Za oknem było biało, niczym w cukiernicy pełnej pudru. Śnieg sypał drobnymi płatkami i osiadał na parapecie, a lampy uliczne rzucały na niego złote plamy światła. W domu Szymańskich panował ten szczególny, zimowy spokój. W kuchni wciąż pachniało herbatą z miodem, w salonie mrugały lampki na małej dekoracji, a rodzice krzątali się ciszej niż zwykle, starając się nie zakłócić wieczornej ciszy.
W pokoju rodzeństwa spokój nie miał jednak żadnych szans.
Antek siedział na dywanie wśród pluszaków niczym ich wielki wódz. Po lewej stronie miał misia z lekko przykrzywionym uchem, po prawej psa z łatką na brzuchu, a na kolanach pingwina, który wyglądał, jakby lada moment zamierzał czmychnąć do lodówki.
– Proszę państwa! – Antek wstał nagle i uniósł ręce do góry. – Ogłaszam… ZIMOWY BAL PLUSZAKÓW!
Julka podniosła wzrok znad książki. Jakub przestał układać klocki w równy rządek, nad którym pracował z taką skupioną miną, jakby budował magazyn części do statku kosmicznego.
– Bal? – Julka zmrużyła oczy. – A kto jest zaproszony?
– Wszyscy! – Antek zakręcił się w miejscu. – Pluszaki! I… my też, bo ktoś musi pilnować, żeby nie było awantur na parkiecie.
Jakub poprawił okulary. – Bal wymaga planu. Muzyki. Oświetlenia. Zaproszeń.
– I konferansjerki! – Julka odłożyła książkę i uśmiechnęła się szeroko. – Mogę prowadzić.
– A ja będę DJ-em! – Jakub uniósł palec. – Tylko nie z telefonu. Tata mówił, że jak się długo puszcza, to potem „bateria płacze”.
– To weźmiemy płytę! – Antek aż podskoczył. – Z salonu! Tam są takie krążki, które się wkłada do odtwarzacza i one… robią muzykę niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki!
– To się nazywa „płyta CD”, Antku – wyjaśniła Julka. – I to nie czary, tylko technologia.
– A technologia to czary dorosłych – podsumował Antek z powagą.
Wyprawa po płytę była jak misja specjalna. Dzieci wyszły na palcach z pokoju, korzystając z tego, że rodzice byli w kuchni. Julka prowadziła, Jakub szedł za nią, a Antek – jak zwykle – był gotów do najmniej potrzebnych komentarzy. W salonie stała mała wieża, a obok półka z płytami. Julka przesuwała palcem po okładkach.
– O! Są „Zimowe melodie” – szepnęła. – To będzie pasowało.
Jakub zerknął na tytuł. – Idealne. Melodie powinny być spokojne na początek, potem możemy przejść do szybszych.
Antek znalazł płytę z napisem „Hity do tańca” i zrobił minę, jakby właśnie udowodnił światu coś niezwykle istotnego. – To też jest zimowe, bo jak się człowiek rusza, to robi mu się ciepło!
– Zaczniemy od zimowych – zdecydowała Julka. – A potem… zobaczymy, czy pluszaki mają kondycję na hity.
Wrócili do pokoju jak tajna ekipa i od razu rozpoczęli budowę sali balowej. Dywan stał się parkietem. Krzesła ustawili pod ścianą jako loże dla gości, a z koca zrobili kulisy. Na szafce nocnej Julka postawiła kartkę z napisem: „Zimowy Bal Pluszaków – wejście tylko w dobrym humorze”.
– Potrzebujemy jeszcze oświetlenia – oznajmił Jakub i przyniósł małą lampkę oraz świecący łańcuszek, którego Julka używała czasem jako dekoracji.
Antek w tym czasie zajął się najważniejszym: ustawianiem gości w równych rzędach na kształt uroczystej parady.
– Proszę państwa, przedstawiam uczestników balu! – zaczął, wskazując palcem. – To jest Miętusek, miś podróżnik. Przeżył upadek z łóżka i nie boi się już niczego. To jest Pani Puch, króliczka artystka. Ona maluje… niewidzialne obrazy. To jest Kapitan Ping, pingwin kapitan. Nie ma statku, więc dziś z nami zatańczy.
– Kapitan Ping bez statku? – Julka uniosła brew. – To smutna historia.
– Nie! – Antek machnął ręką. – On ma statek w sercu.
Jakub przyniósł zeszyt. – Julka, ty jako konferansjerka powinnaś mieć program wydarzeń.
Julka aż klasnęła w dłonie. – O, to mi się podoba. Dobrze. Program: powitanie, pierwszy taniec, konkurs na najpiękniejszy strój, przerwa na herbatkę… dla pluszaków… to znaczy, przerwa na wodę dla organizatorów… i wielki finał!
– I obowiązkowo wybór Króla albo Królowej Balu – dodał Antek.
Tu pojawił się pierwszy problem. – Królową powinna być Pani Puch – oznajmiła Julka, bo króliczka miała wstążkę, która wyglądała zupełnie jak tiara.
– A królem powinien być Kapitan Ping! – Antek natychmiast postawił pingwina na środku. – Bo on jest kapitanem, a kapitan to prawie jak król, tylko pachnie rybą.
Jakub spojrzał na nich niczym mediator na szczycie dyplomatycznym. – Proponuję rozwiązanie naukowe: konkurs. Kto lepiej zatańczy, ten wygra.
– A kto będzie tańczył? – Julka roześmiała się. – Przecież to my będziemy nimi poruszać!
Antek wyprostował się dumnie. – I właśnie dlatego to będzie konkurs umiejętności kierowania pluszakami. To bardzo odpowiedzialne zadanie.
Julka wzięła głęboki oddech, po czym stanęła na łóżku jak na prawdziwej scenie. – Szanowni państwo, drogie maskotki, witamy na Zimowym Balu Pluszaków! Prosimy o zajęcie miejsc… to znaczy, pozycji tanecznych!
Jakub włożył płytę do odtwarzacza, nacisnął przycisk i… z głośników popłynęła spokojna melodia. Taka, przy której nawet śnieg za oknem wyglądał, jakby tańczył walca.
– Oooo… – westchnął Antek. – To brzmi jak ślizganie się po lodzie w samych skarpetkach.
Pluszaki ruszyły na parkiet. Miętusek kołysał się w łapkach Julki, Pani Puch wykonywała eleganckie obroty, a Kapitan Ping… wpadł na pluszowego psa, bo Antek uznał, że pingwiny potrafią robić błyskawiczne piruety.
– Uwaga, zderzenie na parkiecie! – ogłosiła Julka. – Prosimy wezwać… pluszowego lekarza!
– Ja jestem lekarzem! – krzyknął Antek. – Diagnoza: trzeba więcej tańca!
Bal rozkręcał się coraz bardziej. Po kilku utworach Julka była już w swoim żywiole. Prowadziła zabawę z taką pasją, jakby występowała na wielkiej scenie, a nie w pokoju, w którym w rogu tajemniczo leżały trzy pary porzuconych skarpetek.
– Drodzy goście! – oznajmiła, trzymając długopis zamiast mikrofonu. – Czas na konkurs: Najbardziej Elegancki Strój Zimowego Balu!
Antek natychmiast rzucił się do „garderoby”, czyli szuflady z drobiazgami. Wyciągnął wstążkę, opaskę i jedną, zupełnie niepasującą rękawiczkę.
– Kapitan Ping będzie miał pelerynę! – stwierdził i zawinął pingwina w rękawiczkę tak starannie, że ten wyglądał jak mały, czarny naleśnik z dziobem.
– To jest… zaskakująco eleganckie – przyznała w imieniu króliczki Julka. – Dziękujemy.
Jakub, odpowiedzialny za oprawę, dołożył efekty specjalne: poruszał lampką tak, by na ścianach tańczyły cienie, a łańcuszek światełek mrugał niczym prawdziwa kula dyskotekowa.
– DJ Jakub – szepnął Antek z uznaniem. – Robisz magię prądem.
Potem przyszedł czas na konkurs taneczny. – Prosimy o ustawienie się w parach! – zarządziła Julka.
– A co, jeśli ktoś nie ma pary? – zapytał Jakub.
Antek rozejrzał się po pluszakach i nagle spoważniał. – Kapitan Ping nie ma pary. Bo jest samotnym kapitanem.
Zrobiło się na moment ciszej. Julka spojrzała na pingwina, potem na brata. – To żaden problem – powiedziała łagodnie. – Kapitan Ping może tańczyć z Miętuskiem. Miętusek jest podróżnikiem, a podróżnicy lubią poznawać nowych znajomych.
Antek rozjaśnił się natychmiast. – Tak! I to będzie taniec… na fali lodowej!
Pluszaki wirowały w rękach dzieci. Wszyscy śmiali się tak głośno, że w pewnej chwili Julka musiała uciszać publiczność – czyli samą siebie i braci.
– Prosimy o zachowanie powagi – ogłosiła teatralnie. – To wydarzenie kulturalne.
– Kulturalne, ale z pingwinem w rękawiczce! – chichotał Antek.
Jakub zmienił płytę na tę z hitami, uznając, że bal wszedł w fazę energetyczną. Muzyka przyspieszyła, a Antek od razu zaproponował taniec szalonych skoków.
– Skoki robią tylko ci, którzy mają odwagę! – zawołał.
– Pluszaki mają odwagę, bo nie mają kolan – stwierdził filozoficznie Jakub.
– I nie mają hamulców! – dodała Julka.
Pingwin został podniesiony wysoko i wystartował niczym rakieta. Miętusek wykonywał dystyngowane kroki, jakby był na balu u królowej. Pani Puch kręciła się w kółko, aż Julka musiała ją na chwilę posadzić.
– Króliczka ma zawroty… uszu – ogłosiła.
Z czasem jednak w powietrzu, obok śmiechu i muzyki, zaczęło pojawiać się coś jeszcze: ziewanie. Najpierw Jakub ziewnął dyskretnie, jak ktoś, kto za nic nie chce przyznać się do zmęczenia.
– DJ nie ziewa – mruknął pod nosem, ale zaraz ziewnął drugi raz, znacznie szerzej.
Julka nadal starała się prowadzić bal profesjonalnie, jednak jej głos stawał się coraz bardziej miękki. – A teraz… prosimy o… przerwę… na… – przerwała, by ziewnąć – …przerwę na oddech.
Antek walczył dzielnie, ale powieki robiły mu się ciężkie. – Ja nie jestem zmęczony – oznajmił, po czym ziewnął tak potężnie, że pingwin prawie wypadł mu z rąk.
Julka spojrzała na nich z czułością. – Drodzy goście – powiedziała szeptem – nadszedł czas na finałowy taniec. Taki spokojny. Taniec ciszy.
Jakub ponownie włączył „Zimowe melodie”. Muzyka znowu stała się kołysząca, przypominając śnieg opadający powoli na ziemię. Dzieci ułożyły pluszaki na dywanie w parach: miś obok króliczki, pingwin z psem, a kilka mniejszych maskotek „zasiadło” w loży na krześle, niczym widzowie po udanej imprezie. Julka przykryła część z nich małym kocykiem.
– Żeby nie zmarzły po tańcu – szepnęła.
Antek leżał już na brzuchu z policzkiem przytulonym do dywanu. – Ja tylko… zamknę oczy… na jedną sekundę – mruknął.
– To będzie długa sekunda – powiedział Jakub i sam usiadł pod ścianą, opierając głowę o łóżko.
Julka chciała jeszcze coś dopisać do programu, ale długopis wysunął jej się z palców. Położyła się między pluszakami, jakby sama była jedną z nich. Ostatnie, co dostrzegła, to migoczące lampki i pingwin w rękawiczce, stojący dumnie na środku parkietu.
Późnym wieczorem rodzice zajrzeli do pokoju. Drzwi uchyliły się cicho. W ciemności, rozświetlonej tylko blaskiem lampek, zobaczyli niezwykły widok: podłoga wyglądała jak sala balowa po wielkiej fecie. Pluszaki ustawione w parach sprawiały wrażenie, jakby właśnie skończyły tańczyć ostatniego walca. A wśród nich – troje śpiących dzieci, przykrytych kocem, z malującymi się na twarzach uśmiechami.
Mama przyłożyła palec do ust. Oboje z tatą starali się zachować całkowitą ciszę.
– Zobacz… – szepnął tata. – Oni naprawdę zrobili bal.
Mama podeszła bliżej i delikatnie poprawiła koc na ramieniu Julki. Potem starannie przykryła Jakuba i Antka.
– I zasnęli w trakcie – uśmiechnęła się pod nosem. – Najlepsze bale to te, które kończą się snem.
Tata przyjrzał się pingwinowi w rękawiczce. – Ten tu wygląda, jakby wciąż był w ruchu.
– Może i tak – odparła szeptem mama. – Kiedy my śpimy, pluszaki mają swoje sprawy.
Rodzice zgasili górne światło, zostawiając tylko drobne lampki, które lśniły nad cichym parkietem niczym gwiazdy. Zamknęli drzwi prawie bezszelestnie.
Komentarze: 0