Świąteczna misja Szymańskich - Rozdział 1.

Świąteczna misja Szymańskich - Rozdział 1.

W domu Szymańskich przygotowania do świąt trwały w najlepsze. Salon zdobiła już pięknie udekorowana choinka, której igły pachniały świeżym lasem. Na jej gałązkach lśniły kolorowe bombki i ręcznie robione ozdoby. Wokół sofy, przy stole i przy choince krzątało się troje dzieci – rodzeństwo trojaczków, które zawsze trzymało się razem, choć każde z dzieci miało swój własny niepowtarzalny charakter.

Julka, starsza od swoich braci o kolejno pięć i dziesięć minut, miała artystyczną duszę. Każdą rzecz dopracowywała w najdrobniejszym szczególe, a stworzenie z pierniczków małych dzieł sztuki uważała za swój obowiązek. Jej jasne włosy były zawiązane kokardką, a w tej chwili zajmowała się lukrowaniem korzennych bałwanków, starannie wybierając kolory.

Obok niej stał Antek, który w naturalny sposób przewodził rodzeństwu. Był najodważniejszy i najgłośniejszy, a to często oznaczało, że to właśnie jego pomysły przeważały w rodzinnych zabawach. Teraz, choć sam nie mógł doczekać się świąt, bawił się w komentowanie tego, co robiła Julka – jako lider zawsze miał swoje zdanie, nawet w kwestii lukru.

Jakub, w okularach i z książką w ręku, do wszystkiego podchodził z naukowym zacięciem. Jego analityczny umysł skłaniał go do zadawania pytań i badania świata. Nawet teraz kieszenie jego spodni skrywały pozostałości po niedawnych eksperymentach – kawałki kory cynamonu i okruchy piernika, które testował ukradkiem, badając ich smak. Trzeba przyznać, że bardziej przypominało to podjadanie, niż prawdziwe eksperymenty.

– Julka, nie wykładaj całego lukru na jednego bałwanka! – śmiał się Antek, kręcąc głową. – On jest bielszy niż śnieg na podwórku!

– Jakub, a ty przestań podjadać! Mikołaj cię widzi! – Julka upomniała drugiego brata jakby w odpowiedzi.

Mama, która przygotowywała na kuchennym blacie ciasto na pierogi, zerknęła na dzieci z rozbawieniem. Dzieci były wyraźnie podekscytowane zbliżającymi się świętami i nic dziwnego – co roku święta u Szymańskich były wyjątkowe, pełne zabaw, niespodzianek i magii.

Tata natomiast próbował rozwiesić ostatnie świąteczne lampki. Trochę się z nimi męczył, czego dzieci nie omieszkały skomentować.

– Tato, tylko postaraj się nie przewrócić choinki! – ostrzegł Jakub, kiedy tata z zacięciem na twarzy wieszał przewód pod sufitem.

– Spokojnie, choinka jest bezpieczna. Mocno jesteście zajęci? Czas przejrzeć świąteczne kartki od naszych najbliższych.

Tata wziął ze stolika stos świątecznych kartek i zaczął je przeglądać. Większość wyglądała podobnie, ale w pewnym momencie jego wzrok padł na coś nietypowego. Wśród kopert z życzeniami od przyjaciół i rodziny znalazł coś, co wyglądało zupełnie inaczej niż reszta.

– O! A co my tu mamy?

Była to czerwona koperta ze złotymi zdobieniami, delikatnie pachnąca świerkiem i jakby… lśniąca. W rogu widniał stempel z gwiazdką. Tata podniósł kopertę, marszcząc czoło.

– Spójrzcie na to – powiedział, pokazując tajemniczy list reszcie rodziny. – Czy to list od Świętego Mikołaja? Wysłany do nas?

Dzieci stłoczyły się wokół stołu, podeszła również mama.

– Myślałam, że to my piszemy do Mikołaja, a nie on do nas! – dziwiła się Julka, spoglądając na kopertę jak zaczarowana.

– Może to pomyłka? – zastanawiał się Jakub niepewnie, ale jego oczy błyszczały z ekscytacji, a analityczny umysł już zaczął formułować hipotezy.

– Ale na kopercie jest nasz adres. Chyba jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać, co Mikołaj od nas chce… – powiedziała mama, równie zaintrygowana całą sytuacją.

Tata ostrożnie otworzył kopertę, a dzieci wyciągnęły szyje, by nic im nie umknęło. W środku znajdował się list napisany pięknym, ozdobnym pismem.

Kochana rodzino Szymańskich,

Piszę do Was z dalekiej Laponii, ponieważ potrzebuję Waszej pomocy. Jeden z moich reniferów miał za zadanie dostarczyć szczególne prezenty na miejską Wigilię, ale niestety zaginął gdzieś w Waszej okolicy. Ja sam jestem teraz bardzo daleko, gdzie rozwożę inne prezenty, i obawiam się, że nie zdążę wrócić na czas, by go odnaleźć. Wiem, że to wielka prośba, ale jesteście moją jedyną nadzieją. Tylko Wy możecie prześledzić jego trasę i pomóc mu na czas!

Z najlepszymi życzeniami

Święty Mikołaj

PS Mój przyjaciel – Roman – prowadzi w mieście piekarnię. Często go odwiedzam, może będzie mógł Wam pomóc.

Kiedy tata skończył czytać, dzieci wydały z siebie głośne okrzyki radości i niedowierzania.

– Musimy pomóc! Przecież święta bez prezentów nie będą takie same! – Julka aż podskakiwała z przejęcia.

– Czyli mamy szukać renifera? Ale jak? Czy on naprawdę lata? – zapytał Antek, który z wrodzoną pewnością siebie już planował kolejne kroki.

– Na pewno znajdziemy jakiś trop! – stwierdził Jakub, przypominając sobie historie o reniferach, które słyszał od rodziców.

Rodzina zebrała się wokół stołu, wszyscy wpatrzeni w list od Świętego Mikołaja. Julka, Antek i Jakub siedzieli w milczeniu, z wyraźną ekscytacją w oczach, ale i odrobiną niepewności. Czy rodzice pozwolą im wyruszyć na tak ważną misję? Czy naprawdę będą mogli pomóc samemu Świętemu Mikołajowi?

Dzieci spojrzały na mamę, a potem na tatę, z niecierpliwością wyczekując ich decyzji. Mama i tata wymienili spojrzenia, w których kryło się zarówno zaskoczenie, jak i coś, co można było nazwać… dumą i powagą chwili. Bo przecież taka przygoda zdarza się raz w życiu, i to sam Święty Mikołaj prosi ich o pomoc.

W końcu tata odchrząknął, starając się, by jego głos zabrzmiał spokojnie i poważnie, choć w oczach czaił mu się delikatny uśmiech.

– Dzieci, to bardzo odpowiedzialne zadanie – powiedział z naciskiem. W pokoju zapanowała cisza, a rodzeństwo patrzyło na niego szeroko otwartymi oczami. – Mikołaj w liście wspomniał o swoim przyjacielu, który prowadzi piekarnię. Sądzę, że tam powinniśmy zacząć!

Słowa taty były dla dzieci sygnałem do startu. Julka, Antek i Jakub podskoczyli z radości – wiedzieli już, że rodzice pozwolą im wyruszyć na tę wyjątkową świąteczną misję.

Mama uśmiechnęła się, widząc, jak dzieci się garną do pomocy, i dodała żartobliwie:

– Tylko nie zgubcie czapek po drodze. I nie martwcie się, mamy dość pierniczków na długą drogę.

Cała trójka dzieci rzuciła się do przedpokoju, żeby włożyć ciepłe kurtki, szaliki i czapki, ścigając się, kto ubierze się pierwszy. W międzyczasie tata przygotował samochód do drogi, a mama wzięła koszyk z prowiantem – tak na wszelki wypadek.

Gdy wszyscy byli już gotowi, jeszcze raz spojrzeli na migoczącą w oknie choinkę. Tata zamknął drzwi, pozostawiając światełka w domu, by czekały na ich powrót.

Rodzina ruszyła w stronę samochodu, dzieci pełne energii i radości, rozmawiając wciąż o liście i swojej misji.

– Myślicie, że piekarz naprawdę widział renifera? – zapytał Antek, moszcząc się w foteliku.

– Zaraz się przekonamy. Trzymajcie kciuki, żebyśmy znaleźli pierwszy trop! – odpowiedziała mama, uśmiechając się do dzieci.

Silnik zawył i samochód ruszył w stronę centrum miasta, gdzie czekała piekarnia – ich pierwszy przystanek w tej wyjątkowej świątecznej przygodzie.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

To dopiero początek Świątecznej Misji!

Czy Szymańskim uda się odnaleźć renifera?

Cześć! Skoro tu jesteście, to znaczy, że rodzinna wyprawa Szymańskich rozbudziła Waszą ciekawość. List od Mikołaja to dopiero wstęp do wielkiej przygody, która pachnie lukrem i magią świąt.

Rodzina Szymańskich jest już gotowa na dalszą misję. Ruszycie z nami?

Sprawdź, co wydarzy się dalej

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze