Cheddaria w opałach – 7. Koci czarodziej

Cheddaria w opałach – 7. Koci czarodziej

W swojej kryjówce, pomiędzy pękniętym koszem a pustymi puszkami po rybie, Franz przeglądał stary plakat z cyrku.

— Sztuka! Iluzja! Oszustwo! Czyż nie to samo? — wymruczał, kreśląc palcem po kolorowym kapeluszu magika. — Skoro beczki, tunele i mysie przebrania zawiodły… czas na pokaz!

Tak narodził się Czarofranz, najsłynniejszy iluzjonista z rzekomego Mysiego Wąwozu. Franz założył pelerynę z firanki, cylinder z wielkiej puszki po rybach i posypał futro brokatem z soli i popiołu. Na ogonie zawiesił dzwoneczek – „by robić wejście z klasą”.

Rankiem stanął pod bramą Cheddarii i przemówił teatralnym głosem:

— O myszy szlachetne! Przynoszę wam magię! Kulturę! Widowisko stulecia!

Z murów spojrzał Sir Gucio.

— On ma cylinder! I dzwoni ogonem! To musi być poseł sztuki!

Wkrótce cała Cheddaria szykowała się na występ. Na dziedzińcu ustawiono skrzynkę jako scenę, powieszono sznurek z proporczykami i zebrano wszystkie mysie dzieci. Król Gryzomir wyraził zgodę z lekkim westchnieniem:

— Byle nic nie wybuchło.

Sir Gucio, zachwycony, został mianowany pomocnikiem iluzjonisty. Owinął się zasłoną, założył okulary bez szkieł i trzymał patyk, który nazwał Różdżką Przeznaczenia.

Franz rozstawił rekwizyty: pudełko po herbacie do znikania chustki, kamyk zawieszony na żyłce w celu lewitacji, oraz skrzynię z luźnymi deskami do magicznego zamknięcia.

Pierwszy numer miał być prosty: Franz unosi chustkę, rzuca ją w górę i… ona znika! Problem w tym, że była przyczepiona do ogona gołębia, który właśnie zerwał się z dachu.

Dzieci zarechotały.

— To chyba ptasie czary! — pisnęła jedna z myszy.

Franz kontynuował. Lewitacja kamienia była prawie udana, dopóki Gucio nie nadepnął na koniec żyłki.

— Kamień walczy z grawitacją! — zawołał Gucio z przejęciem.

Kulminacją miało być zamknięcie Franza w skrzyni, a potem jego zniknięcie.

— Pomocniku! Obkręć mnie trzy razy i powiedz zaklęcie!

Gucio, pełen zapału, podszedł do skrzyni i zawołał:

— Mozzarella, gouda, camembert!

Obrócił skrzynię… za mocno. Jedna ze ścian odpadła, drzwiczki się rozwarły, a Franz wypadł jak kartofel z worka.

Podczas upadku odpadł mu ogon z wełny, cylinder zsunął się na oko, a peleryna zawinęła wokół szyi jak szalik.

Myszy zamarły. Dziecko z pierwszego rzędu wskazało palcem:

— To nie mysz… TO KOT!

Franz zerwał się na nogi, lecz zanim zdążył coś powiedzieć, Gucio chwycił wiadro z mlekiem i wylał je na niego.

Mleko chlupnęło z impetem, rozmazując brokat, odklejając pelerynę i zmieniając wystylizowaną fryzurę Franza w coś przypominającego mokrą szczotkę do butów. Franz zatoczył się, kichnął, poślizgnął na własnym ogonie i wpadł prosto do beczki z resztkami sera.

Myszy piszczały – niektóre ze śmiechu, inne z przerażenia. Gucio zasłonił dzieciom oczy ogonem.

— Uwaga! Ucieczka magicznego kota w toku! — zakrzyknął.

Franz wypadł z beczki, zgubił jeden but, potknął się o chustkę i przewrócił stojak z proporczykami. Gdy dobiegł do bramy, wyglądał jak kosz piknikowy po przejściu tornada. Dzwoneczek na jego ogonie dzwonił z każdym krokiem coraz szybciej.

— Nigdy więcej sztuczek… tylko dramaty! — zawołał na odchodne, znikając za wzgórzem.

Wieczorem cała Cheddaria śpiewała:

„Franz czarował, Franz uciekał,
potem mlekiem już przeciekał!”

Król Gryzomir podsumował:

— I tak oto nasza stolica uniknęła magii teatralnej. Gucio… to było… zaskakująco skuteczne.

Sir Gucio ukłonił się, mocząc pelerynę w mleku.

— Rycerz nie musi znać zaklęć, by być czarodziejem odwagi!

A Cheddaria spała spokojnie. Bo nawet czary nie pokonają Sir Gucia.

W swojej kryjówce, pomiędzy pękniętym koszem a pustymi puszkami po rybie, Franz przeglądał stary plakat z cyrku.

— Sztuka! Iluzja! Oszustwo! Czyż nie to samo? — wymruczał, kreśląc palcem po kolorowym kapeluszu magika. — Skoro beczki, tunele i mysie przebrania zawiodły… czas na pokaz!

Tak narodził się Czarofranz, najsłynniejszy iluzjonista z rzekomego Mysiego Wąwozu. Franz założył pelerynę z firanki, cylinder z wielkiej puszki po rybach i posypał futro brokatem z soli i popiołu. Na ogonie zawiesił dzwoneczek – „by robić wejście z klasą”.

Rankiem stanął pod bramą Cheddarii i przemówił teatralnym głosem:

— O myszy szlachetne! Przynoszę wam magię! Kulturę! Widowisko stulecia!

Z murów spojrzał Sir Gucio.

— On ma cylinder! I dzwoni ogonem! To musi być poseł sztuki!

Wkrótce cała Cheddaria szykowała się na występ. Na dziedzińcu ustawiono skrzynkę jako scenę, powieszono sznurek z proporczykami i zebrano wszystkie mysie dzieci. Król Gryzomir wyraził zgodę z lekkim westchnieniem:

— Byle nic nie wybuchło.

Sir Gucio, zachwycony, został mianowany pomocnikiem iluzjonisty. Owinął się zasłoną, założył okulary bez szkieł i trzymał patyk, który nazwał Różdżką Przeznaczenia.

Franz rozstawił rekwizyty: pudełko po herbacie do znikania chustki, kamyk zawieszony na żyłce w celu lewitacji, oraz skrzynię z luźnymi deskami do magicznego zamknięcia.

Pierwszy numer miał być prosty: Franz unosi chustkę, rzuca ją w górę i… ona znika! Problem w tym, że była przyczepiona do ogona gołębia, który właśnie zerwał się z dachu.

Dzieci zarechotały.

— To chyba ptasie czary! — pisnęła jedna z myszy.

Franz kontynuował. Lewitacja kamienia była prawie udana, dopóki Gucio nie nadepnął na koniec żyłki.

— Kamień walczy z grawitacją! — zawołał Gucio z przejęciem.

Kulminacją miało być zamknięcie Franza w skrzyni, a potem jego zniknięcie.

— Pomocniku! Obkręć mnie trzy razy i powiedz zaklęcie!

Gucio, pełen zapału, podszedł do skrzyni i zawołał:

— Mozzarella, gouda, camembert!

Obrócił skrzynię… za mocno. Jedna ze ścian odpadła, drzwiczki się rozwarły, a Franz wypadł jak kartofel z worka.

Podczas upadku odpadł mu ogon z wełny, cylinder zsunął się na oko, a peleryna zawinęła wokół szyi jak szalik.

Myszy zamarły. Dziecko z pierwszego rzędu wskazało palcem:

— To nie mysz… TO KOT!

Franz zerwał się na nogi, lecz zanim zdążył coś powiedzieć, Gucio chwycił wiadro z mlekiem i wylał je na niego.

Mleko chlupnęło z impetem, rozmazując brokat, odklejając pelerynę i zmieniając wystylizowaną fryzurę Franza w coś przypominającego mokrą szczotkę do butów. Franz zatoczył się, kichnął, poślizgnął na własnym ogonie i wpadł prosto do beczki z resztkami sera.

Myszy piszczały – niektóre ze śmiechu, inne z przerażenia. Gucio zasłonił dzieciom oczy ogonem.

— Uwaga! Ucieczka magicznego kota w toku! — zakrzyknął.

Franz wypadł z beczki, zgubił jeden but, potknął się o chustkę i przewrócił stojak z proporczykami. Gdy dobiegł do bramy, wyglądał jak kosz piknikowy po przejściu tornada. Dzwoneczek na jego ogonie dzwonił z każdym krokiem coraz szybciej.

— Nigdy więcej sztuczek… tylko dramaty! — zawołał na odchodne, znikając za wzgórzem.

Wieczorem cała Cheddaria śpiewała:

„Franz czarował, Franz uciekał,
potem mlekiem już przeciekał!”

Król Gryzomir podsumował:

— I tak oto nasza stolica uniknęła magii teatralnej. Gucio… to było… zaskakująco skuteczne.

Sir Gucio ukłonił się, mocząc pelerynę w mleku.

— Rycerz nie musi znać zaklęć, by być czarodziejem odwagi!

A Cheddaria spała spokojnie. Bo nawet czary nie pokonają Sir Gucia.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed opublikowaniem.

Autor bajki

Adam Brykowicz

Jestem autorem bajek dla dzieci i twórcą Mikolito — miejsca, w którym opowieści mają być jednocześnie bezpieczne, mądre i pełne przygody oraz wyobraźni. Od lat piszę historie przeznaczone do wspólnego czytania, inspirowane tematami, które przyciągają dziecięcą uwagę i rozbudzają wyobraźnię.

Strona o autorze

A może czas na większe przygody?

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

Kosmiczne Dzieciaki – Galaktyczna Intryga

15,00 zł PLN
Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

Księżniczka Aleksandra

15,00 zł PLN
Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

Świąteczna misja Szymańskich

15,00 zł PLN
Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

Niedźwiedź Bruno - Legenda pióra

15,00 zł PLN