U Szymańskich - Śniadanie do łóżka

U Szymańskich - Śniadanie do łóżka

Słońce dopiero zaczynało zaglądać przez zasłony, kiedy z pokoju dzieci Szymańskich dało się usłyszeć ciche:
– Julka… śpisz?

Julka przewróciła się na drugi bok.
– Teraz już nie.

– Mam pomysł – szepnął Antek. – Zróbmy rodzicom śniadanie do łóżka!

Julka uchyliła jedno oko.

– To brzmi… bardzo miło. I niebezpiecznie.

– Ale pomyśl! – ciągnął Antek z entuzjazmem. – Zaskoczenie! Uśmiechy! Może nawet pozwolą nam potem nie sprzątać pokoju!

Z górnego łóżka zsunął się Jakub, przecierając oczy.
– Kto komu co pod łóżko?

– My robimy śniadanie rodzicom – powtórzył Antek. – Bez pytania. Sami. Sekretnie.

Jakub ziewnął.
– Okej, ale tylko jeśli nie robimy omletów. To już wiem, że kończy się źle.

– Zgoda – odparła Julka. – Zróbmy coś prostego. Jajka na twardo, herbatę, może tost?

– I banana – dorzucił Antek. – Banany zawsze wyglądają jakby się cieszyły.

W kuchni zapadła cisza. Dzieci stały w półkolu, wpatrując się w blat.

– Operacja Śniadanie – rozpoczęta – szepnął Jakub, zakładając ręcznik na szyję jak fartuch.

Julka rozejrzała się.
– Każdy wybiera zadanie. Ja robię tosty. Antek – herbata. Jakub – jajka.

Antek wyciągnął dwie torebki herbaty – malinową i cytrynową.

– Zrobię z obu. Będzie podwójny smak! Albo nowy gatunek!

– Ostrożnie z cukrem – powiedziała Julka. – Mama nie lubi za słodkiej.

Antek skinął głową z powagą.
– Jedna łyżeczka dla mamy, jedna dla taty… i jedna dla szczęścia.

Po chwili do kubków chlupnęła woda, a Antek rozradowany zamieszał tak energicznie, że herbata zalała spodek.

– Dobrze, że nie zrobiliśmy kawy – westchnęła Julka.

Jakub tymczasem trzymał jajko i patrzył na nie z namysłem.

– Co z nim zrobić, żeby się ugotowało?

– Wrzucić do wody i poczekać – poradziła Julka. – Tylko nie rozbijaj go wcześniej!

– A jeśli się nie ugotuje? – zapytał Jakub.

– Wtedy go nie podamy – rzucił Antek znad herbaty.

Jakub włożył jajka do garnka i nalał wody, ale zapomniał o ogniu.

– One pływają! To znaczy, że się gotują?

– Raczej że nie są przyklejone do dna – odpowiedziała Julka. – Włącz gaz.

Chwilę później kuchnia wypełniła się podejrzanym syczeniem i parą. 

– To chyba działa. Może zrobię karteczki z napisem „Najlepsi rodzice świata”?

– I przykleisz je do banana? – zapytała Julka.

– A czemu nie? Banan wygląda jak uśmiech. Trzeba tylko dorysować oczy.

Tosty wyszły... nierówno. Jeden był złocisty, drugi lekko czarny, trzeci przypominał jakiś nieznany kontynent. Julka uznała, że to tost artystyczny i że tak miało przecież być.

Jajka bulgotały podejrzanie. Jakub z dumą powiedział:

– Gotują się. Albo się topią.

Herbata parowała jak gejzer. Antek próbował ją przelać do filiżanek i polał rękaw.

– To nic – mruknął. – Ciepło. Jak miłość.

Na koniec dzieci ustawiły wszystko na jednej tacy:
– dwa talerzyki,
– filiżanki z herbatą,
– tosty w różnych stylach,
– jajka w skorupkach,
– banana z uśmiechem i dorysowanymi oczami

Julka spojrzała na ich dzieło.

– Trochę się chwieje, ale wygląda… z sercem.

– To najważniejsze – powiedział Antek, trzymając karteczkę „Dla Najlepszych Rodziców Świata”.

Jakub spojrzał w stronę sypialni.

– Gotowi?

– Tylko nie potknij się – ostrzegła Julka. – I nie mów nic o jajkach.

– Ani o herbacie – dodał Antek.

Dzieci ruszyły z tacą w stronę drzwi rodziców. Krok za krokiem. Ostrożnie.

Za drzwiami słychać było cichy śmiech. Rodzice już dawno słyszeli ich batalię w kuchni, ale czekali w łóżku, udając zaspanych.

Julka odchrząknęła teatralnie i zapukała.

– Proszę państwa! Z okazji niedzieli i miłości dzieci do rodziców, dostarczamy śniadanie prosto do łóżka!

– Razem z uśmiechniętym owocem! – dodał Antek.

Drzwi się otworzyły. Dzieci wkroczyły z tacą jak kelnerzy z gwiazdkowej restauracji. W rękach trzęsła się herbata, tosty pachniały lekko... przypaleniem, a jajka wyglądały, jakby przeżyły coś niepokojącego.

Tata usiadł na łóżku i założył okulary.

– Co my tu mamy…?

– Śniadanie z miłością – powiedziała Julka. – I herbatę ze szczęściem.

– I banan z oczami – uzupełnił Antek.

Rodzice spojrzeli na dzieci, na tacę, na siebie… i się uśmiechnęli.

Ale o tym – już w drugiej części.

Tata spojrzał na tacę z uśmiechem pełnym odwagi.

– No dobrze. A to co?

– Tost w kształcie nieznanego kontynentu – powiedziała Julka z dumą. – I drugi bardziej przypieczony, ale to dlatego, że... to kontynent ognia!

– Jajka z niespodzianką – dodał Jakub. – Bo nie jesteśmy pewni, czy są gotowane, czy jeszcze al dente.

Antek postawił filiżanki z herbatą na szafce nocnej.

– I napój szczęścia. Malinowo-cytrynowy. Słodzony z sercem.

Mama wzięła łyk herbaty.

– O… tak, zdecydowanie czuję serce – powiedziała, kiwając głową. – I… sześć łyżeczek cukru?

– Trzy – poprawił Antek. – Ale stołowe.

Tata wziął do ręki jajko, obejrzał je z każdej strony, jakby to była zagadka detektywistyczna, a potem delikatnie stuknął nim o talerzyk.

Kiedy skorupka pękła, z wnętrza wypłynęło… coś między surowym białkiem a nieśmiałym żółtkiem.

– To… chyba jajko-poeta – powiedział tata. – Nie chciało się do końca określić.

Julka jęknęła.

– Czyli się nie udało?

Mama uśmiechnęła się szeroko.

– Ależ skąd! To najlepsze śniadanie w historii!

– Najlepiej przypalone tosty, najsłodsza herbata i najbardziej zagadkowe jajko, jakie jadłam – potwierdziła mama. – Ale zrobione z miłością. I nic nie smakuje lepiej.

– Naprawdę? – zapytały dzieci równocześnie.

– Naprawdę – zapewnił tata, biorąc ostrożny gryz tosta. – I ten chrupiący brzeg? Mistrzostwo.

Po śniadaniu dzieci usiadły na brzegu łóżka, rozpromienione. Julka zapytała:

– A co teraz?

– Teraz – powiedziała mama, wstając – oficjalnie ogłaszamy DZIEŃ W PIŻAMACH.

– Cały dzień? – zdziwił się Jakub.

– Tak. Zero pośpiechu, zero sprzątania, żadnych obowiązków. Po prostu bycie razem.

– A co z drugim śniadaniem? – spytał Antek z niepokojem. – Bo to pierwsze było bardziej… pokazowe.

– Drugie zrobimy razem – powiedziała mama. – I tym razem pokażemy wam, jak ugotować jajka, które nie uciekają z talerza.

– I jak posłodzić herbatę tak, żeby nie chrupała – dodał tata.

Julka uśmiechnęła się.

– To co, śniadanie do łóżka było jednak sukcesem?

– Największym – odpowiedziała mama, przytulając dzieci. – Bo najważniejsze było to, że zrobiliście to dla nas. Sami, z sercem i pełnym zaangażowaniem.

– I bez nadzoru! – dodał dumnie Antek.

Tata spojrzał z ukosa.

– Tylko proszę, następnym razem dajcie znać, zanim włączycie gaz. Nasze serca też potrzebują nadzoru.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN