Piksel i przytulisko Bajki o zwierzętach

Piksel i nowe podwórko
1: Dziura w płocie

Adam Brykowicz
Adam Brykowicz
Autor Mikolito
7 września 2026
Data publikacji
4 minut
Czas czytania
#11/ 11
Odcinek serii
Piksel i nowe podwórko – 1: Dziura w płocie

Pierwszy wieczór w nowym domu pachniał zupełnie inaczej niż wszystkie poprzednie. Trawa była gęstsza, bardziej miękka pod łapami, a powietrze nie niosło już zapachu miasta, kurzu, pieczonego chleba, rozgrzanego asfaltu. Zamiast tego czuć było ziemię, mokre liście i coś słodkiego, co dobiegało chyba z kwiatów rosnących pod oknem.

Piksel leżał na środku ogrodu i próbował się w tym wszystkim odnaleźć. Nie było już siatki, przez którą można było patrzeć na miasto. Był za to drewniany płot – wysoki, brązowy, z deskami ułożonymi jedna przy drugiej jak zęby w grzebieniu.

– Dziwne, prawda? – odezwała się Lala, siadając obok. Merdała ogonem, ale nieco wolniej niż zwykle. – Wszystko tu jest większe.

– I nie ma nikogo po naszej stronie – dodał Piksel, patrząc w stronę płotu. – Tylko my.

Nie zdążył nawet westchnąć, gdy z góry, znad płotu, rozległo się głośne, triumfalne trzepotanie skrzydeł.

– MY tu jesteśmy! – Gwizdek wylądował dokładnie na szczycie płotu, balansując jak akrobata na linie. – Meldunek z drugiej strony granicy! Tofik przesyła pozdrowienia, a Maurycy przesyła ziewnięcie, co w jego wypadku znaczy to samo.

Piksel poczuł, jak coś w nim się rozluźnia.

– Gwizdek! Widzę cię!

– A ja widzę was! I to jest najlepsza rzecz, jaka mi się dziś przydarzyła, nie licząc odkrycia, że tutejsze robaki są o wiele grubsze niż miejskie.

Płot okazał się dla Gwizdka wymarzonym miejscem – mógł usiąść na jego szczycie i widzieć oba ogrody naraz. Przez chwilę latał tam i z powrotem, przekazując wiadomości jak listonosz.

– Tofik mówi, że tęskni za twoim chrapaniem, Piksel.

– Ja nie chrapię.

– Powiedział, że właśnie dlatego tęskni. Bo teraz jest za cicho, żeby zasnąć.

Lala parsknęła śmiechem.

– Fajnie was słyszeć. Ale bardzo chciałabym was zobaczyć.

Gwizdek zaskrzeczał coś w stronę sąsiedniego ogrodu, po czym po chwili wrócił z wieściami.

– Maurycy mówi, że to niemożliwe, bo płot jest szczelny jak jego cierpliwość do niedzielnych poranków.

– To sprawdzimy, czy ma rację – powiedziała Lala i już biegła wzdłuż płotu, obwąchując każdą deskę po kolei.

Piksel ruszył za nią. Chodzili tak przez dłuższą chwilę, mijając kolejne deski – wszystkie identyczne, wszystkie solidnie osadzone przy samej ziemi. Lala już miała zrezygnować, gdy nagle zatrzymała się przy jednej z desek, bliżej krzaków porzeczki.

– Ta jest inna.

Piksel podszedł i obwąchał. Rzeczywiście – ta deska była odrobinę krótsza niż pozostałe. Nie sięgała ziemi. Zostawiała pod sobą wąską szczelinę, przez którą nie dało się jeszcze przejść, ale przez którą można było zobaczyć skrawek trawy po drugiej stronie.

– Gwizdek! – zawołała Lala. – Mamy coś!

Papuga podleciała natychmiast, a za chwilę z drugiej strony dobiegł chrobot – to Tofik i Maurycy podeszli sprawdzić, co się dzieje.

– No i? – mruknął Maurycy przez szczelinę, z wyraźnym powątpiewaniem w głosie. – Widzę tylko ciemność i coś, co wygląda jak nos Lali.

– Bo to jest mój nos – potwierdziła Lala z dumą.

Tofik przyłożył oko do szczeliny z drugiej strony.

– Jest za wąsko, żeby przejść. Ale gdyby było trochę głębiej…

Piksel spojrzał na ziemię pod deską. Była miękka, jeszcze wilgotna od wieczornej rosy.

– To ją pogłębimy!.

Nie trzeba było długo namawiać. Lala od razu zaczęła kopać ze swojej strony – szybko, entuzjastycznie, z ziemią lecącą na wszystkie strony. Po drugiej stronie Tofik dołączył swoimi małymi, ale zawziętymi łapkami. Maurycy patrzył przez chwilę z dystansem, po czym westchnął teatralnie i też zaczął grzebać – bardziej z poczucia obowiązku niż entuzjazmu.

– Robię to wyłącznie z troski o wasze zdrowie psychiczne – mruknął, otrzepując łapę. – Ktoś musi pilnować, żebyście nie przekopalii się na Antarktydę.

Gwizdek, nie mogąc kopać, usiadł na płocie i komentował z góry jak komentator sportowy.

– I Lala robi kolejny wykop! Ziemia leci! Tofik podąża tuż za nią! A Maurycy… Maurycy robi coś, co przypomina kopanie, choć trudno to jednoznacznie stwierdzić! Co za emocje!

Po chwili wspólnego wysiłku szczelina pod deską zrobiła się głębsza. Wystarczająco głęboka, żeby przecisnąć się pod spodem.

Pierwsza spróbowała Lala. Wcisnęła się w dołek, przez moment było widać tylko jej ogon, a potem – po drugiej stronie – rozległo się szczekanie pełne radości. Chwilę później Piksel zrobił to samo.

I nagle wszyscy byli razem. Nie przez płot, nie przez szczelinę – naprawdę, obok siebie, na tym samym skrawku trawy.

Tofik od razu wtulił się w bok Piksela. Maurycy usiadł z boku, próbując zachować powagę, ale jego ogon zdradzał jego emocje, lekko merdając. Gwizdek zleciał z płotu i wylądował na środku, dumny jak dyrygent, który właśnie przeprowadził orkiestrę przez największy koncert.

– Ktoś tu przechodził – odezwał się nagle znajomy głos.

Z cienia krzaka porzeczki wyłonił się Kamil, jakby był tu od zawsze, choć nikt go nie widział, odkąd się przeprowadzili.

– Kamil! – Tofik aż podskoczył. – Skąd wiedziałeś, że tu jesteśmy?

– Nie wiedziałem – szop wzruszył ramionami, mlaskając przy tym, jakby właśnie coś zjadł. – Ale czułem, że tam, gdzie jest pięcioro przyjaciół, prędzej czy później zrobi się dziura pod jakimś płotem.

Usiadł razem z nimi, a wieczór zrobił się cieplejszy niż cały dzień. Rozmawiali o nowych zapachach, o dziwnych odgłosach nocą i o tym, czy trawa po drugiej stronie różni się smakiem od tej po pierwszej.

W pewnym momencie Piksel zauważył coś po drugiej stronie ulicy – jakiś ruch, cień, który zniknął równie szybko, jak się pojawił. Chciał coś powiedzieć, ale Lala akurat opowiadała coś zabawnego i moment minął. 

Gdy zrobiło się ciemno, każdy wrócił do swojego ogrodu, przeciskając się z powrotem przez mały dołek pod deską. Ale tym razem rozstanie nie bolało tak jak wcześniej.

Piksel usiadł w swoim ogrodzie i spojrzał w stronę płotu. Deska wyglądała tak samo jak wszystkie inne – trochę krótsza, trochę niepozorna. Ale teraz wiedział, co się pod nią kryje.

– Dom to nie ściany – pomyślał, zamykając oczy. – To wszystko, co zostaje otwarte pomiędzy nimi.

I tej nocy, po raz pierwszy odkąd się przeprowadzili, zasnął spokojnie – wiedząc, że tuż obok, po drugiej stronie małego dołka, śpią jego przyjaciele.

← Poprzednia bajka Piksel i przytulisko – 10: Drzwi, które się otwierają
Ładowanie komentarzy…
Może spodobają Ci się też

Kolejne bajki do przeczytania

Szymańscy na wsi – Jak zostać rolnikiem
U Szymańskich

Szymańscy na wsi – Jak zostać rolnikiem

21 sierpnia 2025 Czytaj →
Błysk i Klakson – 3: Błoto, dym i determinacja
Błysk i Klakson

Błysk i Klakson – 3: Błoto, dym i determinacja

16 sierpnia 2025 Czytaj →
Szymańscy na wsi – Jarmark
U Szymańskich

Szymańscy na wsi – Jarmark

14 sierpnia 2025 Czytaj →
Drużyna Asów – Siatkówka
Drużyna Asów

Drużyna Asów – Siatkówka

12 sierpnia 2025 Czytaj →