Niedźwiedź Bruno i Złota łapa

Niedźwiedź Bruno i Złota łapa

W samym sercu lasu, gdzie promienie słońca igrały wśród drzew, lis Karol przemierzał znajome ścieżki w poszukiwaniu przygody. Słynął ze swojego sprytu i bujnej wyobraźni, lecz tego dnia coś było inaczej. Czuł nudę, której nie potrafił rozproszyć.

– Ten las… każdego dnia wygląda tak samo – westchnął. – Potrzebuję czegoś naprawdę ekscytującego.

Wtem usłyszał podekscytowane głosy dochodzące z pobliskiej polany. Zaciekawiony Karol podszedł bliżej i zobaczył grupkę zwierząt zgromadzoną wokół Wiewiórki Weroniki, która mówiła z iskrą w oczach:

– …i mówią, że gdzieś w lesie ukryta jest Złota Łapa!

– Złota Łapa? – zdziwił się Jeleń Julian.

– Tak! To starożytny skarb lasu. Kto ją odnajdzie, ten zyska szczęście i szacunek wszystkich zwierząt – oznajmiła Weronika z tajemniczym uśmiechem.

Karol zbliżył się nieco, udając obojętność.

– Ach, kolejna bajeczka dla młodych wiewiórek. Pewnie nikt jej nigdy nie widział – rzucił z lekkim uśmieszkiem. Mimo to w jego oczach pojawił się błysk.

Gdy zgromadzenie się rozeszło, Karol wrócił do swojej nory i usiadł na miękkim mchu. Przez dłuższą chwilę milczał, aż w końcu mruknął do siebie:

– Złota Łapa… Gdybym ją odnalazł, cały las mówiłby o mnie. Byłbym bohaterem.

Tego samego wieczoru postanowił: wyruszy na poszukiwania skarbu. Ale najpierw musiał wzbudzić zainteresowanie. Następnego ranka, spacerując wśród drzew, zawołał głośno:

– Słyszałem, że widziano Złotą Łapę w pobliżu Starego Dębu!

Wieść rozeszła się błyskawicznie. Zwierzęta zaczęły szeptać między sobą, a Karol stał się nagle centralną postacią rozmów.

– Może naprawdę wie, gdzie jej szukać – zastanawiała się Żaba Żaneta.

– Jeśli ją znajdzie, zostanie najsłynniejszym lisem w lesie – dodała Sabina.

Karol ruszył w stronę Starego Dębu. Po drodze spotkał Niedźwiedzia Bruna, który spokojnie zbierał jagody.

– Dokąd się wybierasz, Karolu? – zapytał niedźwiedź z łagodnym uśmiechem.

– Na poszukiwania Złotej Łapy. Podobno znajduje się gdzieś w pobliżu dębu – odparł lis z nutą pewności w głosie, choć sam zaczynał wątpić.

Bruno przyjrzał mu się uważnie.

– A co zrobisz, jeśli okaże się, że jej tam nie ma?

Karol zatrzymał się, jakby to pytanie wytrąciło go z równowagi.

– Musi tam być… Przecież jestem sprytny – odpowiedział, ale w jego słowach brakowało przekonania.

Gdy dotarł na miejsce, z zapałem przystąpił do poszukiwań. Przekopywał mech, zaglądał pod korzenie drzew, rozgarniał liście – ale nigdzie nie było ani śladu skarbu.

– Może to tylko legenda… – westchnął, opierając się o pień starego dębu.

Wtedy dobiegł go delikatny szum wody. Ruszył w jego kierunku i ujrzał coś połyskującego wśród kamieni przy strumieniu. Serce zabiło mu szybciej.

– Czyżby…? – szepnął i pobiegł w tamtą stronę.

Znalazł tam starą, złocistą muszlę. Pięknie odbijała światło, ale nie była skarbem z opowieści. Karol poczuł rozczarowanie, ale też dziwną ulgę.

– To nie Złota Łapa, ale wygląda na coś wyjątkowego – pomyślał. A potem wpadł na pomysł.

Zabrał muszlę i wrócił na polanę, gdzie zgromadziły się już zwierzęta.

– Czy to… Złota Łapa? – zapytała Sabina, wpatrując się w błyszczący przedmiot.

– Oczywiście – skłamał Karol, podnosząc muszlę wysoko. – To starożytny skarb lasu!

Zwierzęta zaczęły wiwatować. Karol poczuł się jak prawdziwy bohater. Ale z boku, w ciszy, stał Bruno. I patrzył.

Wieczorem podszedł do Karola, kiedy inni już się rozeszli.

– Karolu – powiedział spokojnie – czy to naprawdę Złota Łapa?

Lis zawahał się. Spojrzał na muszlę, potem na starego niedźwiedzia.

– Nie wiem… Ale czy to ważne? Zwierzęta są szczęśliwe. A ja… przez chwilę czułem się kimś wyjątkowym.

Bruno pokręcił głową.

– Prawdziwy bohater nie potrzebuje kłamstw, Karolu. Szacunek zdobywa się uczciwością, nie bajkami.

Karol spuścił wzrok. Po raz pierwszy poczuł, że naprawdę zawiódł – nie innych, ale siebie.

– Masz rację. Powinienem był powiedzieć prawdę – przyznał cicho.

Następnego ranka, z ciężkim sercem, zebrał zwierzęta na polanie.

– Przyjaciele – zaczął – muszę wam coś wyznać. To nie jest Złota Łapa. To tylko muszla, którą znalazłem przy strumieniu. Przepraszam, że was oszukałem.

Przez chwilę zapadła cisza. Ale zaraz potem Weronika podeszła bliżej i powiedziała ciepło:

– Każdy może popełnić błąd, Karolu. Najważniejsze, że miałeś odwagę się przyznać.

Bruno położył mu łapę na ramieniu.

– Pamiętaj, Karolu, prawdziwa wartość nie leży w złocie. Najcenniejsze, co możemy zdobyć, to zaufanie i szacunek naszych przyjaciół.

Karol spojrzał na zebranych i po raz pierwszy od dawna poczuł się naprawdę sobą. Nie potrzebował już skarbów, by wiedzieć, kim jest.

I choć Złotej Łapy nie znalazł, zyskał coś znacznie ważniejszego – prawdę, która świeciła jaśniej niż każdy blask.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN