Na pokładzie Błyska 7 zapachniało… zielenią.
— Czy ktoś otworzył kosmiczne okno? — zapytał Filip, kręcąc nosem. — Pachnie jak ogród po deszczu.
Foster uniósł łeb znad maty i pociągnął powietrze.
— Albo jak sałatka, która zaraz spróbuje nas zjeść — stwierdził ostrożnie.
Blip zamigotał na głównym ekranie, a zamiast jednej planety pojawiła się cała mapa układu planetarnego — wszystkie światy były zaznaczone na zielono.
— Odbieram liczne zgłoszenia z jednego układu — oznajmił. — Wspólny mianownik: niekontrolowany rozrost organizmu zwanego Zielonym Kaktusem.
— Kaktus? — Filip rozjaśnił się. — Roślina? To brzmi… spokojnie.
— Wygląd: piękny. Skutki: katastrofalne — sprostował Blip. — Kaktus szybko zajmuje całe powierzchnie planet, wypierając inne formy życia.
Lena już analizowała dane.
— Lecimy. Jeśli coś jest piękne i jednocześnie groźne, to na pewno kryje w sobie jakąś sztuczkę.
Planeta, na której wylądowali, wyglądała jak zielona pocztówka. Budynki, drogi, latarnie — wszystko było porośnięte soczystym, jasnozielonym kaktusem o miękkich, falujących kolcach. Roślina delikatnie świeciła, jakby była bardzo dumna z siebie.
— Przyznam — mruknął Filip — że to najładniejsza inwazja, jaką widziałem.
— I najcichsza — dodał Foster, omijając wielki kaktus wyrastający ze schodów. — Ale ja bym wolał, żeby nie rosła mi pod łapami.
Miejscowi powitali ich z ulgą. Przedstawicielka planety, Zira, zaprowadziła ich na główny plac. Kiedyś był tu park. Teraz był… kaktus.
— Na początku się cieszyliśmy — wyjaśniła. — Kaktus był piękny, oczyszczał powietrze. Ale potem rósł szybciej. I szybciej. Teraz nie mamy gdzie mieszkać, a nasze rośliny znikają.
Lena przyklęknęła i dotknęła jednego z pędów.
— Próbowaliście go usuwać?
Zira skinęła głową.
— Tak. Im więcej wycinaliśmy, tym szybciej odrastał.
W tej chwili z pobliskiego budynku dobiegła muzyka — rytmiczna, głośna, pełna basu. I wtedy stało się coś dziwnego.
Kaktusy… poruszyły się. Zaczęły puchnąć, wydłużać się, oplatać ściany szybciej niż wcześniej.
Lena uniosła głowę.
— Stop! Wyłączcie muzykę!
Muzyka ucichła. Po chwili kaktusy zwolniły. Nadal rosły, ale wyraźnie wolniej.
Filip zmarszczył brwi.
— Czyli… kaktus lubi muzykę?
Foster poruszył uchem.
— Ja też. Ale ja nie zarastam planet.
Na pokładzie Błyska 7 Lena badała próbki rośliny. Zielony Kaktus delikatnie drgał w pojemniku, jakby reagował na każdy dźwięk urządzeń.
— To niesamowite — powiedziała. — Kaktus wykorzystuje fale dźwiękowe jako impuls wzrostu. Im więcej rytmu i basu, tym szybciej rośnie.
— Czyli planeta sama go karmi — podsumował Filip. — Bo tu wszyscy kochają muzykę.
— Bez muzyki nie damy rady — martwiła się Zira. — To część naszej kultury.
Filip nagle się uśmiechnął.
— A co, jeśli muzyka zostanie… tylko dla uszu?
Lena spojrzała na niego.
— Filip… nie.
— Filip… tak! — odparł z entuzjazmem. — Silent disco! Impreza w słuchawkach. Ludzie słyszą muzykę, tańczą, a kaktus… cisza!
Foster zamachał ogonem.
— Tańce bez hałasu? Brzmi jak coś, co lubią rośliny. I ja, bo wtedy nikt nie słyszy, jak chrupię.
Zira zamrugała.
— Nigdy czegoś takiego nie próbowaliśmy… ale możemy!
Na placu ustawiono światła, kolorowe hologramy i stanowiska z bezprzewodowymi słuchawkami. Lokalni DJ-e przygotowali muzykę, ale zamiast głośników — nadajniki.
Mieszkańcy założyli słuchawki.
I zaczęło się najcichsze przyjęcie w historii planety.
Z zewnątrz wyglądało to dziwnie: setki istot tańczyły, śmiały się, skakały… w absolutnej ciszy. Tylko światła pulsowały w rytm, który istniał wyłącznie w ich głowach.
Lena obserwowała kaktusy.
— Działa — powiedziała z ulgą. — Przestały reagować.
— Czyli kaktus nie słyszy przez słuchawki — stwierdził Filip. — Dobrze wiedzieć.
W tym czasie Foster… nudził się.
— Skoro jest cicho… — mruknął i odgryzł mały fragment kaktusa, który wyrósł przy krawędzi placu.
— FOSTER! — syknęła Lena.
Pies przełknął, zamrugał… i nic się nie stało.
— Hm. Smakuje jak ogórek z trawnikiem — ocenił. — Ale żyję!
Lena natychmiast pobrała próbkę.
— Twoja ślina rozkłada sok kaktusa — powiedziała zdumiona. — To naturalny enzym! Możemy go wykorzystać, żeby kontrolować rozrost, bez niszczenia rośliny.
Foster wyprostował się dumnie.
— Jestem bohaterem ekologii. Zębnej.
Kilka godzin później planeta wyglądała inaczej. Zielony Kaktus nadal był obecny — piękny, spokojny, kontrolowany. Enzym pozwalał ograniczać jego rozrost, a muzyka wróciła… w słuchawkach.
Na placu trwało kolejne silent disco. Tym razem Lena i Filip też mieli słuchawki.
— Tańczysz? — zapytał Filip.
— Tylko jeśli kaktus nie patrzy — uśmiechnęła się Lena.
Foster tańczył bez słuchawek, kompletnie poza rytmem.
— I tak wiem, że robię to dobrze!
Zira podeszła do nich z wdzięcznością.
— Ocaliliście naszą planetę. I muzykę. I kaktusa.
— Czasem nie trzeba niszczyć problemu — odpowiedziała Lena. — Wystarczy go zrozumieć.
Kiedy Błysk 7 odlatuwał, z planety nie niósł się żaden dźwięk… ale wszyscy wiedzieli, że muzyka tam jest. Bezpieczna. Ukryta w słuchawkach.
Blip zamigotał.
— Misja zakończona. Odbieram kolejny sygnał.
Foster przeciągnął się.
— Mam nadzieję, że następnym razem problemem będzie coś jadalnego. Ale mniej kolczastego.
I statek zniknął w kosmosie, zostawiając za sobą zieloną planetę, która wreszcie rosła… we właściwym tempie.
Komentarze: 0