, w którą nie chcemy iść?

Zawrócili. I korytarz, wbrew wszelkiej logice, zaczął się skracać.

Po drodze natknęli się na coś, co wyglądało jak Łatek – tyle że kiedy Antek zawołał go po imieniu, pies-odbicie odwrócił się i uciekł w przeciwną stronę. Kiedy jednak Antek krzyknął „NIE PODCHODŹ!”, Łatek-odbicie podbiegł prosto do nich, merdając ogonem na odwrót, czyli głową.

– To działa za każdym razem! – zawołał Antek z entuzjazmem, próbując już rozkazać psu, żeby „na pewno nie” pokazał im drogi.

Pies zaprowadził ich – tyłem, ku ich zdumieniu, ale skutecznie – do pokoju, który był odbiciem pokoju dzieci. Na łóżku, dokładnie w miejscu, gdzie Miś powinien leżeć po prawej stronie poduszki, siedział on sam – po lewej.

Antek rzucił się w jego stronę, ale gdy tylko wyciągnął ręce, miś... zsunął się dalej, jakby go odpychał niewidzialny prąd.

– Nie możesz go po prostu wziąć – zauważył Jakub, myśląc szybko. – Nic tutaj się „po prostu” nie robi.

– To jak? – Antek zacisnął pięści.

Julka spojrzała na łóżko, na okno, na cały odwrócony pokój – i nagle zrozumiała.

– Nie bierz go. Odłóż coś. Oddaj coś w zamian, tak jak wszystko tu jest odwrotnością brania.

Antek przez sekundę wyglądał, jakby miał zaprotestować – to był przecież JEGO miś – ale sięgnął do kieszeni i wyjął mały, gładki kamyk, który nosił tam od tygodnia bez żadnego powodu poza tym, że mu się podobał. Położył go dokładnie tam, gdzie leżał miś.

Miś zsunął się z powrotem – tym razem prosto w ręce Antka.

– MAM GO! – Antek przytulił misia tak mocno, że aż zapiszczał.

– Musimy wracać – powiedziała Julka, słysząc, jak zegar w oddali tyka coraz szybciej, jakby czas przyspieszał, próbując ich dogonić.

Wrócili tą samą drogą – tyłem, z zamkniętymi oczami, wymawiając imiona od końca – i po chwili poczuli pod stopami znajomą podłogę przedpokoju. Wazon stał tam, gdzie zawsze. Zegar prawidłowo odliczał czas.

Antek, wciąż z misiem w objęciach, dyszał, jakby przebiegł całe podwórko.

– To było... – zaczął Jakub, poprawiając okulary drżącą jeszcze trochę ręką.

– Niemożliwe? – podpowiedziała Julka z uśmiechem.

– Miałem powiedzieć: fascynujące. Ale niech będzie i niemożliwe.

Antek wreszcie odetchnął spokojnie i spojrzał w stronę lustra, w którym znów odbijał się zwyczajny przedpokój – i troje zwyczajnych, zdyszanych dzieci. Lustro w przedpokoju stało tak samo nieruchomo jak zawsze, skrzypiąc lekko w ramie, jakby chciało powiedzieć, że niektóre drzwi otwierają się tylko dla tych, którzy potrafią spojrzeć na świat na odwrót.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze