U Szymańskich - Sekrety supernosa

U Szymańskich - Sekrety supernosa

Słońce grzało mocno, bardzo mocno. Lipcowy dzień leniwie zaglądał przez okna do salonu Szymańskich. W całym domu pachniało chrupiącą kruszonką i truskawkami. Mama właśnie wyjęła z piekarnika świeże ciasto.

Na chłodnych kafelkach w kuchni leżał Łatek. Rozciągnął się jak długi. Wyglądał, jakby smacznie spał, ale jego nos… nos żył własnym życiem! Różowo-czarny nos psa drgał bez przerwy. Ruszał się w górę, w dół i na boki.

– Popatrzcie na Łatka – szepnął Antek, kucając przy psie. – On chyba nadaje jakiś komunikat. Jak tajny agent!

Julka i Jakub podeszli bliżej.

– On nie nadaje, Antku. On odbiera – wyjaśnił Jakub ze swoją stałą, naukową powagą. – Czytacie oczami, prawda? A Łatek czyta nosem. Dla niego zapachy są jak litery w wielkiej książce.

– To znaczy, że teraz czyta o truskawkach mamy? – spytała z uśmiechem Julka.

– Na pewno! Ale też o kurzu pod szafą, nowych butach taty i nowym psie sąsiada, którego tak uwielbia – odparł Jakub.

– Skoro na zewnątrz jest tak ciepło, to w parku ta zapachowa książka musi być fascynująca! – zawołał Tata, wchodząc do pokoju z kocem pod pachą. – Co powiecie na rodzinną wyprawę pod dęby?

– Tak! – krzyknęli chórem Jakub, Julka i Antek.

Park przywitał ich przyjemnym chłodem. Zielone korony drzew tworzyły wielki, naturalny parasol. Tata rozłożył koc na miękkiej trawie. Mama wyciągnęła z torby butelkę chłodnej wody i miskę dla Łatka. Pies natychmiast wypił wodę, a potem… ruszył do pracy.

– Patrzcie, teraz wertuje pierwszą stronę! – zaśmiała się Julka, wskazując na Łatka, który intensywnie wąchał pień starego dębu.

– Oho, przeszedł do działu wiadomości sportowych – dodał Antek, gdy pies zaczął energicznie kopać w kępce koniczyny.

Wszyscy troje chodzili za Łatkiem krok w krok, obserwując jego niezwykły zmysł. Jakub zauważył, że pies potrafi zignorować głośny warkot kosiarki w oddali, ale natychmiast unosi głowę, gdy wiatr przyniesie ledwo wyczuwalny zapach dzikiej róży.

Sielankę przerwał jednak nagły, zaniepokojony głos taty:

– O nie… To niemożliwe.

Mama odwróciła się szybko. Tata przeszukiwał wszystkie kieszenie. Najpierw w spodniach, a następnie wywrócił na drugą stronę kieszenie plecaka. Nic.

– Co się stało, tato? – zapytał Jakub.

– Zgubiłem klucze do domu. Cały pęk. Musiały mi wypaść, gdy szliśmy przez te wysokie trawy przy alei. Bez nich nie wejdziemy do domu.

Wszyscy zamarli. Spojrzeli na gęsty, zielony dywan traw, który ciągnął się wzdłuż ścieżki. Znalezienie małego pęku kluczy w takim gąszczu graniczyło z cudem. Słońce zaczynało powoli opadać, a w brzuchach dzieci cicho burczało na myśl o domowym cieście.

– Spokojnie – powiedział Jakub, poprawiając okulary. – Nasze oczy tu nie pomogą. Ale mamy przecież eksperta.

Wszyscy spojrzeli na Łatka. Pies siedział grzecznie, przekrzywiając głowę, jakby pytał: „No to jaki jest plan?”.

– Rusza Parkowy Oddział Tropiący! – ogłosił dumnie Antek.

Działali razem, jak prawdziwy zespół. Julka nalała Łatkowi jeszcze trochę świeżej wody, żeby pies miał siłę i czysty nos. Antek pobiegł do koca i przyniósł zapasową smycz Taty.

– Łatek, niuchaj. Szukaj Taty! – powiedział Antek, podsuwając psu skórzany pasek. Smycz pachniała dokładnie tak samo jak zgubiony pęk kluczy – domem, Tatą i metalem.

Łatek fuknął głośno. Dotknął smyczy mokrym nosem, a potem ruszył przed siebie. Cała rodzina Szymańskich szła gęsiego tuż za nim.

Pies prowadził ich z powrotem wzdłuż ścieżki. Przez chwilę zatrzymał się przy porzuconym papierku po lodach.

– Nie, Łatku, to nie to! – zawołała cicho Julka.

Łatek tylko parsknął, jakby chciał powiedzieć: „Wiem, co robię, Julko!”. Minął papierek i skręcił prosto w gęste zarośla paproci, tuż pod wielką lipą. Zaczął intensywnie węszyć wokół ziemi, a jego ogon poruszał się jak szalony w prawo i w lewo.

Niuch, niuch, nich.

Pies zamarł. Trącił nosem coś zielonego.

Antek podbiegł pierwszy, ukląkł na kolana i rozsunął szerokie liście paproci. W gęstym mchu błyszczało coś srebrnego.

– Są! Klucze! – krzyknął uradowany chłopiec, unosząc pęk do góry.

W parku rozległy się radosne brawa. Tata podniósł Łatka i mocno go przytulił, a pies z wdzięcznością polizał go po policzku.

Gdy wrócili na koc, Mama uroczyście ukroiła każdemu po wielkim kawałku truskawkowego ciasta. Łatek oczywiście nie mógł jeść ciasta, ale dostał od dzieci swój ulubiony, pachnący suszonym mięsem przysmak. Zajadał go z wielkim apetytem, leżąc dumnie na środku koca.

Wieczorem, gdy dzieci leżały już w swoich łóżkach, w pokoju panował przyjemny półmrok.

– Wiecie co? – szepnęła Julka, naciągając kołdrę pod samą brodę. – Łatek naprawdę ma supermoce.

– Ma – zgodził się Jakub. – Ale najlepsze jest to, że nie potrzebuje do tego peleryny ani maski. Wystarczy jego własny, niezwykły nos.

– I to, że nas rozumie – dodał cicho Antek, zamykając oczy. – Bo najsilniejszą supermocą jest to, jak bardzo się nawzajem potrzebujemy.

Z salonu dobiegło ciche, spokojne chrapanie Łatka. Pies smacznie spał, a jego mały, czarny nos odpoczywał po dniu pełnym wielkich odkryć. Świat Szymańskich był bezpieczny, zamknięty na odnalezione klucze i pełen miłości

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze